31.10.2015. Đîńńč˙, Ńŕíęň-Ďĺňĺđáóđă, ńňŕäčîí «Ďĺňđîâńęčé». ĐÎŃĂÎŃŃŇĐŔŐ-×ĺěďčîíŕň Đîńńčč 2015/16, 14-é ňóđ, «Çĺíčň» — «Ěîđäîâč˙». Íŕ ńíčěęĺ â ńčíĺé ôîđěĺ: Ŕęńĺëü Âčňńĺëü, ďîëóçŕůčňíčę ÔĘ «Çĺíčň».

Spektakularna klęska Juventusu

Może Juventus nie jest obecnie taką wielką marką jak Barcelona, Real Madryt czy Bayern Monachium, choć wcale tak dużo mu do nich nie brakuje. Jednak mimo wszystko to wciąż TEN Juventus, ten słynny włoski gigant, który całą Serie A zjada sobie na śniadanie. Bianconeri wciąż mają na tyle silną nazwę, że gdy jakiś piłkarz usłyszy, że Juve go chce i złożyło ofertę, to prawdopodobnie zachowa się jak Prijović, kiedy usłyszał, że Chińczycy chcą go widzieć w swoich szeregach. Nawet jeśli to będzie tylko oferta w Fifie. Ale właśnie, Chińczycy, bo to o nich chcę dzisiaj napisać i o tym, jak w spektakularnym stylu pobili Juventus, a jego wielką tradycją po prostu podtarli sobie swój żółty tyłek. I o Axelu Witselu, bo on też jest ważny.

Jak już słyszeliście, albo jeszcze nie, reprezentant Belgii zdecydował się na przejście do beniaminka ligi chińskiej Tianjin Quanjian. Od taka sobie drużyna, którą trenuje znany Fabio Cannavaro. Niby zwykły transfer (choć Chińczycy zdecydowali się zapłacić pomimo tego, że kontrakt Witsela wygasa w czerwcu), 18 mln euro + 2 mln euro premii rocznie – typowo, standard. Taki kierunek nie jest jakoś specjalnie dziwny, tym bardziej jeśli weźmiemy pod uwagę, że były piłkarz Benfici kisił się od 4,5 roku w nieźle płatnej lidze rosyjskiej. Wiadomo, Zenit też nie chciał sprzedawać, to inna bajka, ale gołym okiem widać, że dla Witsela przede wszystkim liczy się kasa i ja w tym nie widzę nic złego. Ale co ma do tego Juventus i dlaczego poniósł spektakularną porażkę?

Otóż od co najmniej pół roku, jeśli nie więcej, przejście Belga do Turynu wydawało się oczywistą oczywistością. Witselowi przestało podobać się w St. Petersburgu, zaczął marudzić o odejściu, a ja zacząłem wyczuwać w jego zachowaniu nutkę piłkarskiej ambicji. Jego przejście do Serie A już było praktycznie przyklepane, wychowanek Standardu Liege był we Włoszech 31 sierpnia 2016, żeby podpisać kontrakt, ale Zenit stwierdził ostatecznie, że nigdzie go nie puszczą i transfer poszedł w pi*du. Ale jako że Witsel nie przedłużył z Ruskimi kontraktu, to dla wszystkich było pewne, że obecny sezon jest jego ostatnim w błękitnych barwach. Wrócił temat Juventusu, a Belg w listopadzie stwierdził:

Nie zadaję wielu pytań o to, czy trafię do Turynu w styczniu, czy w czerwcu. Wiem, że to się stanie, ale nie wiem kiedy.

 

Nadszedł oczekiwany styczeń, Juventus mógł wreszcie zagwarantować sobie podpis zawodnika, który był myślami w Turynie już od ładnych paru miesięcy. Ale dupa. Nagle przyszli jacyś Chińczycy, sypnęli hajsem, a Witsel natychmiast zmienił zdanie i zdecydował się na transfer do Tianjin. Juve dawało mu marne 6 mln euro za sezon, zaś Zenit podobno proponował jakąś horrendalną podwyżkę na ostatnie pół roku, ale Alex powiedział:

To była bardzo trudna decyzja. Z jednej strony topowy klub jak Juventus, a z drugiej strony oferta, której nie mogłem odrzucić ze względu na rodzinę. Bianconeri zawsze zachowywali się jak dżentelmeni i jestem im za to bardzo wdzięczny. Pozostanę fanem Juventusu i mam nadzieję, że wygrają Ligę Mistrzów. Kto wie, może nasze drogi skrzyżują się w przyszłości.

 

No i niech idzie sobie do tych Chin, mam to naprawdę głęboko gdzieś. Hajs zwyciężył, czy to dziwne? Nie, ale przerażające jest to, że transfer Witsela do tego śmiesznego (jeszcze) klubiku jest pewnego rodzaju punktem zwrotnym w historii piłki nożnej. Oscary, Hulki, Gervinhie i inne Tevezy przechodziły do Chinese Super League i nikt jakoś specjalnie po nich nie rozpaczał, tamtejsze kluby po prostu przychodziły i brały. Ale nie zabierały nikomu piłkarza, który był obiecany danemu klubowi już od miesięcy. Nie zabierały piłkarza, który tak bezpośrednio wypowiadałby się o tym, że na 100% przejdzie do jakiejś drużyny. I kolejna sprawa, że nie mówimy tutaj o jakiejś drużynie w stylu Olimpii Grudziądz (nie no, szacun, żeby nie było), tylko o wielkiej, europejskiej marce i firmie, która wcale biedna nie jest. Dlatego Juventus poniósł spektakularną porażkę. Pewnego dnia obudzili się, przyszedł Chińczyk i wziął sobie, co chciał. Zaklepujecie sobie ostatnie wolne miejsce w hotelu pięciogwiazdkowym przy plaży w Łebie na Lazurowym Wybrzeżu, przyjeżdżacie, a tu miejsca nie ma. Takiej sytuacji w piłce jeszcze nie było i to trochę niepokojące. Choć było do przewidzenia.

 

 

Strollowany skrót Atletico Madrid vs FC Barcelona!