Czy Alves jest legendą Barcelony

Tekst czytelnika: Alves nie zasłużył na miano legendy.

Nie ukrywam, że nigdy nie byłem jakimś wielkim zwolennikiem Alvesa. Ceniłem jego umiejętności, ale nieraz gardziłem jego kontrowersyjnymi zachowaniami w mediach, czy na boisku. Zadawałem sobie pytanie jak to możliwe, aby dojrzały mężczyzna tak się zachowywał? Co było tego powodem? Co chciał w ten sposób udowodnić? Że jest nie tylko wybitnym piłkarzem, ale również świetnym celebrytą?

Oczywiście zdaje sobie sprawę z tego, że Brazylijczycy mają bardzo różny temperament. To nie są raczej piłkarze w pełni ukształtowani typu np. Puyol, Xavi, Iniesta itd. którzy robią swoje i starają się „nie wychylać przed szereg”. Oni oprócz grania na boisku lubią zrobić trochę szumu wokół siebie. Przykłady to np. Robinho, Ronaldinho, Adriano itd. Oczywiście nie twierdze, że wszyscy Brazylijczycy tacy są. Jednak Alves bez wątpienia należy do tej „wyskokowej” grupy ludzi, dlatego w moich oczach zawsze dużo tracił.

Nieraz, przez swoją bezradność na boisku czy dośrodkowania, które udawały mu się w stosunku „1-10”, jego frustracja oraz pretensję do „całego świata” była nieprawdopodobnie wysoka. Ja rozumiem – walka, dobre chęci, ambicja itd. Jednak to nie jest normalne, aby przez swoją nieporadność zawodnik się frustrował i ma pretensję do innych (głównie do sędziego), a nie do siebie…

Kolejną rzeczą, która mi się nigdy nie podobała u Alvesa, to konflikt w postaci ostrej wymiany zdań z Ronaldo. Podobnie zresztą było jeśli chodzi o media, które również ostro krytykował. Ja rozumiem, że należy mieć swoje zdanie, że należy zawsze mówić prawdę itd. Jednak czasami warto również ugryźć się w język zamiast klepać jęzorem, bo pojawia się niepotrzebne zamieszanie wokół klubu czy samego zawodnika. Warto również wspomnieć o kontrowersyjnych wypowiedziach po przegranych meczach. Dobitnym przykładem jest niedawny, przegrany mecz z Atlético Madryt w Lidze Mistrzów, gdzie Alves udając swoją dziewczynę oświadczył: „Kochanie, to tylko futbol. Nic się nie stało. Takie jest życie.”. Na Litość Boską, ja się pytam, czy ten człowiek mówił naprawdę serio? Czy w ten sposób chciał pocieszyć kibiców, aby się nie martwili? Taką miał motywację przed meczem? Wygram -y fajnie! Przegramy – trudno, takie jest życie… To ja, jako „tylko” kibic, siedzący przed komputerem, piszący „głupie” komentarze, które tak naprawdę niczego nie zmienią odniosłem wrażenie, że bardziej to przeżywam, niż piłkarz grający w najlepszym klubie na świecie, zarabiający astronomiczne pieniądze. Po meczu wyciągałem wnioski, zastanawiałem się co było powodem naszej porażki, co można było zmienić w naszej grze, w czym Atlético Madryt było od nas lepsze itd. Alves natomiast świadczył, że „takie jest życie”. Z całym szacunkiem, ale dla mnie ta wypowiedź była zupełnie nie na miejscu. Już pominę kwestię tego, że udawał kobietę w peruce na głowie. Czy w ten sposób powinien się zachowywać po meczu profesjonalny piłkarz? Czy wyobrażacie sobie, aby tego typu rzecz zrobił np. Messi, Pirlo czy Buffon? Bo ja nie… Co on chciał tym filmikiem ludziom udowodnić? Że może być lepszy od Mariolki ze znanego kabaretu w Polsce? A może po prostu chciał po raz kolejny zaistnieć w mediach, aby było o nim głośno? Pytam kolejny raz – czy to jest normalne? Czy tak się zachowuje dorosły, dojrzały mężczyzna? To jest kabaret czy granie w piłkę na najwyższym poziomie?

Oczywiście zachowań Alvesa, które mi się nie podobały, zapewne znalazłoby się dużo więcej, jednak nie chcę stawiać go w aż tak złym świetle (choć pewnie i tak już to zrobiłem).

Być może uznacie, że przesadzam, albo że jestem do Alvesa za bardzo uprzedzony. Macie do tego pełne prawo i na pewno to szanuję! Jednak dla mnie legenda klubu to nie tylko piłkarz, który swoją grą zdobywa bramki, asystuje do kolegów z zespołu bądź po prostu jest ważnym graczem układanki trenera. Dla mnie legenda to piłkarz, który poza tymi aspektami, które wymieniłem, charakteryzuje również walka do samego końca – nie kładąc się na ziemie przez jakiekolwiek „dotknięcie” przez przeciwnika. Bez wątpienia dla mnie takim kimś jest Messi, który zawsze gra do końca i przewraca się dopiero wtedy, jak już naprawdę nie może wystać na nogach.

Kolejną sprawą to godne prezentowanie klubu poprzez swoje zachowanie oraz rzetelne i klarowne wypowiedzi. Z bólem serca to mówię, ale jeśli chodzi o tego typu kwestię, to Alves nigdy takim człowiekiem nie był. Wręcz przeciwnie – lubił szukać zaczepek, prowokować oraz wypowiadać się kontrowersyjnie, aby media miały o czym pisać. Tylko po co? Według mnie tego typu zachowanie jest kompletnie niedojrzałe. Przykro mi to mówić, ale dla mnie Dani Alves to zawsze był i będzie zwyczajnym pozorantem. Cenię jego umiejętności, które pokazywał przez te 7 lat w Barcelonie. Bez wątpienia zalicza się do jednych z najlepszych prawych obrońców świata! To w ogóle nie podlega dyskusji, jakikolwiek by on nie był, ale jego nieraz żałosne zachowania doprowadzały mnie do „czerwonej gorączki”, dzięki czemu dużo tracił w moich oczach. Dlatego więc ja osobiście nigdy mu nie przypiszę statusu legendy Barcelony…

Mimo to, Alves, dziękuje Ci za te 7 lat gry w Barcelonie, za tę niesamowitą współpracę z Messim i spółką, jednak mam nadzieje, że do Barcelony już nie powrócisz. Życzę Ci wszystkiego najlepszego w nowym klubie.

Tekst nadesłany przez czytelnika o pseudonimie Destro wyraża jedynie poglądy autora i ma zachęcić do dyskusji.
Strollowany skrót Atletico Madrid vs FC Barcelona!