
Mały Freiburg, duży kupcy
Jest sobie taki klub w Bundeslidze, który czasem jest nazywany ekspertem w walce o utrzymanie. Bo Freiburg nigdy nie ma większych ambicji z racji tego, że po prostu go na to nie stać. On tam woli pokopać tym, co ma, czasem kogoś wypromować i wtedy jest happy. Fryburczycy czuliby się dumnie, gdyby udało im się wyszkolić i sprzedać następcę Toby'ego Alderweirelda.
Belg z Tottenhamu najprawdopodobniej odejdzie. Jest to klasowy stoper, na którego chrapkę będą miały kluby większe od "Kogutów" i Manchester United. Jak pewnie część z Was się orientuje, w kontrakcie 30-latka znajduje się bardzo zabawna klauzula mówiąca, że jeśli przyjdzie jakiś klub i wyłoży 28 mln euro, to Spurs nie będą mieli w tej kwestii nic do gadania i wszystko pozostanie w rękach piłkarza. W praktyce to oznacza, że w Londynie są już pogodzeni ze stratą swojego czołowego obrońcy i dlatego zaczęli szukać jego następcy. Według dobrze poinformowanego "Bilda", trafili do Freiburga.
Tottenham ma ich zdaniem obserwować niespełna 23-letniego Robina Kocha, który w tym sezonie na ogół jest podstawowym obrońcą klubu z Badeni-Wirtembergii. Niemiec gra tam drugi sezon po tym, jak przyszedł z Kaiserslautern, którego jest wychowankiem, za 4 mln euro - jak na SCF sporo. Jak sobie radzi w swoim obecnym zespole? No nieźle, ale żeby od razu mianować go następcą Alderweirelda? To byłoby chyba lekkie przegięcie i Totki powinny o tym raczej wiedzieć. W końcu nie tak dawno także ściągnęli do siebie obrońcę z nietopowej ekipy Bundesligi i transfer ten okazał się niewypałem. Pamiętacie Kevina Wimmera z Kolonii? Wiecie, gdzie teraz jest? Spada z Hannoverem do 2. Bundesligi.
Ale "Bild" brnie dalej w swoje doniesienia i twierdzi, że oprócz Tottenamu Kocha obserwuje również... Valencia! Ba, Niemiec miał już raz odrzucić zaloty z LaLiga, a było to rok temu, kiedy jego usługami interesowała się Sevilla. Ten jednak wolał spokojnie rozwijać się pod okiem trenera Christiana Streicha i został tam, gdzie jest obecnie. Co z tego będzie? Andrzej, nie wiem.
Możliwe, że Freiburg pobije swój rekord transferowej sprzedaży, który ustalił latem zeszłego roku. Wtedy niektóre kluby Europy dostawały wstrząsów z podniecenia na myśl o Caglarze Söyüncü, utalentowanym tureckim stoperze przeplatającym interwencje klasy światowej z interwencjami rodem z Ekstraklasy. Sprzedali go ostatecznie do Leicester za 21 mln euro (choć ciągle plotkowano o większej kwocie), a pan ze specyficznym nazwiskiem prawie w ekipie niedawnego mistrza Anglii nie gra. Wydaje się, że Koch to trochę gorszy zawodnik niż Söyüncü rok temu, a oczywiste jest, że Tottenham to lepszy klub niż Leicester. Przenosiny Niemca na nowe White Hart Lane brzmią na razie jak czysty kretynizm, ale z drugiej strony przecież nie takie rzeczy widziała już najlepsza dyscyplina sportowa świata.