Nie każdy talent odpala w Dortmundzie
Nie bez powodu w ostatnich latach Borussia Dortmund zyskała przydomek kuźni talentów. No, tak po prawdzie to nikt jej takiego przydomka nie nadał, ale chyba się z tym zgodzicie. Jednak samo przyjście do drużyny BVB nie sprawi, że nagle ktoś stanie się kandydatem na wielomilionowy transfer - o czym przekonał się Argentyńczyk Leonardo Balerdi.
Mecze Serie A, LaLiga oraz innych najlepszych lig pełnoletni widzowie mogą oglądać i obstawiać na stronie sponsora portalu, Betclic.pl. SPRAWDŹ TUTAJ!
MATERIAŁY PROMOCYJNE PARTNERA | W grach hazardowych mogą uczestniczyć wyłącznie osoby, które ukończyły 18 lat. Udział w nielegalnych grach hazardowych jest przestępstwem. | Hazard może uzależniać. BEM to legalny bukmacher. Gra u nielegalnych grozi konsekwencjami prawnymi.
Wiecie zapewne, jakim kozakiem jest obecnie Kai Havertz. No przebomba w kwestii młodych zawodników. Ten tekst nie będzie jednak poświęcony jemu, a Leonardo Balerdiemu, który jest jego rówieśnikiem. Havertz służy tylko i wyłącznie pokazaniu tego, że dwa talenty z tego samego rocznika (1999) mogą rozwinąć się w dwóch zupełnie innych kierunkach - albo inaczej: jeden może się rozwinąć, drugi nie. No i dodam jeszcze, że rok młodszy od wspomnianych panów jest nijaki Jadon Sancho, tzw. przekot.
Balerdi przybył do Dortmundu w styczniu ubiegłego roku za kwotę ponad 15 mln euro, które zarobiła słynna ekipa Boca Juniors. Argentyński gigant wypuścił w Europę dziesiątki uzdolnionych piłkarzy, którzy stanowili później o sile największych klubów Starego Kontynentu, no ale obecny stoper Borussii zdecydowanie im nie pyknął. Mówiło się o nim wiele dobrego podczas przenosin do Niemiec, ale to przecież nie jest nic dziwnego. Nie wyobrażacie sobie chyba, aby ktoś napisał "argentyńskie beztalencie ściągnięte przez BVB". Nie mówię też, że Balerdi jest beztalenciem, ale w dortmundzkiej drużynie nie odcisnął właściwie żadnego piętna, mimo że okazji do tego trochę miał.
Przez 1,5 sezonu obrońca pojawił się na boisku... 8 razy. Może to dziwić z racji tego, że Borussia bardzo chętnie daje szansę młodym piłkarzom, lecz Balerdi takowej praktycznie nie dostał. Dodatkowo przez ten czas wiele było okazji do tego, aby porotować zestawem środkowych obrońców, których od jakiegoś czasu trener Lucien Favre desygnuje do gry aż trzech. Argentyńczyk nie był jednak w stanie pojawiać się na boisku przy okazji różnych kontuzji i zawieszeń ani innych braków kadrowych. Balerdi nie poradził sobie ze zbliżającym się do końca kariery Łukaszem Piszczkiem (przesuniętym przecież z prawej obrony), nie do końca przekonującym Manuelem Akanjim, rówieśnikiem Danem-Axelem Zagadou, a nawet Emre Canem, grającym z tyłu jako alternatywa na szybko. Ja już nie wiem, kiedy on by miał tam grać, ale wiedzą to w krajowej reprezentacji, gdzie Balerdi... zagrał jesienią dwa spotkania.
Leo Balerdi to dla mnie człowiek zagadka
— An-Zaxel Dagadou (@PatrykBVB09) July 13, 2020
-kupiony za 15mln
-prawie nie gra
-powołania do reprezentacji Argentyny(!)
-2 mecze w reprezentacji
-dalej prawie nie gra
-zmiana pozycji na 6
-pare minut pograł
-zainteresowanie Marsylii
Albo on ma wywalone na treningach albo nie wiem pic.twitter.com/EDNoYBVe8B
Nie wiedzą też zapewne szefowie klubu, którzy wkrótce puszczą 21-latka do Olympique Marsylia. Prowadzący francuski zespół trener Andre Villas-Boas potwierdził już, że temat jest, a później media dopowiedziały, że Balerdi może zostać graczem Olympique nawet... dziś. We wtorkowe popołudnie ma przejść testy medyczne, a marsylczycy wypożyczą go na sezon z opcją wykupu za 14 mln euro. Dortmundczycy nie są jakoś bardzo przekonani do pozbywania się Balerdiego, ale płakać też za nim nie będą.
Szkoda, liczyłam, że w nowym sezonie będzie dostawał u nas więcej szans na grę.
— Julia Kramek (@juliakramek) July 21, 2020