Marny obraz Ekstraklasy. Nudno w Płocku, bezbarwnie w Szczecinie
Poniedziałkowe granie z Ekstraklasą zapowiadało się naprawdę ciekawie. W pierwszym spotkaniu Pogoń Szczecin pewnie pokonała na własnym obiekcie Stal Mielec (2:0). Obraz przyzwoitych starć zamazał jednak pojedynek w Płocku. Miejscowa Wisła uległa Górnikowi Zabrze (0:1).
Mecze Serie A, LaLiga oraz innych najlepszych lig pełnoletni widzowie mogą oglądać i obstawiać na stronie sponsora portalu, Betclic.pl. SPRAWDŹ TUTAJ!
MATERIAŁY PROMOCYJNE PARTNERA | W grach hazardowych mogą uczestniczyć wyłącznie osoby, które ukończyły 18 lat. Udział w nielegalnych grach hazardowych jest przestępstwem. | Hazard może uzależniać. BEM to legalny bukmacher. Gra u nielegalnych grozi konsekwencjami prawnymi.
Pogoń Szczecin - Stal Mielec 2:0 ( Zahović 42', Drygas 57')
Pogoń: Stipica - Stec (67' Bartkowski), Zech, Malec, Matynia - Dąbrowski - Gorgon, Kozłowski (72' Smoliński), Drygas (72' Kucharczyk), Hostikka (79' Kowalczyk) - Zahović (79' Benedyczak)
Stal: Gliwa - Kościelny, Żyro, Czorbadżijski, Gettinger (68' Flis) - Matras (82' Wróbel) - Mak (61' Dadok), Tomasiewicz, Forsell (61' Prokić), Domański - Zjawiński (68' Seweryn)
Po dwóch ostatnich kolejkach te zespoły były w różnych nastrojach. Pogoń zdobyła tylko punkt. Stal wyskrobała zaś cztery "oczka". Pod wodzą Leszka Ojrzyńskiego beniaminek prezentuje się o niebo lepiej niż za kadencji Dariusza Skrzypczaka. Jednak dziś trener Ojrzyński nie mógł skorzystać z podstawowego bramkarza, Rafała Strączka. Taki rozwój zdarzeń sprawił, że w bramce Stali wyszedł Michał Gliwa, którego przez lata poznaliśmy jako mocno niepewnego golkipera.
Trzeba Gliwie przyznać, że przez dużą część pierwszej połowy trzymało się go szczęście. Poprzeczkę jego bramki obił Kamil Drygas, słupek Santeri Hostikka, a uderzenia Huberta Matyni i Mariusza Malca. Szczęście skończyło się na kilka minut przed przerwą, gdy odbił strzał Hostikki, a do piłki dopadł Luka Zahović i dał szczecinianom prowadzenie. Goście powinni jak najszybciej zapomnieć o całej tej połowie. Grali tragicznie i zasłużenie przegrywali.
942 minuty potrzebowała Pogoń na pierwszego normalnego gola z gry w sezonie. Wielkie przełamanie!
— Jakub Białek (@jakubbialek) December 7, 2020
Przebieg drugiej części ustaliła nam sytuacja z okolic 55. minuty. Bożidar Czorbadżijski w bardzo głupi sposób uderzył w twarz Zahovicia. Jest to jeszcze głupsze zachowanie, gdy dodamy, że Słoweniec nie miał wtedy najmniejszych szans na dojście do piłki. Arbiter po analizie VAR podjął dobrą decyzję - podyktował rzut karny dla Pogoni. Podszedł do niego Kamil Drygas i pewnie umieścił piłkę w siatce. Bramka sprawiła, że podopieczni Kosty Runjaicia zdjęli nogę z gazu i trochę oddali piłkę rywalom. Zawodnicy Stali nie mieli żadnego sposobu na sforsowanie defensywy "Portowców" i gospodarze spokojnie dowieźli wynik do końca. Podopieczni trenera Ojrzyńskiego pierwszy celny strzał oddali dopiero w 93. minucie. To chyba najlepsze podsumowanie dzisiejszego występu zawodników z Mielca.
Ta Pogoń to dzisiaj piątkę powinna walnąć, przecież Stal wygląda jak jakaś ekipa z sanatorium. Ale no jak się na siedemnaście strzałów oddaje cztery celne to xD
— pewnie jerzy (@Mietczynski) December 7, 2020
WISŁA PŁOCK - GÓRNIK ZABRZE 0:1 (71' Krawczyk)
Wisła: Kamiński - Garcia, Rzeźniczak, Obradović, Tomasik - Lagator, Lesniak, Rasak (62' Szwoch) - Merebaszwili (67' Zbozień), Gjertsen (61' Sheridan), Lewandowski (61' Kocyła)
Górnik: Chudy - Evangelou, Wiśniewski, Gryszkiewicz - Masouras (82' Koj), Manneh, Nowak (90+1' Bainović), Wojtuszek (46' Prochazka), Janża - Jimenez (90+1' Wolsztyński), Sobczyk (66' Krawczyk)
Spotkanie w Szczecinie było istną poezją, spektaklem, wydarzeniem ponadwymiarowym i meczem, który przyćmił pojedynek na Estádio da Gruz. Tego drugiego nie dało się niestety oglądać.
Kilka lat temu, w przerwie jednego ze spotkań, Piotr Ćwielong podzielił się jedną z najbardziej popularnych wypowiedzi, która zważając na poziom, idealnie odnalazłaby swoje miejsce na obiekcie im. Kazimierza Górskiego. – Jest trudno. Niedziela, godzina 17. Pogoda też nie dopisuje – podsumowywał bezbarwny występ ówczesny zawodnik Śląska Wrocław. Co by nie mówić, takowy komentarz odnalazłby się dziś idealnie i wiele wskazuje na to, iż byłby kilkukrotnie barwniejszy od samego spotkania. W jego trakcie działo się bowiem niewiele. Cudem jest natomiast fakt, że cokolwiek zatrzepotało w siatce.
A jednak. Była 71. minuta spotkania. W polu karnym pół zespołu "Nafciarzy" i błąkający się Piotr Krawczyk. Niby niewiele, lecz do szczęścia wystarczyło. Wprowadzony po przerwie napastnik znakomicie odnalazł się w gąszczu rywali i mocnym strzałem od poprzeczki otworzył wynik spotkania. Samego starcia jednak nie rozruszał. Pomimo kilku następujących po sobie prób górą byli przyjezdni, którzy dzięki kompletowi punktów umocnili się na 3. miejscu w tabeli Ekstraklasy.
Meczów Wisły Płock nie da się oglądać, to najtragiczniej wyglądająca drużyna w tej lidze. Podbeskidzie i Stal chociaż dostarczają rozrywki w fazie obronnej, a ci bronią dziewięcioma piłkarzami i wybijają do nikogo. Masakra.
— Juliusz Słaboński (@RocknRollStar8) December 7, 2020