szybka-rozkmina-jak-wymawiac-nazwisko-timothee-kolodziejczaka-1

Szybka rozkmina: jak wymawiać nazwisko Timothee Kolodziejczaka?

Właściwie to teraz zacząłem zastanawiać się, czy nie powinienem odmienić jego imienia i użyć formy „Timotheego” albo „Timothe’ego”. Chociaż teraz coś przeczytałem, że może jego imienia się nie odmienia… Tylko jak dla mnie francuski to kompletna czarna magia, więc wolę nie ruszać tego tematu i zająć się bardziej jego nazwiskiem. A brzmi ono bardzo swojko, bo nowy piłkarz Borussii Mönchengladbach (PS – 7,5 mln euro, kontrakt do 2021) z pochodzenia jest Polakiem.

Francuz nazwisko i polską krew odziedziczył po dziadku, ale oprócz tego niewiele go łączy z Polską i reprezentacją Adama Nawałki. Nie o tym jednak jest ten artykuł, bo mnie bardziej zastanawia kwestia wymowy jego nazwiska. Podobne rozkminy miałem przy Eugenie Polanskim, do którego nawiążę za chwilę.

25-letni obrońca Borussii ma na nazwisko Kolodziejczak, więc większość polskich komentatorów bez większego zastanowienia (a może i świadomie) wali wprost: KoŁodziejczak. W końcu polskie nazwisko, po polskim dziadku, tylko właśnie – u Francuza, którego skóra w dodatku jest lekko brązowawa. A skoro sam zainteresowany uważa się za Francuza, więc może warto by uszanować jego tożsamość i wymawiać tak, jak on chce? Skoro na co dzień posługuje się językiem francuskim, więc ma pełne prawo przerzucić własne nazwisko na mowę ludzi jedzących żaby i ślimaki. Czyli jakby to brzmiało? Tak:

Ja tam słyszę „Kolodziezak”, ale możecie mnie poprawić, jeśli się mylę. No i dobra, skoro Timothee mówi, że Kolodziezak, to będzie Kolodziezak. Tzn. w Gladbach wolą wersję „Kolo” i tak też jest okej. Ale teraz znowu pojawia się moja rozkmina, czy mówienie „KoŁodziejczak” jest błędem? Wiadomo, że w sytuacjach formalnych wypadałoby mówić oficjalną formę, czyli tą, którą piłkarz preferuje, ale czy rozmawiając ze znajomymi niepoprawne będzie ułatwienie sobie życia i użycie „potocznej” formy, tj. tej spolszczonej? – jakkolwiek dziwnie to brzmi. Bo wydaje mi się, że komentator nie powinien pozwalać sobie na drogę na skróty, a najlepiej udowadnia to przykład Hamesa z Realu Madryt. Nie Dżejms, jak by się wydawało logiczne – Hames. Cały świat mówi Hames. Ale i tak wydaje mi się, że Kolodziezak w Polsce pozostanie Kołodziejczakiem, bo obstawiam, że wielu osobom szeroko pojęta duma nie pozwoli na zaakceptowanie francuskiej formy jego nazwiska. A i duża część będzie to miała w dupie.

A co do Eugena Polanskiego… No właśnie. Chłopak z Sosnowca urodził się jako Bogusław Eugeniusz Polański. W młodym wieku wyemigrował do Niemiec i tam stał się Eugenem… no i jakim? PolaŃskim czy PolaNskim? Komentatorzy preferują starszą łatwiejszą wersję jego nazwiska i podczas meczów tworzą zbieżność ze słynnym reżyserem filmowym. Ale skoro kapitan Hoffenheim zdecydował się zostać Ojgenem (i to jest jego drugie imię, bo nie kojarzę na tę chwilę, żeby z Bogusia dało się zrobić jakiegoś Bogüsleinza czy kogoś takiego), to czy kreska nad jego nazwiskiem nie powinna przy wymawianiu zostać usunięta? Przedstawię bardzo głupi argument, ale na Wikipedii tej kreseczki nie ma. Na jego koszulce w klubie też nie, ale to akurat słaby przykład, bo nie wszędzie daje się znaki alfabetu z kraju konkretnego zawodnika. Ale Błaszczykowski ma kreskę przy L w Wolfsburgu, w BVB też miał.

Tyle tylko że o ile w przypadku Kolodziezaka / Kołodziejczaka z Gladbach sprawa jest prosta, bo Francuz jest Francuzem, o tyle chłopak z Sosnowca jest reprezentantem Polski. Czy w takim razie kreska w jego nazwisku powinna być brana pod uwagę? Czy tylko może, ale nie musi być wymawiana ? Bo teoretycznie skoro zmienił już nazwisko na PolaNski, to chyba powinno się przy nim zostać. W końcu mówimy też o Eugenie, a nie o Eugeniuszu. Tyle tylko czy ktoś w Polsce zaakceptuje taką wymowę tego słynnego nazwiska?

Nie wiem, trzeba by pogadać na ten temat z jakimś językoznawcą. Nie sądzę, aby była jakaś jedna konkretna metoda albo wskazówka, która pomogłaby mi uspokoić mój mózg, a najlepszym sposobem na to wszystko jest po prostu trzymanie się tej wersji, którą preferuje piłkarz. Jeszcze teraz przypomniał mi się Rudnevs, który został Rudnevem i potem jeszcze raz Rudnevsem… Nevermind. Pamiętajcie, że to tylko moja rozkmina i może ona nie pokrywać się w rzeczywistością, ale chętnie poczytam, co Wy na ten temat sądzicie.

Zobacz historyczne starcie City z Monaco!