Tajemniczy piłkarz opuszcza Barcelonę

Wypożyczenie Douglasa z Barcelony – historia prawdziwa

Legenda Barcelony, Douglas, odchodzi na wypożyczenie do Sportingu Gijon. Napisałbym teraz notkę o tym, jakie piłkarz miał zasługi dla klubu i czym się wyróżnił, ale po dwóch latach obecności w klubie nadal nic o nim nie wiem… dlatego opowiem Wam historię, jak to było z jego wypożyczeniem. Robert Fernandez, dyrektor sportowy Dumy Katalonii tak rozmawiał na ten temat z Luisem Enrique.

Robert Fernandez: Trenerze, zgodnie z ustaleniami pracujemy nad sprowadzeniem napastnika. Najprawdopodobniej weźmiemy Paco Alcacera, ale ciągle negocjujemy.

Luis Enrique: Tylko nie bawcie się w Arsenal i zróbcie to jak mężczyźni.

RF: Trenerze, wiadomo.

LE: Fajnie, to kadra będzie w końcu naprawdę kompletna. Zostajemy tak, jak jest.

RF: Nikogo nie sprzedajemy? A Douglas?

LE: … kto?

RF: Douglas, prawy obrońca…

LE:

RF: Brazylijczyk, kupiony dwa lata temu… no przecież chodził na treningi, musi trener go kojarzyć.

LE: On?! Ten… gość?! To jest nasz piłkarz?! Hehe, powiem szczerze, że zawsze się zastanawiałem co on robi w klubie, ale w ostatniej kolejności wziąłbym go za piłkarza. Spoko, możecie go śmiało sprzedać.

RF: Problem w tym, że nikt nie chce go kupić.

LE: No to wypożyczcie, nawet za darmo, trudno. A jak nie będą chcieli, to powiedzcie, że to utalentowany Brazylijczyk i inne pierdoły, które przy zakupie my wciskaliśmy pewnie ludziom.

RF: Nikt w to nie uwierzy, spaliliśmy temat.

LE: Dobra, zadzwonię do Abelardo i zaproszę na wódkę. Wpadnie, nawalimy się, dam mu papier do podpisania i obiecam, że nie będzie Manity w najbliższym meczu i go łyknie. Sprawa będzie załatwiona – nie zaprzątaj sobie tym głowy.

RF: Ok, to wpisuję do kalendarza: sprawa Douglasa załatwiona.

LE: Czyja?

Przed skomentowaniem zapoznaj się z treścią tej informacji, gdyż każdy post z kategorii „Foosy” został wymyślony lub podkoloryzowany dla celów humorystycznych, a niewłaściwie odebrany zagraża zdrowiu psychicznemu.