Sanches nabroił: ''Dzięki Bogu, jeszcze tylko 45 minut w Bayernie...''
Z Bayernu czasem lubią wypłynąć do mediów ciekawe smaczki, których zapewne nie chciano by ujawniać opinii publicznej. Ktoś ma tam jednak najwyraźniej tendencje konfidenckie, ponieważ tym razem wkopał "biednego" Renato Sanchesa, który w ostatnim sparingu przed ostatecznym zakończeniem sezonu narzekał sobie w szatni.
Sytuacja miała miejsce 29 maja, kiedy Bayern grał towarzysko z SpVgg Lindau 1919, bawarskim klubem obchodzącym stulecie swojego istnienia. Samo Lindau zresztą słynie z takiej efektownej wyspy "doklejonej" do lądu, więc polecam wpisać to sobie w wyszukiwarce, bo wygląda fajowo. Miasto leży nad jeziorem, graniczy z Liechtensteinem i Szwajcarią, więc można zawiesić oko. Ale to nie jest tu najważniejsze... Najważniejszy jest Sanches, który będąc samemu w szatni myślał, że nikt go nie słyszy i może sobie pomarudzić na głos. Dla bezpieczeństwa użył języka angielskiego - zresztą niemieckiego chyba dalej nie zna.
Dzięki Bogu, zostało jeszcze 45 minut w Bayernie, potem wakacje i już nigdy, nigdy więcej!
Ktoś najwyraźniej nie lubi Portugalczyka, albo dostał od "Bilda" dobry hajs za wyjawienie tego smaczka, bo informacja o tym zdarzeniu została podana wczoraj przez tabloid. Nieładnie tak donosić na kolegów! W każdym razie nie jest jakąś wielką tajemnicą, że Sanches (w tamtym spotkaniu rezerwowy) nie chce zostawać w Monachium, gdzie jest od 2016 roku - z roczną przerwą na Swansea. Te trzy lata są dla niego prawdziwą udręką, bo w Niemczech zupełnie nie potrafi przebić się do składu i grać chociażby trochę dobrze. Niko Kovac od razu po przyjściu do klubu postanowił sobie - o czym mówił w mediach - że wyciśnie z pomocnika ten jego talent, ale dość szybko z tego zrezygnował.
Sanches może odejść do PSG, bo to właśnie paryżanie wyrażają największe zainteresowanie. Z drugiej jednak strony sam zawodnik nie czuje się przesadnie źle w szatni Bayernu, on po prostu chce grać. Jego fanem nadal pozostaje prezydent Uli Hoeneß, ale nawet mimo tego faktu trudno wyobrazić sobie, aby z 21-latka coś jeszcze w Monachium było.