Cze
04
2019
Skomentuj

Bundesliga nie jest już ligą dwóch prędkości - wywiad z TOMASZEM URBANEM

Czy Luka Jović to piłkarz odpowiedni dla Realu Madryt? O co można przyczepić się do Roberta Lewandowskiego? Jak w tym sezonie Bundesligi radzili sobie Polacy? Co wspólnego mają RB Lipsk i Atletico Madryt? Jak ocenić trenera Niko Kovaca? Jakie perspektywy ma przed sobą Schalke i dlaczego to klub sinusoida?
Zapraszam na wywiad podsumowujący miniony sezon Bundesligi, o którym fachowo opowiedział Tomasz Urban, ekspert od niemieckiej piłki, komentator Eleven.

Wywiad został przeprowadzony 3 czerwca 2019, co jest dość istotne ze względu na m.in. dzisiejszy transfer Luki Jovicia do Realu Madryt.

 

Sezon w Niemczech już dobiegł końca, więc na spokojnie - czy takie rozstrzygnięcie jest dla ciebie jakąś niespodzianką?

Tomasz Urban: Trudno mówić o niespodziance, jeśli Bayern zdobywa mistrzostwo. Natomiast biorąc pod uwagę, że w pewnym momencie sezonu miał on aż 9 punktów straty do Borussii i generalnie większość obserwatorów już wciskało jej do ręki tytuł, powrót Bayernu był mimo wszystko nieoczywistym mistrzostwem. Jeśli miał kiedyś to mistrzostwo stracić, teraz był idealny moment. To, że uciekli spod topora i znowu przesądzili sprawę na swoją korzyść, było nieoczekiwane. Sięgnięcie w takich okolicznościach po dwa tytuły w Niemczech - po mistrzostwo i po puchar - na pewno jest dużą sprawą przede wszystkim dla Niko Kovaca. Chorwat po zakończeniu sezonu zyskał w Niemczech wielu zwolenników i zarówno - w zdecydowanej większości - kibice Bayernu, jak również eksperci stoją za nim murem. Jeśli już to raczej wytykają błędy bossom klubu. Wtykają im szpilki mówiąc, że przez cały ten czas traktowali Kovaca zupełnie nie tak, jak na to zasługiwał.

Zostanie w Monachium na dłużej?

Zrobił wszystko, żeby zasłużyć na pracę w kolejnym sezonie. Bardzo fajne zdanie powiedział Stefan Effenberg w „Doppelpassie” - nie dało się w tym sezonie zrobić z Bayernem nic więcej ponad to, co zrobił z nim Niko Kovac. Trzeba pamiętać, że to wciąż młody trener - mówię tutaj o stażu. Na dobrą sprawę on dopiero startuje z poważną piłką i kiedy on ma popełniać ewentualne błędy, jeśli nie teraz? Na dobrą sprawę możemy przyczepić się do niego tylko o jedną rzecz - mianowicie o zbyt asekuracyjne podejście w rewanżu z Liverpoolem w Lidze Mistrzów. Natomiast nie wiemy też, jak potoczyłby się ten mecz, gdyby Bayern ruszył do zdecydowanego ataku. Mogłoby być też tak, że dostałby w pierwszym kwadransie dwa gole i byłoby po balu. Wtedy Kovac też zbierałby krytykę za to, że zbyt odważnie podszedł do tego spotkania. On też musi mieć czas na naukę i zrobił wszystko, by tę szansę dostać.

Teraz czeka go dużo pracy, bo Bayern przejdzie gruntowną przebudowę. Czy Kovac to odpowiedni trener do podjęcia takiego zadania?

Tego nie wiem, bo też można się zastanawiać nad stylem prezentowanym przez monachijczyków - głównie jesienią. Na wiosnę było jednak sporo meczów, które Bayern wygrywał 5:0 czy 6:0 i to były mecze znaczące - przypomnijmy pojedynek z Borussią Dortmund czy finał sezonu z Eintrachtem Frankfurt. Trudno mówić o braku stylu, gdy drużyna wygrywa tak kilka razy w ciągu rundy. Myślę, że to też jest pokłosie tego, że Karl-Heinz Rummenigge zdecydowanie odmawiał otwartego poparcia trenerowi i trzymał go w niepewności, co też mogło udzielić się kibicom. Natomiast Niko Kovac to nie jest Pep Guardiola. To nie jest taktyczny magik, ktoś, kto będzie żonglował ustawieniami, kto będzie wymyślał pozycje piłkarzom i tworzył coś z niczego. To jest pracuś, który chce do wszystkiego dojść ciężką harówą na treningach. Ale ja bym też powiedział, że to jest trener, który wciąż się uczy i wyciąga wnioski, bo pamiętajmy też, jak zaczynał. Jego ideą było to, żeby Bayern grał z jedną „szóstką” i jednocześnie w defensywie zostawiał pięciu graczy. Potem to się zmieniało. Zaczął grać dwiema „szóstkami” i większą liczbę piłkarzy zaczął angażować w akcje ofensywne. On wyciąga wnioski i obserwuje to, co się dzieje, więc możemy spodziewać się, że gra Bayernu będzie ewoluować i iść w dobrym kierunku.

Czy to jest dobry pomysł? Tego tak na dobrą sprawę na ten moment nikt nie wie, bo nikt nie potrafi przewidzieć przyszłości i tego, czy Niko Kovac jest w stanie dotrzeć do głowy piłkarzy chociażby tak, jak robi to Jürgen Klopp.

Czego ostatecznie zabrakło w Borussii Dortmund, że tego mistrzostwa jednak nie zdobyła?

Moim zdaniem kluczowym meczem było spotkanie z Fortuną Düsseldorf pod koniec rundy jesiennej. Oni przegrali wtedy 1:2 i z 9 punktów przewagi nad Bayernem zrobiło się 6. Gdyby dojechali z tymi 9 punktami do końca rundy, śmiem twierdzić, że już by tego nie wypuścili. Natomiast Borussia miała problem z meczami o wielką stawkę i ona w takich kluczowych momentach nie dawała sobie rady. Okazało się, że taka mentalność, którą wnieśli do zespołu Thomas Delaney czy Axel Witsel, to jeszcze jest trochę za mało. W tych najważniejszych momentach  Borussia po prostu przegrywała - czy to z Schalke u siebie, czy to w ćwierćfinale Pucharu Niemiec z Werderem Brema. Z Tottenhamem w Lidze Mistrzów grali niby wyrównane mecze, ale wyniki mówią same za siebie. W kluczowych momentach sezonu gdzieś tam chyba nie dojechali. Zwróciłbym uwagę też na to, w jakich spotkaniach Borussia traciła punkty, bo były to... mecze ze słabiakami. Na jesień stracone punkty z Hannoverem, na wiosnę z Norymbergą, Augsburgiem, Schalke. Oczywiście Bayern też się potykał, ale jednak było tego zdecydowanie mniej. Myślę, że brak wygranych w takich spotkaniach jest pokłosiem tego, że BVB brakowało kilogramów i centymetrów w ataku.

Co masz na myśli?

Wiem, że nie wszyscy się z tym zgadzają, ale większość chyba widzi potrzebę, żeby Borussia miała takiego prawdziwego napastnika z prawdziwego zdarzenia. Silnego i wysokiego, który pasowałby też do stylu gry drużyny - potrafiłby uczestniczyć w grze, rozrzucić piłkę, przytrzymać, zagrać tyłem do bramki. Idealnym piłkarzem wydaje się być Sebastien Haller z Eintrachtu Frankfurt, lecz on może być dla Borussii za drogi po zakupach, jakich dokonała. Pewnie, dostaną trochę kreatywności chociażby po transferze Juliana Brandta - środek pola Brandt, Marco Reus i ewentualnie Axel Witsel za plecami robi piorunujące wrażenie. Ta piłka będzie jeszcze szybciej chodzić, ale kiedy przypomnę sobie mecz z Norymbergą, podczas którego oni wykonali koło 40 dośrodkowań... Zakończyło się 0:0, a piłka latała z jednego końca pola karnego w drugi i nie było kogoś, kto mógłby wcisnąć ją do bramki. Takie mecze też będą się Borussii zdarzać. Mają potencjał, żeby co spotkanie strzelać gola lub dwa, ale czasem będą potrzebowali kogoś, kto tę piłkę wciśnie nawet kolanem, udem, łydką, czymkolwiek do bramki. Paco Alcacer czy Mario Götze takimi zawodnikami nie są i to jest taki szczególik, którego BVB w w nowym sezonie też może zabraknąć i którego - w mojej opinii - zabrakło też w tym zakończonym.

A trener Lucien Favre? Nie powinien zrobić więcej? Podejść w inny sposób do piłkarzy? Na wiosnę było kilka takich sytuacji, w których Borussia mogła podgonić Bayern, podkręcić tempo, nawet mu uciec, ale tego nie robiła, co w efekcie dało to drugie miejsce.

Można się zastanawiać, czy Favre ma w sobie ten mistrzowski gen. Generalnie wielkich trofeów na swoim koncie nie zanotował. Jego bierze się do siebie z całym dobrodziejstwem jego inwentarzu. Wiesz, czego się spodziewać, jeżeli chodzi o plusy i o minusy. Powiedziałbym, że to jest taki trener-nauczyciel, tzn. potrafi dźwignąć piłkarzy indywidualnie, nauczyć paru niuansów, rozwija ich. Natomiast czy będzie generował taki team-spirit, jak wcześniej Klopp? Który będzie scalał piłkarzy wobec nadrzędnej idei? Uformuje ognisty zespół? Śmiem wątpić. A czy to jest niezbędne? Szczerze mówiąc to nie wiem, ale to nie jest absolutnie moment, żeby się z Lucienem Favrem żegnać tylko dlatego, że nie ma w sobie genu mistrzowskiego. Jeszcze wszystko przed nim. To inteligentny człowiek i będzie wyciągał wnioski.

W Borussii wciąż jest jeszcze wielu młodych piłkarzy, z których może jeszcze trochę wyciągnąć i to, że dostaje trzech takich świetnych zawodników, jak Brandt, Nico Schulz i Thorgan Hazard, oznacza, że dostanie jeszcze dużo kreatywności, dużo szybkości. Na pewno ten zespół będzie mocniejszy. Czy ta trenerska charyzma, której Favre’owi chyba brakuje, jest niezbędna, żeby Borussia odniosła sukces? Myślę, że nie. Nie wiem, czy to by coś zmieniło, gdyby on wyszedł w trakcie sezonu i powiedział: „Tak, gramy o mistrzostwo!”. Czy to by tchnęło nowego ducha w piłkarzy? Niekoniecznie. Oni mieli zastrzeżenia, że Favre za każdym razem - podczas odpraw czy korygowania błędów zawodników - wszystko robi na tym samym natężeniu głosowym, wszystko jest takie same. To być może w pewnym momencie przestaje działać. Być może powinien zmienić ton, ryknąć na nich, żeby ich pobudzić, ale... on taki nie jest i taki pewnie nigdy nie będzie.

Uważam, że ma w Dortmundzie jeszcze sporo do zrobienia, jeśli chodzi o rozwój piłkarzy. Samym tym można sprawić, że Borussia sięgnie po mistrzostwo, bo ja nie wykluczam, że to się uda. Jeżeli Bayern będzie przechodził teraz restrukturyzację, to nowe nazwiska pewnie przemówią do wyobraźni, ale te klocki trzeba najpierw poukładać i to nie będzie dla nich superłatwy sezon. Bayern na pewno nie będzie słabszy, ale kto wie, czy Borussia nie będzie mocniejsza i nie przegoni monachijczyków.

Oprócz tej dwójki trzeba też wspomnieć o RB Lipsk. Miał być sezon przejściowy przed przyjściem trenera Juliana Nagelsmanna. Ralf Rangnick zszedł na jeden rok na ławkę trenerską, miało być różnie, w klubie też mówili o tym, że nie są zadowoleni ze swoich letnich ruchów transferowych. Tymczasem RB zajął trzecie miejsce w tabeli i na kilka kolejek przed końcem miał jeszcze szanse na wicemistrzostwo. Spodziewałeś się, że pójdzie im aż tak dobrze?

Trochę tak, trochę nie. Spodziewałem się, że załapią się do Ligi Mistrzów, bo Rangnick to kapitalny trener i byłem spokojny o jakość jego pracy. Trzeba jednak powiedzieć, że on mocno ryzykował tym, że zszedł z biurka i usiadł na ławce, bo gdyby coś nie wyszło, trudno byłoby wyobrazić sobie powrót na stołek dyrektorski. Poradził sobie znakomicie i oni do samego końca liczyli się w walce właściwie o wszystkie trofea. Po Lipsku Nagelsmanna obiecuję sobie bardzo dużo, bo mam o nim świetne zdaniem i uważam, że na ten moment na niemieckiej scenie jest chyba najlepszym trenerem. Jeśli ktoś ma dźwignąć RB na wyższy poziom, to właśnie on. Wydaje się idealnym kandydatem, tym bardziej że piłka propagowana przez niego, jest podobna do piłki Lipska. Oni nie wzięli go w ciemno, bo jest świetnym trenerem i miał świetne wyniki w Hoffenheim. Chcieli go dlatego, że jego filozofia jest bardzo zbliżona do filozofii klubu. To może się powieść - natomiast czy to wystarczy? Zobaczymy.

W którym miejscu możemy na ten moment umieścić Lipsk?

Mam wrażenie, że objawiła nam się czołówka w postaci tych trzech drużyn, o których mówimy. Fajnie, że Bundesliga nie jest już ligą dwóch prędkości, tzn. że mamy Bayern i całą resztę. Pewnie, klub z Bawarii jest z nich najmocniejszy, najbogatszy i tak dalej, ale te dwa pozostałe zespoły mają narzędzia do tego, aby uprzykrzyć Bawarczykom życie. Poniekąd ta sytuacja zaczyna się robić powoli jak w Hiszpanii - mamy Barcelonę, Real i Atletico. Powiedzmy, że Bayern jest jak Barcelona, może Borussia nie jest jak Real, ale Lipsk jest w tej konstelacji trochę jak Atletico. To zwiastuje, że nie będziemy mieli tytułu rozstrzygniętego 10 kolejek przed końcem, ale może na 3-4 kolejki przed finiszem będziemy zastanawiać się, kto tam jeszcze może Bayernowi przykrość wyrządzić. Nie wykluczam, że w najbliższym czasie może zdarzyć się tak, że ktoś ich zdetronizuje. Zdarzają się takie sezony jak w Anglii, kiedy mistrza zdobył Leicester, hegemonia Olympique Lyon we Francji też dobiegła końca.

Zobaczymy, kiedy to nastąpi, bo te zespoły górują nad resztą i one będą zbliżać się do siebie poziomem. Wydaje mi się, że Bayern już takiego wielkiego skoku jakościowego zrobić nie może, bo rynek dla Bawarczyków jest bardzo trudny. Ściągnąć do Monachium zawodnika, który da dodatkową jakość, jest ciężko, bo on kosztuje ponad 100 mln euro. Włodarze klubu nie są skorzy do wydawania takich sum, co pokazuje najświeższy przykład delikatnie prowadzonego pokera o Leroya Sane. Trudno im wzmocnić zespół, natomiast Borussia i Lipsk poruszają się w takim obszarze, gdzie realne wzmocnienie daje piłkarz rzędu kilkudziesięciu milionów euro. Myślę, że one będą się stopniowo do Bayernu zbliżać i będzie coraz ciekawiej.

Poza czołówką była bardzo zacięta walka o czwarte miejsce - ostatnie, które dawało Ligę Mistrzów. Wygrał Bayer Leverkusen. Jestem co prawda zwolennikiem mówienia, że każdy zajmuje miejsce, na jakie zasłużył, ale gdybyśmy mieli trochę poteoretyzować - uważasz, że Leverkusen jest najodpowiedniejszym kandydatem na Champions League, czy „wolałbyś” widzieć tam kogoś innego?

Trzeba rozgraniczyć, co rozumiemy pod pojęciem „zasłużył”, bo za zasługi to się podobno na Powązkach leży. Powiem tak - Bayer Leverkusen był wiosną najbardziej ekscytującą drużyną w Bundeslidze: jeśli chodzi o styl gry, ofensywę, efektowność. Mówię to z całą pewnością. Najlepiej patrzyło się na Bayer Petera Bosza i choć miał swoje słabsze mecze - bo miał fazę, kiedy przegrał z Lipskiem, Werderem, Hoffenheim, gdy wydawało się, że Liga Mistrzów odpłynęła w siną dal - ale wrócił na właściwe tory. Współpraca Kaia Havertza i Juliana Brandta to było coś fantastycznego, chyba sezon życia miał Kevin Volland, w końcówce obudził się Lucas Alario. Bosz świetnie to poukładał i chyba udało mu się zerwać łatkę, która przykleiła się do niego podczas pracy w Dortmundzie. Mam wrażenie, że piłkarze Bayeru byli nieco bardziej odpowiedzialni taktycznie niż zawodnicy BVB, wiedzieli już, jak futbol Bosza smakuje. Część z nich miała już styczność z agresywną piłką, z agresywnym pressingiem za czasów trenera Rogera Schmidta. Dla Dortmundu była to chyba poniekąd nowość, bo Kloppa niewielu w tej kadrze Borussii pamiętało. Patrząc na to, jaką Leverkusen grał piłkę wiosną, użyłbym tutaj stwierdzenia, że piłkarsko najbardziej sobie zasłużyli, żeby reprezentować Bundesligę w Lidze Mistrzów.

A inni?

Żałowałem trochę, że nie udało się tego czwartego miejsca osiągnąć Eintrachtowi Frankfurt, patrząc na ich cały sezon, jak grali w Lidze Europy, z jakim poświęceniem. Można chyba powiedzieć, że oni z premedytacją odpuścili walkę o Ligę Mistrzów na rzecz występów w Lidze Europy. Spójrzmy na Lipsk - oni pożegnali LE jesienią, nie chcieli tam grać, co do czego ja nie mam żadnych wątpliwości. Odpuścili. Eintracht natomiast próbował walczyć na każdej imprezie i bardzo mi się podobało to, jak podeszli do Ligi Europy, bo to nie jest niestety standard. Z tego tytułu bardzo im życzyłem, żeby do tej pierwszej czwórki się załapali. Całe szczęście, że w ogóle mają tę Ligę Europy na następny sezon, bo to fajna sprawa i widać, że nie jest to dla nich rutyna, coś oczywistego, coś, co traktują jak odrabianie pańszczyzny. Traktują to jako wielką przygodę.

Czy Eintracht nie narobiłby sobie „problemów”, gdyby załapał się na Ligę Mistrzów? W tabeli widzimy, że jedna kolejka i Eintrachtu w ogóle mogłoby nie być w pucharach w następnym sezonie, a cały czas nie wiemy, jak potoczą się sprawy transferowe z ofensywą trójką Jović-Haller-Rebić, jest jeszcze kilku innych ciekawych zawodników do potencjalnego odejścia. Tak na dobrą sprawę ten świetny sezon mógł się zakończyć dość niefrasobliwie, gdyby tych pucharów ostatecznie nie mieli.

Pewnie, że tak, natomiast ja nigdy nie użyję sformułowania, że Liga Mistrzów będzie dla kogoś problemem. Pamiętaj, że na dzień dobry dostają 30 mln euro, a to są dla nich kolosalne pieniądze. Jeśli uda im się spieniężyć Lukę Jovicia - ostatnie doniesienia mówią o 70 mln euro - to już będzie setka. Jeszcze może uda im się sprzedać Hallera (bo myślę, że Ante Rebić zostanie), gdzie frankfurcka prasa podaje, że Francuz może kosztować 35 mln, choć uważam, że to zdecydowanie za mało jak na takiego napastnika. Generalnie Liga Mistrzów to kolosalny dopływ kasy. Pamiętajmy też, że Eintracht dopiero buduje swoją markę i nie jest to tak duży klub jak chociażby Stuttgart. Oni dopiero w tej hierarchii idą w górę. Mówi się, że jeśli wszystko pójdzie tak, jak należy, to w przyszłym sezonie będą mieli budżet płacowy porównywalny do Borussii Mönchengladbach, więc jeszcze długa droga przed nimi. Dla nich te 30 mln euro to super sprawa. Nawet jeśli mieliby te wszystkie mecze w Lidze Mistrzów przegrać, to myślę, że nie byłby to wielki problem. Aspekt finansowy jest tutaj niezwykle istotny, poza tym to jest prestiż. Usłyszeć hymn Ligi Mistrzów dla tych piłkarzy byłoby super sprawą i sporą radością. Na pewno też ułatwiłoby to pracę dyrektorowi sportowemu, Frediemu Bobiciowi, jeśli chodzi o rozmowy z piłkarzami, których mógłby ściągnąć. Byliby lepszy, a drużyna siłą rzeczy mocniejsza.

Nie powiedziałbym, że to byłby jakikolwiek problem, natomiast czy osiągnęliby jakieś fajne wyniki? Nie wiem, całkiem możliwe, że wypadliby w tej Lidze Mistrzów, jak Hoffenheim w zeszłym sezonie - coś by tam może wygrali, coś zremisowali, może by się udało, ale kariery by nie zrobili. Aczkolwiek jeśli trafiliby grupę taką, jak Schalke (Galatasaray, Porto, Lokomotiv Moskwa - dop. red.), mogliby wyjść dalej. Nie zastanawiałbym się nad tym, co mogą w tej Lidze Mistrzów osiągnąć, bo ważne by było, że oni by tam byli.

Zapytam też może nieco kontrowersyjnie, zostając przy temacie Eintrachtu - czy uważasz, że Luka Jović to piłkarz lekko przereklamowany? Oczywiście jest świetny, młody, perspektywiczny i tak dalej, ale jednak patrząc na to, jak ludzie postrzegają tego Jovicia - już widzą go w pierwszym składzie Realu, Bayernu, od razu Barcelony - czy młody Serb nie jest trochę przeceniany? Tym bardziej że jak spojrzymy na tabelę strzelców, to gola mniej miał chociażby Ishak Belfodil z Hoffenheim.

Żeby trochę potwierdzić twoją tezę, to powiem tak: Luka Jović skończył sezon z 17 golami. Jeśli odejmiemy 5 goli strzelonych Fortunie Düsseldorf - bo takie mecze zdarzają się raz na karierę - robi się nagle 12 w 32 meczach i to nie jest dorobek, który powala. Natomiast nie mam wątpliwości, że on ma potencjał, żeby stać się jednym z najlepszych napastników świata. Myślę, że Real biorąc Jovicia nie kupowałby wzmocnienia „na już”, ale widząc w nim potężny potencjał na przyszłość, bo on jest napastnikiem kompletnym. Ma wszystko. Jest piekielnie silny, szybki, ma lewą i prawą nogę, strzał głową, potrafi rozrzucić na skrzydła, zgrać ścianę. Może ma trochę nietypową budowę, bo określiłbym go mianem korpulentnego. Miałem okazję popatrzeć na niego z bliska, będąc w Monachium w ostatniej kolejce i... no z bliska wyglądał na taką szafę. Nie jest gruby, ale jest tęgi...

... dobrze zbudowany.

Tak, dobrze zbudowany, tak to nazwijmy. Niektórych może to zastanawiać. W każdym razie nie uważam, że jest przereklamowany, ale nie sądzę, że jest to piłkarz na miarę ciągnięcia Realu Madryt. To byłby jeden z wielu piłkarzy, pewnie wchodzący na rotację, na którym nie ciążyłby ciężar robienia wyniku czy wyciągania Realu z bagna. Jeśli da mu się czas i odpowiednio z nim popracuje, to w przyszłości może to zaufanie w kapitalny sposób odpłacić. Nie powiem nigdy, że jest przereklamowany, natomiast powiem, że nie jest jeszcze kimś na wzmocnienie Realu od zaraz, to nie jest Eden Hazard.

Mimo wszystko odrobinę żałuję, że Joviciem nie zainteresował się Bayern, bo uważam go za idealnego następcę Roberta Lewandowskiego. Nie wiem, ile jeszcze Robert pogra na takim poziomie - zakładam, że 3-4 lata. Z drugiej strony analizując to głębiej, nie wiem, czy Jović chciałby być w Bayernie i pełnić rolę dublera Lewandowskiego - pewnie nie. On zresztą sam mówił, że bardziej widzi się w lidze angielskiej czy włoskiej, bo patrzył na to, jak te drużyny grają w Lidze Europy i z tymi rywalami grało mu się najlepiej. Trochę pochopny wniosek, nie umieścił w tej wyliczance ligi hiszpańskiej, a wiadomo też, że Realowi się nie odmawia.

Idąc trochę niżej, spodziewałeś się, że w tym sezonie z Bundesligi spadną trzy drużyny zamiast dwóch?

Oczywiście, że nie! Byłem przekonany, że awans wywalczą Kolonia i Hamburg. Jeżeli ktoś miałby awansować jako trzeci zespół, to dawałem szansę Paderborn. Z ręką na sercu, ale Unionowi Berlin nie dawałem w barażach żadnych szans, bo to jest zespół, któremu bardzo dużo brakuje w grze ofensywnej. Oni bazują na defensywie i spodziewałem się, że Stuttgart będzie w stanie pokazać w dwumeczu swoją jakość, ale zawiódł mnie absolutnie i totalnie. Zwłaszcza w drugim spotkaniu. Co z tego, że mieli przewagę, siedzieli na połowie Unionu, skoro z tego nie wynikało zupełnie nic? Nie byli w stanie wykreować sobie żadnej czystej okazji strzeleckiej. Union odciął im skrzydła, zablokował kontry i okazało się, że Stuttgart jest nawet na ich tle bezradny. Dobra organizacja gry berlińczyków i odpowiednie ustawienie wystarczyły.

Czy to wystarczy na dłuższą metę w Bundeslidze?

Union musi mocno się przebudować, żeby sobie poradzić. Musi wzmocnić się 6-7 piłkarzami i to takimi, którzy faktycznie dadzą jakość. Ostatnio rozmawiałem z Rafałem Gikiewiczem o tych wzmocnieniach, które już tam przyszły. Przybył chociażby Julius Kade, zawodnik Herthy, podobno talent, ale Rafał powiedział, że oni nie potrzebują talentów, tylko nazwisk. I trafił w sedno, bo oni potrzebują kogoś, kto ich pociągnie w górę i da dodatkową jakość, a nie będzie dopiero na nich, na Unionie, uczył 1. Bundesligi.

Szczerze mówiąc to dla mnie wielka niespodzianka, że Union poradził sobie ze Stuttgartem, tak jak niespodzianką jest dla mnie to, jak życie skomplikował sobie Hamburg. Przy całym tym kabarecie, jaki oni wokół siebie roztaczają... naprawdę, to jest „śmieszny” klub, dostarczający dużo rozrywki... Coś niesamowitego, co oni zrobili w końcówce sezonu 2. Bundesligi! Nie wygrali 8 meczów z rzędu! Trener Hannes Wolf trochę przekombinował, zaczął ustawiać piłkarzy na pozycjach, na których oni nigdy nie grali, zaczął żonglować ustawieniem. Wyglądało to na paniczne ruchy i skończyło się, jak skończyło. Spodziewałem się, że HSV i Kolonia nie będą miały żadnych problemów z awansem i jeśli ktoś miał wygrać baraże, to byłby to Paderborn. Union to dla mnie olbrzymia niespodzianka.

Przez sporą część sezonu wydawało się, że mocnym kandydatem do spadku jest także Fortuna Düsseldorf. Tymczasem okazało się, że na koniec sezonu zajęli miejsce w samym środku tabeli, sąsiadując z Hoffenheim.

Kapitalna praca trenera Friedhelma Funkela, po prostu. To, co mi się podobało w Fortunie, to że oni mieli jasno określony i skuteczny styl, na który przyjemnie dało się patrzeć. Bo jeśli oglądałeś Norymbergę czy Hannover, to widziałeś, że oni stoją z tyłkiem w bramce i liczą na jakąś okazję. Na to, aż rywal popełni błąd, może jakiś stały fragment gry, może raz na jakiś czas kontra im wyjdzie. W Fortunie było to natomiast wszystko świetnie zorganizowanie. Owszem, zdarzały się takie mecze jak z Bayerem Leverkusen, kiedy Bayer miał chyba 82% posiadania piłki i Fortuna przebiła się ze trzy razy na ich połowę. Ale takich spotkań było mało. W większości przypadków potrafili pokąsać rywala, wyprowadzić kontrę. Mieli tych swoich szybkobiegaczy, czyli Dodiego Lukebakio, Benito Ramana i Dawida Kownackiego - który doszedł do nich zimą - i naprawdę przyjemnie się na to patrzyło. Wiedziałeś, że Fortuna będzie grała zorganizowaną, zwartą defensywą, ale wiedziałeś też, że to nie będzie trwało 90 minut, tylko że będą szukali okazji do kontry. Schalke to był dla nich wzorcowy mecz, bo pojechali cztery czy pięć razy z kontrą, strzelili cztery gole i dziękuję, pozamiatane. Tak powinno się grać, jeśli jest się w dole tabeli i ma ograniczone możliwości kadrowe. Bardzo mi się w tym wydaniu podobali.

Żeby utrzymać się w lidze, nie możesz zdać się tylko na defensywę i czekać na najniższy wymiar kary, tylko musisz też wziąć sprawy w swoje ręce i ruszyć do przodu, poszukać bramek. Uważam, że Funkel zrobił kapitalną pracę i umieściłbym go w gronie 4-5 najlepszych szkoleniowców tego sezonu. Ciekawy jestem tylko co w następnym sezonie. Jeśli odejdzie Lukebakio, jeśli sprzedadzą Ramana - bo oni muszą sprzedawać, żeby robić inne transfery - to też nie będzie takie proste, żeby znaleźć na rynku podobnych piłkarzy. Wypożyczenie takiego Lukebakio to jest jedna na dziesięć prób, to nie zawsze się udaje. Ciężki okres czeka Fortunę, bo drugi sezon zawsze jest ciężki dla beniaminków, że wspomnę chociażby przykłady Hannoveru czy Stuttgartu, którzy właśnie w swoim drugim sezonie pożegnali się z Bundesligą. Obawiam się, że to, co najlepsze, Fortuna... ma za sobą i nie będą w stanie nawiązać do minionego sezonu.

Jednak z drugiej strony zobaczmy, kto wszedł. Paderborn stracił na początku sezonu dwóch ważnych piłkarzy - najważniejszego Philippa Klementa, który strzelił 16 goli i Bernarda Tekpeteya, który strzelił 10, więc dwóch piłkarzy, którzy dali im 26 bramek. Wszedł Union Berlin, który kadrowo jest słabszy od Fortuny i musi się wzmocnić. Baraże są w najgorszym wypadku w zasięgu Düsseldorfu, ewentualnie wyprzedzą jedną drużynę i się utrzymują. Akurat ten zestaw beniaminków, który awansował do ligi, daje im nadzieję. Gdyby z Kolonią wszedł Hamburg, a Union nie wszedłby z barażu, tylko zostałby Stuttgart, przyszłość Fortuny malowałaby się znacznie bardziej mrocznie.

Nie można też nie poruszyć tematu Schalke, jakby nie patrzeć ustępujących wicemistrzów. Jak możesz podsumować to, co wydarzyło się w tym klubie?

Futbol, jaki prezentowało Schalke w zeszłym sezonie za Domenico Tedesco, to był taki futbol zbliżony chociażby do tego, co prezentował Stuttgart za trener Tayfuna Korkuta. Zwarta defensywa, strzelimy na 1:0, zamykamy się i wszystko. Wygrywamy 1:0, ewentualnie 2:0 po kontrze. Okej, na krótką metę może to jest skuteczne, pojawiają się dobre wyniki, strzelasz bramkę i wiesz, że nic ci nie grozi, bo przeciwnik nie jest w stanie cię złamać. To jest fajne, jeśli idzie. Bo jeśli przestaje wychodzić, nie masz tej jakości czysto piłkarskiej, nie jesteś w stanie wypracować sobie akcji atakiem pozycyjnym, bo nie musiałeś wcześniej tego robić, zaczynają się problemy. Takie problemy miał Korkut w Stuttgarcie i Tedesco w Schalke. Myślę, że ten drugi był świadomy tego, że grając taki futbol daleko nie zajedzie, dlatego też w przerwie między sezonami pisało się, że chce zmienić profil drużyny, chce przejąć więcej inicjatywy, trochę przestawić się na atak pozycyjny, grać bardziej ofensywnie. Transfer Suata Serdara miał dać trochę kreatywności, Omar Mascarell to też taki defensywny pomocnik, który „gra w piłkę”, Sebastian Rudy świetny dystrybutor piłek - wszystko wskazywało na to, że Schalke zmieni swój profil i będzie potrafiło zdominować przynajmniej tych słabszych przeciwników. Wyszło zupełnie inaczej.

Po pięciu porażkach w pięciu pierwszych kolejkach Tedesco stwierdził, że rezygnuje z eksperymentu i wraca do tego, co było. Wydaje mi się, że trochę zabrakło tej konsekwencji. Problemem Schalke było też to, że klub pozbył się bardzo istotnych postaci, które w takich kryzysowych momentach wiedziałyby, co zrobić, miałyby posłuch w szatni. Zaczęło się od Benedikta Höwedesa, potem była sprawa z Naldo, z którym w październiku przedłużyli umowę, a zimą oddali do Monaco. Tak samo z Ralfem Fährmannem. Okej, nie podobała mi się też jego postawa, kiedy zaczął stroić fochy, bo to Alexander Nübel zaczął bronić zamiast niego, ale to też była ważna postać, kapitan. Posadzili go na ławce i jego rola w zespole stała się mniejsza. Trochę tych wyrazistych postaci brakowało. Do tego były podziały w zespole, różne frakcje, jak ta francuskojęzyczna czy - jak to kiedyś „Bild” napisał - „Ich-AG”, takie „przedsiębiorstwo egoistów”, czyli Mark Uth i Rudy, którzy byli odrębną całością i nie chcieli się integrować. Problemów było tam całe mnóstwo.

Jakie mają perspektywy?

Był taki moment ze trzy sezony temu, że mieli trzeci budżet płacowy w lidze. Mieli trochę straty do Borussii Dortmund, ale ta strata finansowa nie była aż tak wielka. Natomiast przez te przestrzelone transfery Christiana Heidela (dyrektor sportowy Schalke od 2016 roku do marca 2019 roku - dop. red.) spalone w piecu zostało 150 mln euro i teraz zostają daleko z tyłu, muszą tę stratę nadrabiać. Dochodzi teraz do takich sytuacji, że nie stać ich na wydanie 20 mln euro na Lukebakio. Nie stać nawet na zapłacenie mu pensji rzędu 5 mln euro, bo nie chcą mu dawać maksymalnej gaży w zespole, a ta należy na ten moment do - uwaga - Yevhena Konoplyanki. To także jest katastrofa tego klubu, że najwięcej zarabiają zawodnicy, którzy nie dają mu zupełnie nic. Moim zdaniem drogą odpowiednią dla Schalke jest zrobienie tego, co kiedyś uczyniła Borussia. Po tym okresie z lat 2005-2006, gdy prawie zbankrutowali, kiedy ledwo co dostali licencję, oni postawili na młodych piłkarzy. Schalke ma kapitalne szkolenie, spod ręki trenera Norberta Elgerta co roku wychodzą zawodnicy naprawdę wysokiej klasy. Trzeba postawić na Ahmeda Kutucu, na Nassima Boujellaba, dawać szanse Jonasowi Carlsowi na lewej stronie, trzeba szukać swoich chłopaków, promować ich, a oni dadzą się za Schalke pokroić. Chyba taką drogą muszą podążać.

Dziwi mnie strasznie fakt, że nie skorzystali z klauzuli wykupu Kaana Ayhana z Fortuny Düsseldorf, która wahała się między 2,5-4,5 mln, a jej termin już chyba minął, ponieważ była ważna do końca maja. Ayhan to wychowanek Schalke, zatwardziały kibic... kto ma ten klub wydźwignąć z takiego dziadostwa, jak nie tacy piłkarze? To też zawodnik bardzo charakterny, niedający sobie wchodzić na głowę, który mógłby przejąć rolę lidera w szatni. Takich postaci mi tam brakuje i dziwię się strasznie, że Schalke się na niego nie skusiło, tym bardziej że taka cena za solidnego i ogranego w Bundeslidze obrońcę nie jest wygórowana. Ayhan też ma pewne braki szybkościowe, bo takie były zastrzeżenia co do niego, ale - na Boga - za 2,5 mln euro jakiś feler musi mieć. Jednak jestem przekonany, że swoją osobowością, charakterem i zawziętością dałby Schalke dodatkową jakość, a oni tego muszą szukać. Nie znajdą idealnego kandydata w tych widełkach cenowych, w których mogą się poruszać.

Jaka przyszłość sportowa? Schalke to trochę taka sinusoida, raz źle, raz dobrze, raz źle, raz dobrze, nigdy nie trafisz. Powiedziałbym, że to taki klub z ligi polskiej. U nas też często jest tak, że Wisła Płock jeden sezon walczy o utrzymanie, jeden walczy o puchary. Piast Gliwice w jednym sezonie prawie spadł z ligi, w drugim zdobył mistrzostwo. W mojej opinii Schalke to być może jeden z najmniej stabilnych zespołów w lidze. To znaczy, nigdy nie wiesz, gdzie wylądują. Wiesz, że Gladbach będzie w okolicach siódmego miejsca, że Leverkusen to generalnie czub tabeli, granica Ligi Mistrzów i Ligi Europy, Freiburg czy Augsburg zawsze będą z dołu, ale gdzie będzie Schalke? Nie wiemy, co z nimi będzie w danym sezonie. Być może David Wagner, który będzie nowym trenerem i który często powołuje się na swojego przyjaciela Jürgena Kloppa, pochodzi z podobnej szkoły i z Huddersfield robił kapitalne wyniki, być może też pojedzie na takiej mentalności, jak Tedesco w pierwszym sezonie i znowu coś odpali. Może dostaną się do pucharów, nawet do Ligi Mistrzów, bo niczego nie można wykluczać. Ale równie dobrze jestem w stanie sobie wyobrazić, że znowu coś nie wyjdzie, znowu zabraknie jakości i będą gdzieś w dole tabeli. Schalke to kinder niespodzianka.

Kończąc powoli, może poruszmy jeszcze temat Polaków, którzy grali w tym sezonie Bundesligi. Jak wszyscy, to wszyscy - Robert Lewandowski. Wiadomo, może będzie to trochę głupie pytanie, ale jak oceniasz jego sezon? Może przyczepisz się do czegoś u króla strzelców?

Tak, przyczepię się trochę do skuteczności Roberta. Jeśli popatrzysz sobie na dorobek strzelecki, to w każdym sezonie kręcił się w okolicy 30 goli w Bundeslidze, a tym razem było ich 22 i to nie dlatego, że nie miał sytuacji. Bo takich czystych okazji trochę miał i trochę ich zmarnował, mógł tę trzydziestkę machnąć. Z drugiej strony jeśli popatrzymy sobie na wszystkie rozgrywki, to mamy 47 spotkań w Bayernie, 40 bramek i 13 asyst. Jak tu się doczepiać? Na jesień był jednym z nielicznych, którzy nie zeszli poniżej określonego poziomu i którzy faktycznie ciągnęli drużynę za uszy do góry. Mówiło się w Niemczech, że nie strzela goli w ważnych meczach i nie chodziło tylko o Ligę Mistrzów. Była tam nieco szersza dyskusja. Oglądałem chociażby kilka odcinków „Doppelpassa”, gdzie była debata, czy Lewandowski to faktycznie taki weltklasse-stürmer i czy faktycznie w tych wielkich spotkaniach jest obecny. Ten sezon pokazał, że jest - wyjąwszy oczywiście mecz z Liverpoolem, ale dla mnie to obecnie za wysoka półka dla Bayernu. Generalnie można też zastanawiać się, na ile zespół pomagał Robertowi w tych meczach, bo to nie jest Leo Messi, że weźmie sobie piłkę na 40. metrze, kiwnie ze trzech i strzeli gola - nie ten typ. Żeby Lewandowski zdobył bramkę, musi mieć ku temu sposobność, wykreowaną sytuację, dlatego nie oceniam go krytycznie. Uważam, że był to jego całkiem dobry sezon, ale nie najlepszy z tych, które grał w Bundeslidze.

A co powiesz o Łukaszu Piszczku?

To też jest chyba jeden z powodów, dla których Borussia nie zdobyła tego mistrzostwa - dokładnie to chodzi o jego kontuzję. Uważam, że Piszczek jest ważny nie tylko jako prawy obrońca na boisku, ale też jako najstarszy piłkarz drużyny, jako jeden z przywódców. To, że jego zabrakło, sprawiło też, że trzeba było przesuwać zawodników w różne miejsca i oni musieli grać na nie swoich pozycjach. Widzieliśmy, jak Achraf Hakimi w pierwszym meczu z Tottenhamem kompletnie sobie nie poradził i to też w dużej mierze sprawiło, że przez jego błędy BVB przegrała 0:3 i odpadła z Ligi Mistrzów.

Nie można o Łukaszu powiedzieć niczego złego, bo był jednym z najrówniej grających piłkarzy Borussii. Może to nie były jakieś fajerwerki jak kiedyś, ale pamiętam chociażby jego gola z Mainz, fantastyczne uderzenie dające trzy punkty. Wydaje mi się, że jego wartość to przede wszystkim szatnia i rola jednego z liderów. To nawet nie chodzi o to, żeby on ganiał od linii do linii, żeby w każdym meczu się wyróżniał, bo on ma już troszeczkę inne cele. Mam o nim jak najlepsze zdanie za ten sezon, bo kiedy grał, nie zawodził.

Marcin Kamiński.

Mam z nim pewien kłopot, bo grał dość sporo - dopiero w końcówce sezonu stracił miejsce w składzie na rzecz Andre Hoffmanna. Ale mam wrażenie, że Marcin to jest piłkarz, który pewnego poziomu nie przeskoczy. To jest taki zawodnik, który będzie grał w miarę solidnie, ale nigdy nie zagra wybitnie, nie zachwycisz się jego grą. Jednocześnie od czasu do czasu zdarzają mu się takie błędy, że zabraknie go w miejscu, w którym być powinien. Często miałem takie wrażenie, oglądając grę Fortuny, że niby nie można było go o nic obwinić, ale miało się świadomość, że ktoś tam musiał być - czemu nie Marcin? On ma taki dar, że nigdy go nie ma w sytuacjach, w których dobrze by było, żeby się znalazł. Ciężko mi to wytłumaczyć innymi słowy.

Dla mnie jest synonimem słowa „przeciętny”.

No trochę taki jest, pewnych barier nie przeskoczy. Wiem, że ma u nas dość dobrą prasę, bo grał w Fortunie dość regularnie itd., ale nie jest to piłkarz, któremu zaufałbym w stu procentach, jeśli chodzi o naszą kadrę. Nie jest to dla mnie materiał na stopera reprezentacyjnego. Przeciętny piłkarz, który gdzieś tam, w pewnych warunkach może sobie w Bundeslidze poradzić, może brać udział w rotacji, kilkanaście występów w większości klubów byłby w stanie zaliczyć. Jednak to nie jest zawodnik, o którym większość trenerów mogłaby powiedzieć: „to jest mój środkowy obrońca numer 1”. Myślę, że Marcin zawsze by się kręcił gdzieś na pozycjach 2-3, jeśli chodzi o hierarchię.

Adam Bodzek to piłkarz ciekawy chociażby z tego powodu, że w Polsce jest o nim bardzo cicho, a jest wicekapitanem Fortuny Düsseldorf. Jak postrzegasz jego sezon?

Świetnie. Wydaje mi się, że w 1. Bundeslidze odgrywał większą rolę niż w 2. Bundeslidze w poprzednim sezonie. Był bardzo chwalony przez trenera Funkela. Razem z kapitanem Oliverem Finkiem przedłużyli umowy i będą grać w Fortunie w nowym sezonie, a są to jedyni dwaj zawodnicy, którzy pamiętają grę drużyny w jej poprzednim sezonie w Bundeslidze, w roku 2013. Bodzek ma już swoje lata i prochu nie wymyśli, może grać jako środkowy obrońca czy defensywny pomocnik, fajnie organizuje grę, jest mądry piłkarsko, wie, gdzie się przemieszczać. Natomiast nie jest to już zawodnik, który zawojuje świat. Myślę, że Fortuna to szczyt jego możliwości i należy przyklasnąć, że wyciska z tego maksimum. Nie jest to piłkarz, o którym moglibyśmy myśleć w kategoriach reprezentacji, bo to nie ten kierunek, nawet gdyby zagrał jakiś supersezon. Mimo wszystko to chyba nie ten poziom.

Polskie trio w Fortunie Düsseldorf zamykał Dawid Kownacki.

Dla mnie to pozytywne zaskoczenie. Przyznam szczerze, że spodziewałem się trudniejszego wejścia. Nawet pisałem u siebie na fan page’u, że nie uważam, aby wybór Fortuny był dobrym wyborem, że lepszym wyborem byłoby Schalke. Jakkolwiek dziwnie to dzisiaj brzmi, to ja zdania nie zmieniam. Uważam, że Fortuna będzie miała w nowym sezonie kolosalne problemy. Schalke to co prawda klub niespodzianka, ale to jest jednak firma, nieporównywalnie większa renoma, regularna gra dla kilkudziesięciu tysięcy kibiców, zupełnie inne zainteresowanie mediów - i jednak klub, który mógłby być dla Dawida docelowym. Fortuna takim klubem chyba nie będzie i mimo tego sezonu twierdzę, że Schalke ma stabilniejszą sytuację w Bundeslidze. Wybiegając więc w przód, Schalke byłoby chyba lepszym wyborem, ale wybrał inaczej - okej.

Futbol prezentowany przez Fortunę w tym sezonie idealnie pod niego podpasował. Spodziewałem się, że częściej będzie grał na szpicy, a był wystawiany na pozycji lewoskrzydłowego, co też jest dobrą informacją dla selekcjonera Jerzego Brzęczka. Dawid grał w systemach 1-4-2-3-1 oraz 1-4-4-2, więc w systemach, w których chcemy grać w reprezentacji. Strzelił 4 gole - myślę, że jest to bardzo fajny dorobek - i pokazał się świetnie. Chcą go w Fortunie zostawić i teraz pytanie czy dogadają się z Sampdorią, bo klauzuli odstępnego Niemcy nie są w stanie zapłacić. Jedyne co mogą zrobić, to ponegocjować i wypożyczyć na jeszcze jeden sezon, co chcą zrobić, bo trener Funkel bardzo Kownackiego ceni. Moim zdaniem spisał się powyżej oczekiwań. Myślałem, że będzie gorzej.

Muszę też zapytać o jeszcze jedną postać - Rafał Gikiewicz, który awansował do Bundesligi z Unionem. Czy według ciebie to był najlepszy piłkarz 2. Bundesligi w minionym sezonie?

Chciałbym bardzo, żeby każdy Polski piłkarz był tak otwarty, tak sympatyczny, tak bezpośredni i tak łatwo dostępny, jak Rafał Gikiewicz. Dla mnie to jest wzór, jeśli chodzi o współpracę z mediami, z dziennikarzami, z kibicami. Rafał jest autentyczny, naturalny, cholernie ambitny i takim zawodnikom po prostu nie sposób nie kibicować. Ja, będąc dziennikarzem Eleven, muszę zachować neutralność i obiektywizm, nie mogę nikogo faworyzować, ale w przypadku Rafała przychodzi mi to z dużym trudem, bo mam świadomość, jaki on jest, jak chorobliwie chce, jak mu chorobliwie zależy czy to na kadrze, czy na wygrywaniu. Często z nim rozmawiam prywatnie i cholernie trzymam za niego kciuki.

Czy był najlepszym piłkarzem 2. Bundesligi? Myślę, że nie (śmiech). Ja zresztą wzbraniam się tytułowaniem takim mianem bramkarzy. Tytuł najlepszego piłkarza drugiej ligi dałbym Philippowi Klementowi z Paderborn (od nowego sezonu Stuttgart - dop. red.). Świetni byli Dominick Drexler i Louis Schaub z Kolonii i mógłbym jeszcze wymienić kilku innych zawodników, którzy mieli bardzo dobry sezon. Rola bramkarza jest nieco inna. Natomiast możemy się zastanawiać, czy nie był to najlepszy bramkarz w 2. Bundeslidze i moim zdaniem był. Nie tylko patrząc na noty „kickera”, bo faktycznie wybronił Unionowi wiele meczów. Czytając media zajmujące się berlińskim klubem, nie sposób nie trafić na peany pochwalne pod adresem Gikiewicza. Został piłkarzem roku Unionu, wszyscy są zachwyceni jego mentalnością i w jego stronę płyną same pochwały. To też pokazuje, jak szybko ludzie go „kupili” i oni nie wyobrażają sobie, że Rafał mógłby z Unionu odejść.

Zagrał sezon marzeń i bardzo podobała mi się kartka z jego celami, które wypisał sobie i powiesił na lodówce - wszystkie zrealizował. Fantastyczna sprawa. Ja wiem, jak on bardzo marzył o tej kadrze i strasznie się cieszę, że to marzenie się spełniło. Życzę mu z całego serca, aby zagrał jakiś mecz w reprezentacji - nie jakiś mało ważny, ale powiedzmy taki w eliminacjach. To byłaby „kropka nad i” w jego karierze i myślę, że poczułby się wtedy piłkarzem spełnionym. Czekam na niego w 1. Bundeslidze, bo śmiem twierdzić, że może ligi nie zawojuje, ale odstawać na pewno nie będzie. Patrząc na siłę Unionu, będzie miał pewnie dużo pracy, a to pozwoli mu na wyrobienie sobie marki, tak jak chociażby Michael Esser z Hannoveru w tym sezonie. Nawet jeżeli berlińczykom powinie się noga, on ma szanse zadomowić się w tej Bundeslidze na dłużej, mimo że ma już 31 lat i wartość sprzedażową ma niską. Z drugiej strony jego kontrakt z Unionem wygasa po sezonie i jeśli go nie przedłuży, za rok będzie do wzięcia i może być łakomym kąskiem dla wielu klubów - jeśli tylko potwierdzi taką formę, jaką miał w 2. Bundeslidze.

Najczęściej czytane...

Video
17 Wrzesień 2017

Tete zgasił Neymara [VIDEO]

Video
11 Październik 2017

Lewy w parodii Jeden Osiem L - Jak Zapomnieć

Video
3 Październik 2017

Wojciech Szczęsny w roli dziennikarza! Mistrzowskie pytanie o Krychowiaka! xD [VIDEO]

Video
18 Wrzesień 2017

Neymar chce strzelać rzut karny, ale Cavani... [VIDEO]