
Wilki bez samca alfa nie są już tym samym stadem
W naturze jest tak, że stada wilków zawsze mają swoich samców alfa. To ten przekozak, za którym idzie cała reszta i który ma wszystko, co chce - alkohol, pieniądze, drogie fury i kobiety. Czasem ktoś może podważyć jego autorytet, ale wtedy najczęściej jest ustawiany do pionu, no chyba że temu komuś się uda i wtedy ten ktoś zostaje samcem alfa. Taka szybka powtórka z przyrody przed historią Joshuy Guilavoguiego z Wolfsburga.
Francuz o skomplikowanym nazwisku jest kapitanem "Wilków" i dumnie dzierży na swym ramieniu tęczową opaskę kapitańską, którą to muszą przywdziewać samcy alfa w każdej drużynie ekipy Volkswagena, nawet ci młodzieżowi. Taka to już polityka Wolfsburga, który chyba najgłośniej w Bundeslidze wspiera akcje związane z LGBT i takie tam. Ale my nie będziemy tutaj o tym rozmawiać, bo nie po to jest sport, żeby podczas kulturalnych rozmów przy stole, piwku, kiełbasce - czy co kto woli - zaczynać obrzucać się kupą i oblewać uryną, czyt. rozmawiać o polityce. Ot, taka ciekawostka związana z tym, co tam słychać w Wolfsburgu.
Guilavogui jest talizmanem drużyny, ponieważ w 11 meczach Bundesligi w tym sezonie, w których zagrał, "Wilki" ani razu nie przegrały. No, przez większą część sezonu był kontuzjowany, więc za dużo to sobie nie pograł i tak po prawdzie... to dostał ostatnio bęcki 0:6 z Bayernem, ale w tamtym spotkaniu piłkarze VfL nie byli sobą, więc można ten fakt pominąć. W każdym razie pomocnik od 2014 roku utrzymuje dobry poziom, reprezentując barwy Wolfsburga i opaskę kapitańską przejął w pełni zasłużenie. Tym bardziej mogą boleć jego słowa, w których wprost przyznał, że flirtuje z lizbońską Benficą.
Rozmawiałem z Benficą, to duży klub. Jednak nie mogłem poprosić Wolfsburga, aby obniżyli opłatę za mój transfer.
Tak brzmiały słowa Francuza zeszłego lata, gdy Portugalczycy chcieli go mieć u siebie, a on chciał mieć siebie u nich. Ostatecznie został i niemiecki klub nie może z tego powodu narzekać. Sęk w tym, że wg "kickera" Benfica nadal chce mieć Guilavoguiego w swoich szeregach. W zeszłym roku problemem, jak mogliście wywnioskować z powyższego cytatu, były pieniądze, ponieważ pomocnik miał kosztować 18 mln euro. Za dużo. Teraz ta kwota być może będzie niższa, ponieważ kontrakt 28-latka z klubem wygasa w 2020 roku i jeśli Wolfsburg będzie chciał na nim jeszcze coś zarobić, latem będzie miał ostatnią okazję do ubicia niezłego deala - zakładając oczywiście, że kapitan się nie rozmyśli i jednak nie przedłuży umowy, bo tak też może się stać.
"Wilki" nie mają zamiaru odpuszczać i będą chciały zaproponować nowy kontrakt swojemu zawodnikowi, co potwierdził już dyrektor sportowy, Jörg Schmadtke. Nie wiadomo, czy Guilavogui zechce się pod nim podpisać i czy nie poprosi o transfer do klubu, który go chce i do którego on chce. Powinno wyjść też nieco taniej. Byłaby to na pewno wielka strata dla Wolfsburga i dla całej Bundesligi w ogóle, ponieważ Francuz, choć przesadnie medialny nie jest, zawsze na boisku daje odpowiednią jakość i fajnie się go ogląda.