
Szwajcar lepszy od Hiszpana! – echa meczów z soboty i niedzieli w PKO Ekstraklasie
Pewne okoliczności niesprzyjające sprawiły, że dzisiaj zajmiemy się meczami rozegranymi w sobotę oraz w niedzielę. W sobotę doczekaliśmy się bezpośredniego pojedynku dwóch rozgrywających, którzy błyszczą od początku rozgrywek. Za to w niedzielę doczekaliśmy się meczów drużyn, które jeszcze w czwartek występowały w eliminacjach do Ligi Europy. Czas na dwa dni w pigułce!
RAKÓW CZĘSTOCHOWA – CRACOVIA 1:3 (19’ Brown Forbes – 8’ Hanca, 45’ Lopes, 56’ Rapa)
Raków: Gliwa - Kasperkiewicz, Petrasek, Azemović (80’ Skóraś) - Szymonowicz, Schwarz (67’ Nouvier), Sapała (90+4’ Musiolik), Kun – Szczepański, Brown Forbes, Luković
Cracovia: Pesković - Rapa, Dytiatiev, Jablonsky, Siplak (67’ Piszczek) - Wdowiak, Lusiusz (88’ Pestka), Gol, van Amersfoort, Hanca (87’ Dimun) – Lopes
Wydaje się, że piłkarze Rakowa jeszcze przez wiele tygodni będą czuć się nieswojo na boisku w Bełchatowie. Za beniaminkiem z Częstochowy drugi mecz rozgrywany 80 km od własnego domu i po raz drugi zespół przyjezdny wywozi komplet punktów. Aczkolwiek dla „Pasów” to wyjątkowe zwycięstwo, bo pierwsze w bieżących rozgrywkach. Postronnych kibiców powinno przede wszystkim cieszyć dość spora ilość gola, bo przy okazji za każdą zdobytą bramką stał szczytny cel. W ostatni czwartek Cracovia zadeklarowała finansowe wsparcie dla Kamili, 21-latki chorującej na mukowiscydozę.
Marketing Cracovii wchodzi do gry! Dajemy 200zł za każdą bramkę Pasów ⚪🔴 strzeloną w sobotę + ew. bonusy za wygraną, czyste konto i gola z połowy boiska #Rubio 😉#KamilaDajeMukęChorobie https://t.co/va3dFHGIjN
— CRACOVIA (@MKSCracoviaSSA) August 1, 2019
Wracając do samego przebiegu spotkania, to już pierwsze minuty udowodniły, że to będzie dobry dzień dla podopiecznych Michała Probierza i szczęście będzie sprzyjało właśnie im. Już jedna z pierwszych akcji ofensywnych „Pasów” zakończyła się strzelonym golem i to przy dużej pomocy czarnogórskiego stopera, Emira Azemovicia. Piłka po strzale Sergiu Hanki odbiła się od obrońcy i całkowicie zmyliła bramkarza Rakowa, Michała Gliwę. Wyrównanie przyszło bardzo szybko, bo nieco ponad dziesięć minut po objęciu prowadzenia przez Cracovię. Felicio Brown Forbes ma dużo lepsze wejście do drużyny w porównaniu do tego, co obserwowaliśmy w zeszłym sezonie w barwach Korony Kielce. Kostarykanin czekał na pierwszą bramkę dla kielczan ponad pół roku, a teraz zaledwie trzy kolejki. Warto jednak dodać, że przy lepszej skuteczności to spotkanie powinien zakończyć z dubletem na swoim koncie.
Brown Forbes jest chyba takim częstochowskim Ramirezem - w poprzednim klubie nie było pomysłu na grę, więc nie było pozytywnych opinii na jego temat 🤷♂️ #RAKCRA
— Dzik Adrian (@dzik_is) August 3, 2019
Prawdziwą bolączką częstochowian są stałe fragmenty gry. Co prawda tydzień temu udało się wygrać spotkanie po dobrej wrzutce z rzutu wolnego, ale wczorajsze wykonanie kolejnego rzutu wolnego wołało o pomstę do nieba. Piłkarze Rakowa zostali jednak solidnie ukarani za swoją inwencję twórczą, bo po stracie piłki rywale z Krakowa zdołali wyprowadzić kontrę zakończoną strzelonym golem. Za to gol numer trzy dla Cracovii to efekt słabego bronienia we własnym polu karnym przy okazji rzutu wolnego.
Widać że te wolne cwiczone😆 #rakcra
— Piotr Jaguszewski (@PiotrJaguszewsk) August 3, 2019
ŁKS – LECH POZNAŃ 1:2 (32’ Ramirez – 4’ Amaral, 34’ Jevtić)
ŁKS: Kolba - Bogusz, Rozwadowicz, Sobociński, Klimczak (46’ Grzesik) – Kalinkowski (46’ Guima), Piątek, Wolski (61’ Łuczak) – Ramirez, Kujawa, Pirulo
Lech: van der Hart - Gumny, Rogne, Crnomarković, Puchacz - Tiba, Muhar, Amaral (73’ Marchwiński), Jevtić (85’ Moder), Jóźwiak – Gytkjaer (81’ Tomczyk)
Od ostatniego pojedynku pomiędzy tymi zespołami minęło niespełna rok, ale w obozach ŁKS-u oraz Lecha zdążyło się zmienić naprawdę wiele w porównaniu do tego pojedynku, który doświadczyliśmy w Pucharze Polski. Wystarczy przyjrzeć się podstawowym jedenastkom, które wybiegły w ramach meczu ligowe – starcie z września zeszłego roku od pierwszej minuty rozpoczęło zaledwie czterech piłkarzy ŁKS-u (Rozwadowicz, Łuczak, Kalinkowski oraz Kujawa) oraz taka sama liczba zawodników Lecha (Tiba, Jóźwiak, Gytkjaer oraz Amaral).
To spotkanie miało również rozstrzygnąć kwestię tego, który zespół ma w swoich lepszego dyrygenta drugiej linii. Darko Jevtić oraz Dani Ramirez to niewątpliwe motory napędowe swoich drużyn i to pomimo tego, że Hiszpan jest ustawiany na skrzydle przez trenera łódzkiego klubu, Kazimierza Moskala.
#ŁKSLPO Oba zespoły są na fali więc zapowiada się ciekawy meczyk. Ekstraklasa raczej nie zachęca do prorokowania wyników ale stawiałbym na bramkowy remis.Piłkarze na których warto moim zdaniem zawiesić oko : Ramirez(ŁKS) vs Jevtić(LECH).
— Luksu (@MichaelNiepodam) August 3, 2019
Początek spotkania miał bardzo zbliżony przebieg, co do tego rozegranego kilka godzin wcześniej w Bełchatowie. Lech objął prowadzenie po dwójkowej akcji Portugalczyków – Pedro Tiba świetnie poprowadził piłkę przez kilka metrów i zagrał prostopadłą piłkę do Joao Amarala. Skrzydłowy wykorzystał swoją szybkość i uderzył z dość ostrego kąta. Młodszy z Portugalczyków świetnie czuje się na stadionie przy alei Unii Lubelskiej, bo to właśnie on przypieczętował awans „Kolejorza” do kolejnej rundy zeszłorocznej edycji Pucharu Polski.
Portugalska akcja i 1:0!
— Tomek Łuczak (@tomekluczak12) August 3, 2019
Oby ta bramka dała pozytywnego kopa Amaralowi 💪#ŁKSLPO
Ten gol przysłużył się ełkaesiakom, bo nastąpiło przebudzenie w szeregach beniaminka. Pierwsze skrzypce grał gwiazdor ŁKS-u czyli Dani Ramirez, chociaż akurat przy bramce wyrównującej przydała się pomoc ze strony Mickey’a van der Harta. Pomocnik skorzystał z bardzo przeciętnego wykopu piłki przez Holendra i ponownie widzieliśmy remis na tablicy wyników. Taki stan rzeczy nie trwał jednak zbyt długo, bo dosłownie sto sekund(!) później Darko Jevtić wyprowadził swój zespół na prowadzenie, którego Lech już nie oddał do końca. Szwajcar popisał się precyzyjnym uderzeniem zza pola karnego, a następnie utonął w objęciach swoich kolegów z drużyny.
Oba zespoły próbowały do samego końca zdobyć kolejne bramki, ale ciągle do pełni szczęścia brakowało precyzji bądź świetnymi interwencjami popisywali się bramkarze. Najbliżej wyrównania był Rafał Kujawa, ale jakimś cudem piłka nie wpadła do siatki i to z bardzo bliskiej odległości. Ostatecznie Lech osiągnął pierwsze wyjazdowe zwycięstwo w tym roku, ale w końcówce piłkarze Lecha czekali przede wszystkim na ostatni gwizdek sędziego.
Wreszcie jest - pierwszy wyjazdowe zwycięstwo Lecha w 2019 roku! 👏#ŁKSLPO 1:2 pic.twitter.com/iO2v1t4puW
— PKO BP Ekstraklasa (@_Ekstraklasa_) August 3, 2019
WISŁA PŁOCK – LECHIA GDAŃSK 1:2 (84’ Furman – 12’ Sobiech, 74’ Wolski)
Wisła: Daehne - Stefańczyk, Marcjanik, Uryga, Michalski (59’ Nowak) – Furman, Rasak, Merebaszwili (59’ Garcia Cabezali), Szwoch (76’ Kuświk), Ricardinho - Zawada
Lechia: Kuciak - Fila, Nalepa, Augustyn, Mladenović - Makowski, Gajos (88’ Chrzanowski), Kubicki – Haraslin (80’ Łukasik), Sobiech, Peszko (64’ Wolski)
Gdańszczanie pozostawili po sobie najlepsze wrażenie ze wszystkich klubów rywalizujących w Europie, ale na wiele się to zdało w starciu z Broendby. Duńczycy wypunktowali każdą słabość Lechii i teraz zdobywca Pucharu Polski może się w pełni skupić na rozgrywkach w naszym kraju. A trzeba było wiele poprawić, bo jeszcze tylko Wisła Kraków nie zdołała zdobyć bramki w tym sezonie. Przełamanie nastąpiło już w pierwszym kwadransie meczu i to po dośrodkowaniu Filipa Mladenovicia czyli piłkarza, który wyrasta na największego eksperta od wrzutek w pole karne. Strzelcem pierwszego, ligowego gola dla Lechii w sezonie 2019/2020 był Artur Sobiech. Wychodzi na to, że transfer do III ligi niemieckiej można włożyć między bajki.
Pytanie do mądrzejszych ode mnie: jak to możliwe, że Sobiech strzela dla Lechii, choć przecież gra w KFC Uerdingen. 🤔 #WPŁLGD
— BrudnikG (@GBrudnik) August 4, 2019
Trzeba jednak przyznać, że w dalszej fazie meczu obie ekipy nie forsowały zbyt wielkiego tempa, chociaż płocczanie starali się jeszcze odgryźć rywalom. Statystyki i przewaga optyczna były po stronie gospodarzy, ale liczy się to, co w sieci.
W momentach, gdy niewiele się działo na boisku, człowiek rzucał okiem w kierunku trybun i był bliski załamania. Stadion w Płocku świecił prawdziwymi pustkami i człowiek mógł poczuć się jak podczas jakiegoś meczu przedsezonowego. Taka błaha sytuacja pokazuje, gdzie tak na dobrą sprawę znajduje się nasza liga. W końcu to samo przeżywaliśmy w Lubinie podczas piątkowego spotkania, aczkolwiek frekwencja dzisiaj bardziej dopisała.
Włączyłam na chwile #LIVMNC i zobaczyłam pełny stadion. A potem #WPŁLGD i te pustki. Jaki to jest tragiczny przeskok.
— Gunia Be. (@GuniaBe) August 4, 2019
Z przebiegu drugiej połowy niezwykle trudno znaleźć jakieś pozytywy. Lechia po raz kolejny zaprezentowała solidną defensywę, która na niewiele pozwalała. Aczkolwiek jest to z mojej strony spore nadużycie, bo na dobrą sprawę Wisła Płock praktycznie nie istniała w ofensywie. Najjaśniejszą postacią „Nafciarzy” był Dominik Furman, ale i jemu towarzyszyło spore nieszczęście. Jego strzał zatrzymał się na jednym z obrońców i to uruchomiło kontrę Lechii. A precyzując to prostopadłe podanie Jarosława Kubickiego w kierunku Rafała Wolskiego, które były rozgrywający Fiorentiny zamienił na gola. Ofensywnego pomocnika Lechii krył Damian Rasak, ale to było typowe krycie na radar.
Co Wolski teraz ośmieszył piłkarzy Wisły Płock... #WPŁLGD 0:2⚽️⚽️
— Damiani_28 (@damiani_28) August 4, 2019
W trakcie tego meczu mieliśmy przykład użycia najnowszych przepisów grę w piłkę nożną. Jak dobrze wiecie, teraz można ukarać każdą osobę przebywającą nawet na ławce rezerwowych. No i sędzia Bartosz Frankowski skorzystał z nowości i wyrzucił do szatni Flavio Paixao. Portugalczyka zabraknie w najbliższym meczu z Jagiellonią Białystok i to jest jedyny kłopot po podróży do Płocka. Mniejszym problemem jest nawet stracona bramka, bo w ostatecznym rachunku nie wyrządzała krzywdy – Lechia dopisuje na swoim koncie pierwszy komplet punktów.
Jeden Furman całej drużyny nie uciągnie
— Agaton Kozinski (@AgatonKozinski) August 4, 2019
z cyklu: przysłowia polskie
#WPŁLGD
LEGIA WARSZAWA – ŚLĄSK WROCŁAW 0:0
Legia: Majecki - Vesović, Lewczuk, Jędrzejczyk, Stolarski - Antolić, Martins, Luquinhas (83' Kante), Gwilia (77' Nagy), Novikovas – Niezgoda (72’ Kulenović)
Śląsk: Putnocky - Broź, Celeban, Golla, Stiglec – Chrapek (62’ Łabojko), Mączyński, Musonda, Pich, Płacheta (84' Łyszczarz) – Exposito (72' Cholewiak)
Spotkanie przy Łazienkowskiej uprzedzono odśpiewaniem całego hymnu z okazji 75. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskie. Trzeba przyznać, że niezły chichot losu spowodował terminarz Ekstraklasy, bo pierwszym meczem po 1 sierpnia są derby drużyn, które w poprzednim systemie były mocno związane z wojskiem.
Uroczystości związanych z Powstaniem można było jak najbardziej się spodziewać, ale wielkim zaskoczeniem była obecność Jacka Magiery i to w bezpośrednim sąsiedztwie Dariusza Mioduskiego. Ciekawe, jakimi kryteriami kierował się selekcjoner reprezentacji Polski do lat 20, bo na boisku nie mógł obserwować żadnego z ewentualnych kandydatów. Jedynie Radosław Majecki spełnia warunki, ale jeszcze przez krótki okres.
Dariusz Mioduski z nowym trenerem na trybunach!#LEGŚLA pic.twitter.com/8QJxdLNeC0
— Oakep (@WujekJuzef) August 4, 2019
Pierwszą fazę meczu zapamiętam głównie z tego, że nikt nie odstawiał nogi. Sędzia spotkania praktycznie co chwila przerywał grę gwizdkiem, bo piłkarze ciągle przerywali akcje faulami. Pierwszą groźniejszą akcję stworzyli sobie piłkarze Śląska, ale Artur Jędrzejczyk zdążył z interwencją w ostatniej chwili. Na odpowiedź Legii musieliśmy poczekać dłuższą chwilę, ale uderzenie Luquinhasa z trudem wybronił Putnocky. Jednak na tytuł prawdziwej gwiazdy pierwszej połowy, jak i chyba całej trzeciej serii gier zasługuje Gino Lettieri, trener Korony Kielce. Włoch przez ten weekend odwiedził cztery stadiony, wliczając to mecz własnej drużyny i w sumie trudno ustalić, czym kierował się szkoleniowiec kielczan.
Czy trener Lettieri ma też jakieś kilometrówki do wykorzystania? :D Wczoraj w Bełchatowie i Łodzi, dzisiaj na Łazienkowskiej, pomijam swój wyjazd do Gdyni. Głód #Ekstraklasa mocno... #LEGŚLĄ
— Michał Pierściński (@pierscinskim) August 4, 2019
Kibice Legii w czasie spotkań swojej drużyny intonują przyśpiewkę, której początek brzmi: "Nie poddawaj się, ukochana ma(...)". Jak dla mnie fani wicemistrza Polski powinni wymyślić jakieś okrzyki zachęcające swoją drużynę do większego zaangażowania i do znalezienia jakiegoś konkretnego pomysłu na grę. Na ten moment nie widać żadnego piłkarza, który mógłby być motorem napędowym ofensywy Legii. Najlepszym kandydatem jest Carlitos, ale akurat dzisiaj Aleksandar Vuković wymyślił, że Hiszpan przesiedzi całe spotkanie na ławce rezerwowych. Serbski trener postanowił za to wprowadzić na boisko Jose Kante, który najwyraźniej wraca do łask. Jedynym wyjaśnieniem jest zbliżający się mecz w el. Ligi Europy, ale mamy dopiero początek sierpnia, do jasnej anielki!
TEGO nie da się oglądać!
— Ramirez (@CommonSensePL) August 4, 2019
Z takim składem grać takie totalne dno vs takie ogóry!
Wszystko zależy od przypadku, futbolu - ZERO.🤦♂️
Ktokolwiek śmie krytykować Jozaka, Klafa, RSP i opowiadać, że Vuko lepszy, to kompletny idiota lub ma w tym interes. #LEGŚLA #Legia@DariuszMioduski
A co można powiedzieć o Śląsku? Wrocławianie sprawiali wrażenie drużyny gotowej do poświęceń, byle wywieźć przynajmniej jeden punkt z Warszawy. Osiągnięto sukces, ale to wszystko co można powiedzieć o drużynie z Dolnego Śląska. Upieram się, że na ten moment jedyna rzecz, która jest godna uwagi to nowe stroje Legii Warszawa i nic więcej.
Esencja polskiej ligi. #LEGŚLA #PIAPOG
— Michał Fitas (@MichalFitas) August 4, 2019
Dramat.
PIAST GLIWICE – POGOŃ SZCZECIN 0:0
Piast: Plach - Pietrowski, Czerwiński, Huk, Kirkeskov - Dziczek (83' Badia), Hateley, Rymaniak (76' Konczkowski), Sokołowski, Felix – Parzyszek (62’ Steczyk)
Pogoń: Stipicia - Bartkowski, Triantafyllopoulos, Zech, Nunes – Podstawski, Hostikka (70' Spiridonovic), Kozulj (85' Guarrotxena), Kowalczyk, Buksa – Manias (65’ Steczyk)
W Szczecinie zastanawiano się, jak Kosta Runjaić poukłada porozrzucane klocki po tym, jak kontuzji doznał Kamil Drygas. Trzeba przyznać, że Niemiec postanowił jeszcze bardziej poeksperymentować przy okazji urazu centralnej postaci drugiej linii, bo Adam Buksa nagle wylądował na skrzydle. Niezmienne jest jednak to, że Zvonimir Kozulj decydował o tempie akcji „Portowców”. Piast również musisz przyzwyczaić się do nowej rzeczywistości, w której brakuje Joela Valencię sprzedanego do drugiej ligi angielskiej. W Gliwicach i tak mogliśmy spodziewać się interesującego meczu, bo do mistrza Polski przyjechał niepokonany lider PKO Ekstraklasy.
Trzeba jednak przyznać, że obie drużyny miały ogromny problem z przyzwyczajenie się do otaczającej ich rzeczywistości, bo brakowało konkretów w polu karnym. Jeśli dochodziło do strzałów, to bramkarze nie mieli zbyt wielkich kłopotów z interwencją.
Typowy mecz na remis #PIAPOG
— Dawid Klich (@dawid_klich) August 4, 2019
Waldemar Fornalik może po tym meczu unieść ręce w geście triumfu - jego drużyna w końcu zdołała zachować czyste konto. Problemem nadal jest gra ofensywna, ale dzisiaj akurat z dobrej strony pokazał się bramkarz Pogoni. Stipica nie miał zbyt wiele roboty, ale gdy sytuacja tego wymagała, to Chorwat zawsze stawał na posterunku. Piłkę meczową miał Jorge Felix, ale Hiszpan na chwilę zmienił profesję i został rugbistą. Pomocnik wykopał piłkę daleko ponad bramką i to będąc niespełna jedenaście metrów od bramki. Nie da się wygrać meczów w ten sposób i dlatego spotkanie zakończyło się sprawiedliwym, bezbramkowym remisem.
Stipica - tylko dzięki niemu posiadamy 7 punktów. Dziękuję i proszę o takie interwencję do końca sezonu. Coś pięknego #PIAPOG
— B U Ł A (@Kacper33536166) August 4, 2019