Lis
05
2019
Skomentuj

Stawiamy na młodych - Patryk Klimala

Zaczęło się w niewielkim klubie klasy okręgowej, potem przeprowadzka do Dzierżoniowa - słynącego z "produkcji" Krzysztofa Piątka i w końcu poznanie wielkiego świata. Wyjazd do Warszawy był jednak dużym błędem, a powrót do niewielkiego miasta gongiem pełnym pokory. Patryk Klimala po wielu nieudanych próbach w końcu znalazł swoje miejsce na ziemi i dziś zamiast gry na prawej obronie - jest czołowym napastnikiem Jagiellonii Białystok.

 

Był 5  sierpnia 1998 roku - dzień, w którym na świat przyszedł Patryk Klimala. Dziś podstawowy gracz Jagiellonii Białystok, a także jeden z najlepiej zapowiadających się polskich napastników. W tym momencie wszystko układa się pięknie. 21-latek strzela na potęgę. Trafia w klubie i reprezentacji Polski, a w samych rozgrywkach 2019/20 - uzbierał już 8 bramek. Sześć w PKO Ekstraklasie tworzy go drugim najlepszym strzelcem Jagiellonii (zaraz po Jesusie Imazie). Życia bez napastnika Żółto-Czerwonych nie widzi również selekcjoner polskiej młodzieżówki - Czesław Michniewicz, który robiąc z Klimali następcę Dawida Kownackiego - nie popełnił choćby najmniejszego błędu. Ten odpłaca się w najlepszy możliwy sposób, a bramki z reprezentacjami Łotwy oraz Rosji - dały podopiecznym Czesława Michniewicza pozycję lidera w walce o rozrywane w 2021 roku Mistrzostwa Europy. Jednak nie wszystko układało się po myśli młodego napastnika. Zanim dorósł, zdarzały się wzloty i upadki. Upadki bolesne, których żałuje i stanowczo przestrzega, by znów nie znaleźć się w drugim szeregu.

Zaczęło się skromnie. W grę nie wchodziły akademie wielkich klubów, a mały, występujący na poziomie okręgowym zespół. Zjednoczeni Żary - dla wielu klub anonimowy, dla Patryka Klimali początek piłkarskiej ścieżki, na którą wprowadził go ojciec. Sam był zresztą piłkarzem, doskonale znającym realia najwyższych klas rozgrywkowych. Przed laty bronił barw Górnika Wałbrzych, lecz z synem więcej go dzieli, aniżeli łączy. Ojciec był stoperem - typowym polskim drwalem, który nigdy nie odpuszczał. Gdy dochodziło do starć - pękały kości, lecz to właśnie po ojcu w Patryku drzemie niebywała zadziorność, która pozwala mu zdobywać kolejne cele. To dzięki temu nie wylądował jeszcze na dnie, a okazji ku temu było wiele.

Prawdziwa kariera nadeszła dopiero wraz z przenosinami do Lechii Dzierżoniów. Niewielkie miasteczko z ludnością na poziomie 30 tysięcy osób nie słynie jednak z napastnika Jagiellonii Białystok. Tam zdecydowanie bardziej pamiętają o Krzysztofie Piątku, który zanim wkroczył na szczyt włoskiej piłki - ogrywał się w miejscowej Lechii. Potem przenosiny do rezerw Zagłębia, w końcu transfer do Cracovii i wyjazd za granicę. W karierze Patryka Klimali wszystko potoczyło się na odwrót. Grając w dzierżoniowskim zespole był napastnikiem o jakim marzyli. Osiągnięcie pułapu 40 bramek w sezonie było dla niego błahostką, co bardzo szybko zostało dostrzeżone w centralnej części Polski. Klimala w Lechii zbyt długo nie zabawił, a gdy swoje zainteresowanie wyraziła Legia, to nie było ani chwili zastanowienia. Walizki spakowane w trybie ekspresowym i przenosiny do stolicy, która miała mu ukazać nowe horyzonty.

Lecz nie ukazała... Gra w jednym z najbardziej utytułowanym klubie w Polsce nie jest prosta. Wymagania są ogromne, oczekiwania jeszcze większe, a do pierwszego zespołu przebiją się tylko najlepsi. Klimala do Warszawy trafiał jako napastnik. Ze względu na ogromną konkurencję w ataku dostał propozycję gry na prawej obronie, na którą bezwarunkowo przystał. To okazało się ogromnym błędem, a nieprzystosowany do gry w defensywie Patryk bardzo szybko wylądował na trybunach. Kolejne tygodnie były dla niego prawdziwą katorgą, a charakter napastnika Jagiellonii wykazywał ogromną frustrację, którą było trzeba zaspokoić. 21-latek nigdy nie był aniołkiem. Zawsze dawał popalić innym - nie tylko na boisku, ale również w szkole. – Jakbym ja był nauczycielem, to zostałbym zwolniony z takiej szkoły, bo takiemu szczeniakowi jak ja dałbym w łeb za to, co robi - mówi w wywiadzie udzielonym "Weszło". Problemy zdarzały się również w klubie, a wszelkie wybryki momentalnie były wiązane z osobą napastnika.

– Mieliśmy 16-17 lat, nie ukrywam, że dość często wychodziliśmy na miasto. Widziano nas wtedy w dyskotece. Poszliśmy do Explosion, spotkaliśmy tam pewną osobę z Legii. Ten człowiek poszedł potem do władz klubu i powiedział, że widział na imprezie Klimalę. Pijanego, co nie było prawdą - mówi w rozmowie z Izą Koprowiak z "Przeglądu Sportowego". Warszawski klub po tej sytuacji powiedział stanowcze "pas" i zdecydował się na rozstanie ze znakomicie rokującym napastnikiem. Klimala zdecydował się, więc na powrót na linię startową - do Lechii, w której wszystko się zaczęło. Cała praca włożona w Dzierżonowie poszła na marne, lecz ten doskonale wiedział, że w niewielkim miasteczku nie zamierza zostawać. Wówczas rozpoczęła się walka z czasem i samodzielne poszukiwania. Po kontakcie z Tomaszem Kulhawikiem (trener drużyn młodzieżowych Jagiellonii) trafił na testy do białostockiego klubu, w którym nie mieli najmniejszych wątpliwości - bierzemy go. Dziś z tego powodu triumfuję, lecz postawienie 21-latka "do pionu" kosztowało ich sporo nerwów.

W PKO Ekstraklasie zadebiutował jeszcze za kadencji Michała Probierza. Wówczas rozegrał minutę w wygranym przez białostoczan (2:1) meczu z Koroną Kielce po czym... został odpalony. Do końca sezonu rozegrał jeszcze dwa spotkania, a po jego zakończeniu trafił do Fortuna 1 Ligi. I to właśnie przenosiny na zaplecze PKO Ekstraklasy sprawiły, że Klimala dojrzał i wreszcie wszedł na oczekiwany przez siebie poziom. W Wigrach spędził okrągły sezon - w tym czasie rozegrał 28 spotkań, w których zdobył 13 bramek, a wszelkie zasługi przypisuje trenerowi Arturowi Skowronkowi i... swojej dziewczynie, a dziś również narzeczonej. Opiekun Wigier wywierał na nim presję. Ten doskonale zdawał sobie sprawę, że póki nie zacznie grać w pierwszej lidze, to ekstraklasowej murawy również nie powącha. Kolejne bramki w suwalskim zespole nakręcały go do granic możliwości. Ten nie odleciał dzięki dziewczynie, która po każdym udanym spotkaniu "stawiała go do pionu". Dziś są tego skutki, a Klimala dotychczas bardzo niepoukładany - nauczył się życia. Dziś jest zdecydowanie innym człowiekiem, świetnym zawodnikiem i być może przyszłością polskiej reprezentacji.

Po powrocie do Białegostoku znów zaczął walczyć o swoje. Poprzedni sezon co prawda wielkich korzyści nie przyniósł, a ten świętował głównie gole w Pucharze Polski. Do wielkiej zmiany doszło wraz z rozpoczęciem nowych rozgrywek. Początkowo odgrywający drugoplanowe role - dziś jest stałym bywalcem w podstawowej jedenastce, a także jednym z najlepszych strzelców Jagiellonii. Od rozpoczęcia rozgrywek na jego koncie znalazło się już sześć ligowych trafień, a szybkość 21-latka jest katorgą miejscowych stoperów. O tym przekonali się już nie tylko gracze PKO Ekstraklasy, ale również rywale reprezentacji Polski, którzy bacznie obserwują poczynania Klimali. To lada moment może przynieść ogromne zainteresowanie, którego w Białymstoku boją się, jak ognia. Tak dobrze przystosowanego do realiów polskiej ligi napastnika nie było w Jagiellonii już dawno. 21-latek stale się rozwija, zdobywa nowe cele, lecz jeśli na horyzoncie pojawi się oferta z zachodu, to władze klubu będą musiały ustąpić, bo pieniądze na drzewie nie rosną... 

Najczęściej czytane...

Video
17 Wrzesień 2017

Tete zgasił Neymara [VIDEO]

Video
11 Październik 2017

Lewy w parodii Jeden Osiem L - Jak Zapomnieć

Video
3 Październik 2017

Wojciech Szczęsny w roli dziennikarza! Mistrzowskie pytanie o Krychowiaka! xD [VIDEO]

Video
18 Wrzesień 2017

Neymar chce strzelać rzut karny, ale Cavani... [VIDEO]