wolfsburg-znow-szaleje-rynku-transferowym-kolejna-rewolucja-is-coming-1-1

Wolfsburg znów szaleje na rynku transferowym! Kolejna rewolucja is coming

Sytuacja w Wolfsburgu jest popieprzona na maksa. Nie wiem, ile razy już poruszałem temat tego klubu, Draxlera i syfu, w którym muszą babrać się w Dolnej Saksonii, ale Wilki zmuszają mnie do tego, abym napisał o nich kolejny raz. A jako że jestem świadomy tego, że nie wszyscy śledzą to, co się u nich dzieje; że nie wszyscy przeczytali to, co pisałem; że nie wszyscy o wszystkim pamiętają – to na początek pokrótce (bardzo pokrótce) przypomnę całe zamieszanko. Później przejdę do transferów, bo mamy 5 stycznia, a Wolfsburg dokonał już dwóch. I to takich konkretnych fest!

Wszystko zaczęło się latem 2015, gdy pół Europy zaczęło kręcić się wokół Kevina De Bruyne. Jako że Belg jest rudy, to nie mógł załatwić kwestii transferu w lipcu, ale musiał zaczekać do 30 sierpnia i przysporzyć problemów wszystkim dookoła. W końcu odszedł, a za hajs szejków przyszło do Wolfsburga sporo piłkarzy, z których większość się tam sprawdziła. Rzecz jasna największa część transferowej rewolucji miała miejsce ubiegłego lata, w 2015 było.. hmm.. można by powiedzieć, że nawet spokojnie. A co do zakupów to w szczególności zawiódł Draxler, który na dłuższą metę okazał się dobrym biznesem, bo Niemcy sprzedali go do PSG z zyskiem. Tu akurat szacun. Ale jeden Draxler to tylko jeden problem, bo w między czasie Wolfsburg zaczął zbliżać się coraz bardziej do strefy spadkowej, grać totalny piach, momentami przechodzący w gruz, zwolniono nieefektywnego trenera i zatrudniono jakiegoś z dupy, zwolniono dyrektora sportowego, a jeszcze po drodze Volkswagen wpadł w poważne tarapaty finansowe z powodu słynnej afery.

No i tak to sobie Sylwestra 2016/17 działacze Wolfsburga spędzali w wesolutkiej atmosferze planowania co dalej. Piłkarze cały czas z tyłu głowy mieli świadomość, że póki co wiedzą, że nic nie wiedzą oprócz tego, że zimą zespół zostanie wzmocniony. Znowu. Kolejne transfery. Kolejna destabilizacja, chociaż… czy można zdestabilizować coś, co nie jest ani trochę stabilne? Bundesliga rusza za 2 tygodnie z hakiem, a Wilki dokonały już dwóch dużych i bardzo dobrych transferów. Chociaż może dla bezpieczeństwa nazwijmy je „obiecującymi”. Pierwszym z nich jest przyklepany już jakiś czas temu Riechedly Bazoer, 20-letni, niesamowicie utalentowany holenderski środkowy pomocnik Ajaxu, za którego Niemcy zapłacili okazyjne 12 mln euro. Biorąc pod uwagę fakt, że środek pola u niedawnych wicemistrzów Niemiec funkcjonuje tak jak Fiat 126p w roli ciężarówki do rozwożenia węgla, to taki zakup jest jak najbardziej rozsądny.

Zaś dzisiaj jak grom z jasnego nieba spadł na nas kolejny transfer, tym razem Yunusa Malliego z FSV Mainz. Ci, którzy oglądają Bundesligę, powinni wiedzieć, że na skalę niemieckiego rynku jest to prawdziwy hit styczniowego okienka.

24-letni Turek to ofensywny pomocnik, rozgrywający, kreator, technik i człowiek, który może okazać się tym upragnionym zastępcą Kevina De Bruyne. Na pewno będzie pasował do tej roli bardziej niż typowy skrzydłowy Draxler. W Mainz był absolutną gwiazdą. W obecnym sezonie zanotował w Bundeslidze 6 goli i 6 asyst w 16 meczach, w poprzednim sezonie, w którym na dobrą sprawę stał się prawdziwą gwiazdą drużyny, strzelił 11 goli, a przy 4 zaliczał kluczowe podanie. Malli jest jedną z najbarwniejszych postaci w Niemczech, jeśli chodzi o umiejętności czysto piłkarskie, nie jest tak zmanierowany jak Didavi i przede wszystkim potrafi wziąć za siebie odpowiedzialność za grę drużyny. Wolfsburg będzie jego największym klubem w dotychczasowej karierze, ale to nie powinno przerażać urodzonego w Kassel Turka. W końcu już od roku pisano o jego prawie pewnym przejściu do Borussii Dortmund. BVB to spieprzyło, Malli fajnie pasowałby to wizji Tuchela, a tak śmiem twierdzić, że ze wszystkich transferów, jakich w ostatnich okienkach dokonał Wolfsburg, piłkarz Mainz jest tym, który wygląda najbardziej imponująco. PS – kosztował 12,5 mln euro.

Mamy już Bazoera, mamy już Malliego, a to dopiero 5 stycznia i Wolfsburg wcale nie ma zamiaru zwalniać tempa. Trener Ismael powiedział ostatnio, że interesującym zawodnikiem jest Paul-Georges Ntep, rówieśnik Turka grający w Stade Rennes, lewoskrzydłowy, czyli naturalny zastępca Draxlera. Jeśli Niemcy dopięliby jego transfer, to bałagan u Wilków możenie zostałby posprzątany, ale przynajmniej zostałyby kupione nowa miotła, wiadro i szmata. No dobra, to brzmi strasznie głupio, ale paradoksalnie całkiem nieźle oddaje potencjał tych zakupów. Ale tak czy siak sam potencjał nic nie zdziała, trzeba jeszcze to wszystko dobrze ułożyć.