Paź
18
2021
Skomentuj

PODSUMOWANIE WEEKENDU - brawo, Lech, Bayern, Barca, Juve! JESTEŚCIE SPOKO

Koniec przerwy na kadrę, jak ma to w zwyczaju, przyniósł kolejne emocje związane z rywalizacją na scenie klubowej. Już standardowo nie zabrakło kilku wpadek ze strony faworytów. Te natomiast przełożyły się na sporą dawkę radości w szeregach skreślanych zespołów. Potknęły się Manchester United oraz Inter Mediolan. Niesamowitą końcówkę zanotował Milan. Dużo dobrego wydarzyło się także na boiskach w Anglii oraz Francji. Wnioski? Trzeci weekend października nie zawiódł. 


Mecze Serie A, LaLiga oraz innych najlepszych lig pełnoletni widzowie mogą oglądać i obstawiać na stronie sponsora portalu, Betclic.pl. SPRAWDŹ TUTAJ!

MATERIAŁY PROMOCYJNE PARTNERA | W grach hazardowych mogą uczestniczyć wyłącznie osoby, które ukończyły 18 lat. Udział w nielegalnych grach hazardowych jest przestępstwem. | Hazard może uzależniać. BEM to legalny bukmacher. Gra u nielegalnych grozi konsekwencjami prawnymi.


PSG odwróciło wynik spotkania, prawdziwy pogrom w Niemczech

Za oceanem wciąż toczyła się batalia o awans w przyszłorocznych mistrzostw świata, aczkolwiek nie oznaczało to, że piątek nie przyniósł nam przynajmniej odrobiny dobrego grania. Coś tam przyniósł. Początek weekendu stanął pod znakiem starcia z udziałem Paris Saint-Germain. Mimo tego, że zabrakło kilku gwiazd, nie można było narzekać na totalny brak emocji. Do ostatnich minut meczu  niemal wszystko wskazywało na kolejne potknięcie stołecznego zespołu. Przed dwoma tygodniami ulegli Stade Rennes. Do 87. minuty starcia remisowali zaś 1:1 z Angers, które koniec końców wracało do domu z niczym. Na chwilę przed końcem regulaminowego czasu gry bramkę na wagę triumfu zdobył Kylian Mbappe.

Prawdziwy worek z bramkami otworzył się za naszą zachodnią granicą. Występujące w roli gospodarza Hoffenheim rozbiło na własnym obiekcie FC Koeln aż 5:0, dzięki czemu zanotowało spory awans w tabeli Bundesligi. Prawdziwy sprawdzian czeka ich jednak za tydzień. Drużyna trenera Hoenessa zmierzy się wówczas z Bayernem Monachium.

Manchester oraz Inter tracą punkty. Piękny powrót Milanu i zmiana na szczycie ekstraklasy

Pod względem ilości świetnych spotkań Premier League nie miało sobie równych. Tylko w sobotę zagrała lwia część kandydatów do sięgnięcia po mistrzostwo kraju. Jak zwykle nie każdy miał jednak powody do zadowolenia. Spośród całego grona faworytów wykruszył się jedynie Manchester United. Czerwone Diabły uległy na wyjeździe Leicester City 2:4. Były piękne bramki, kilka zwrotów akcji oraz olbrzymie rozczarowanie w szeregach wielokrotnego mistrza kraju. Sobotnia porażka z Lisami była bowiem już trzecim spotkaniem z rzędu bez pełnej zdobyczy punktowej.

Problemów z dopisaniem kolejnych "oczek" nie miała pozostała część faworytów. Po arcyważne triumfy sięgnęli piłkarze Manchesteru City, Chelsea oraz Liverpoolu. Pierwsza dwójka rozprawiła się z niżej notowanymi Burnley oraz Brentford. Prawdziwy pokaz siły zademonstrował natomiast niedawny mistrza kraju. Ekipa trenera Kloppa rozbiła na wyjeździe tegorocznego beniaminka, Watford aż 5:0. Na listę strzelców wpisali się Mane, Salah oraz trzykrotnie Firmino.

Nas, Polaków interesował zaś mecz z udziałem Southampton oraz Leeds United. Od pierwszych minut zagrało dwóch reprezentantów kraju, Jan Bednarek i Mateusz Klich. Po ostatnim gwizdku powody do zadowolenia miał tylko ten pierwszy. Popularni Święci wygrali przed własną publicznością 1:0, notując tym samym pierwszy triumf w bieżących rozgrywkach Premier League.

Bardzo dobrą serię czterech kolejnych spotkań bez porażki przerwało AS Monaco. Drużyna z Księstwa przegrała w hicie kolejki z Olympique Lyon 0:2. Niespodziewaną wpadkę zanotował także tegoroczny mistrza Francji, LOSC Lille. Jednogłośny faworyt uległ na wyjeździe beniaminkowi z Clermont 0:1.

Dużo dobrego wydarzyło się w Niemczech, choć tym razem zaczniemy od nieco gorszych wieści. Podobnie, jak przed dwoma, trzema, czterema, ale także i dziesięcioma tygodniami w kadrze meczowej nie znaleźli się Puchacz oraz Wszołek. Ich Union sensacyjnie rozprawił się ze stawianym w roli faworyta Wolfsburgiem. Sporą niespodziankę sprawiła także Hertha Berlin, która pokonała Eintracht Frankfurt. Fatalne zawody rozegrał jednak reprezentant Polski, Krzysztof Piątek. Napastnik napastnik stołecznego zespołu był jednym z najsłabszych ogniw w zespole. Zepsuł stu procentową sytuację, za co zebrał negatywne oceny wśród ekspertów.

Po kolejny triumf sięgnęła Borussia Dortmund. Ponownie przyczynił się do niej Erling Haaland. Fenomenalny Norweg zdobył dwie bramki. Jedną dorzucił Marco Reus. Ich zespół pokonał Mainz 3:1. Do wysokiej, ale przede wszystkim stabilnej dyspozycji nie może wrócić zaś RB Lipsk. Tak, faworyt znów zawiódł. W sobotnie popołudnie tylko zremisował z Freiburgiem 1:1.

Mediolan znów ma prawo czuć się podzielony. Głównie ze względu na wyniki, które z perspektywy tamtejszych klubów nie będą w stanie zadowolić wszystkich. Po pierwsze, nadal niepokonany zostaje Milan. Wicemistrzowie kraju zanotowali kapitalny powrót do meczu z Hellasem, odrobili dwubramkową stratę i dopisali do swojego konta komplet punktów. Po drugie, jest też zła informacja i dotyczy piłkarzy Interu. Najlepszy zespół zakończonego sezonu uległ przed własną publicznością Lazio Rzym 1:3. 

Hit w Warszawie, demolujący Bayern i strzelający Milik

Przechodząc do niedzieli zaczniemy od rywalizacji na naszych rodzimych boiskach. Ruszyliśmy w Płocku, gdzie Wisła podejmowała Pogoń Szczecin. Co prawda, obejrzeliśmy tam bardziej drużynową walkę w MMA, niż mecz piłkarski, bo sędzia pokazał aż 10 żółtych kartek i dodatkowo jeszcze jedną czerwoną. O wyniku przesądziło trafienie Damiana Warchoła, który przeżywa naprawdę dobre chwile w płockim klubie. Potem byliśmy w Krakowie, a tam Cracovia rywalizowała z Wartą Poznań. Bohaterami krakowskiego klubu byli młodzi zawodnicy. Po bramce zdobyli Michał Rakoczy i Jakub Myszor, co pozwoliło „Pasom” na zwycięstwo.

No i oczywiście dzień z Ekstraklasą zamykaliśmy hitem ten rundy. Legia Warszawa podejmowała Lecha Poznań, który chciał utrzymać się na pozycji lidera. Były emocje, a ostatecznie to zawodnicy z Wielkopolski wygrali na stadionie w stolicy. Decydującą bramkę zdobył Mikael Ishak, który wykorzystał fenomenalne dośrodkowanie Pedro Rebocho. Poznań dzisiaj szybko nie zaśnie, a w Warszawie zimno, bo aż -15 w stosunku do lidera.

Niewiele działo się dziś w Anglii. Wczoraj rozegrano tam masę meczów, a dzisiaj odbyły się zaledwie dwa spotkania. W pierwszym West Ham Łukasza Fabiańskiego pokonał Everton 1:0, a polski golkiper rozegrał pełne 90 minut. Potem mieliśmy Newcastle w nowej erze klubu i nie uznamy go za dobry start. „Sroki” rozegrały 2:3 z Tottenhamem, a pierwszą bramkę w tym sezonie Premier League zdobył Harry Kane. Anglik wreszcie trafił w lidze. Ciekawie zachował się również Jonjo Shelvey, który w końcowym kwadransie obejrzał dwie żółte kartki na przestrzeni raptem pięciu minut i osłabił swój zespół na ostatnie minuty.

Koncert rozegrał Bayern Monachium, który pojechał na ciężki teren do Leverkusen. Jednak już po pierwszej połowie wiedzieliśmy, kto wyjdzie z tego starcia zwycięsko. Monachijczycy po 45 minutach prowadzili 5:0 i było po balu. Po dublecie skompletowali Robert Lewandowski i Serge Gnabry, a jedno trafienie dołożył Thomas Mueller. Po przerwie Bayer zdobył bramkę kontaktową i tylko na tyle było go stać. W drugim meczu na niemieckiej ziemi dwóch Polaków rozegrało pełne spotkanie. Rafał Gikiewicz i Robert Gumny zremisowali z Arminią Bielefeld i obaj mają za sobą 90 minut gry.

Hiszpański terminarz na dzisiaj był dość mocno okrojony. Dwa spotkania były przełożone, ale i tak trochę się działo. Jeden faworyt wygrał, drugi przegrał, a w hicie w sumie nie było faworyta, ale o tym ostatnim meczu trochę później. Sevilla pojechała do Vigo i pokonała Celtę zaledwie 1:0. Ale punkty to punkty, a te zapewnił jej Rafa Mir. Potem trochę inny scenariusz spotkał zawodników Villarrealu. Tych czekała podróż do Pampeluny na starcie z Osasuną. Podopieczni Unaia Emery’ego nie zabrali ze sobą choćby punktu. Przegrali 1:2, a bramkę na wagę zwycięstwa dla gospodarzy zdobył Chimy Avila.

Nie ma co się oszukiwać, kibice Barcelony mogli obawiać się dzisiejszego starcia z Valencią. Przecież "Nietoperze" w tym sezonie są naprawdę groźne, a Barça w ostatnich tygodniach przechodziła dość pokaźny kryzys. No i ta batalia również nie rozpoczęła się dobrze dla graczy z Katalonii. Jose Gaya trafił do siatki i goście prowadzili, ale nie nacieszyli się tym wynikiem zbyt długo. Ansu Fati wyrównał pięknym uderzeniem, a jeszcze w pierwszej połowie rzut karny pewnie wykorzystał Memphis Depay. Po zmianie stron trzeciego gola dołożył jeszcze Philippe Coutinho i komplet punktów został w Barcelonie.

Włoskie granie w niedzielę stało pod znakiem wieczornego starcia Juventusu z Romą. Oczywiście przed nim rozegrano kilka spotkań. Grali Polacy? Niektórzy tak. Prawie cały mecz rozegrał Bartosz Bereszyński, ale jego Sampdoria przegrała 1:3 z Cagliari, w którego kadrze zabrakło Sebastiana Walukiewicza. W Empoli ponad 60 minut rozegrał Szymon Żurkowski, ale tego meczu jego zespół nie zaliczy do udanych. Po Empoli przejechała się Atalanta Bergamo i wygrała bardzo pewnie (4:1). Cały mecz rozegrał oczywiście Łukasz Skorupski, a Bologna zremisowała 1:1 z Udinese. No i zanim przenieśliśmy się do turyńskiego hitu, mieliśmy starcie polskich, środkowych pomocników. Napoli Piotra Zielińskiego rywalizowało z Torino Karola Linettego. Wygrał zespół Zielińskiego, a bramkę, która przesądziła o wyniku zdobył Victor Osimhen.

Hitem niedzieli we Włoszech była rywalizacja Juventusu z Romą i z pewnością jednym z bohaterów tego meczu był Wojciech Szczęsny. Polski golkiper najpierw w dość pechowy sposób sprokurował rzut karny, ale po chwili skutecznie interweniował, gdy do jedenastki podszedł Jordan Veretout. A Juventus jeszcze wcześniej zdołał raz trafić do bramki strzeżonej przez Rui Patricio. Moise Kean zdobył tego gola, który przesądził o wygranej turyńskiego zespołu. 

 

 

Niedziela we Francji rozpoczęła się od sporej niespodzianki. Troyes pokonało Nice 1:0, a raczej nikt by tego nie przewidział. Naprawdę ciekawie było w starciu Strasbourga z Saint-Etienne i można było spodziewać się wyrównanego starcia. No takiego nie dostaliśmy, bo gospodarze sprawili lanie swoim rywalom. Wygrali aż 5:1, ale Polakom nie jest do uśmiechu, bo Karol Fila wciąż pozostaje poza kadrą swojego zespołu ze względu na uraz.

Oczywiście to nie oznacza, że polskich wątków nie było. Kolejne 90 minut w barwach Lens rozegrał Przemysław Frankowski. Jednak dzisiaj nie zespół Polaka nie miał dobrego dnia. Montpellier okazało się lepsze od drużyny byłego zawodnika Chicago Fire. Z punktu widzenia polskiego kibica najważniejszym wydarzeniem na francuskich boiskach z pewnością była pierwsza od dłuższego czasu bramka Arkadiusza Milika. Polski napastnik trafił na 3:1 w rywalizacji Marsylii z Lorient, a jego zespół bardzo pewnie pokonał zdecydowanie słabszego rywala aż 4:1.

 

Komentarze0
Musisz być zalogowany aby dodawać komentarze.

Najczęściej czytane...

Video
34
17 Wrzesień 2017

Tete zgasił Neymara [VIDEO]

Video
1
11 Październik 2017

Lewy w parodii Jeden Osiem L - Jak Zapomnieć

Video
0
9 Maj 2022

Rzut wolny, pośredni. Level: Japonia XD [VIDEO]

Video
5
3 Październik 2017

Wojciech Szczęsny w roli dziennikarza! Mistrzowskie pytanie o Krychowiaka! xD [VIDEO]