Lip
23
2021
Skomentuj

PRZED EKSTRAKLASĄ. Lech, Podolski, powroty, Wisła Płock - co tu nie pasuje?

Było o beniaminkach, było też o potencjalnych kandydatach do spadku oraz zespołach stricte niespełnionych. No to lećmy więc dalej. Nie zatrzymujmy się i pnijmy się w górę niczym polskie drużyny w europejskich pucharach. Na dziś sytuacja w Górniku Zabrze, nowy początek w Jagiellonii Białystok, decyzje w Lechu Poznań oraz niewiedząca, o co walczy Wisła Płock.


Mecze Serie A, LaLiga oraz innych najlepszych lig pełnoletni widzowie mogą oglądać i obstawiać na stronie sponsora portalu, Betclic.pl. SPRAWDŹ TUTAJ!

MATERIAŁY PROMOCYJNE PARTNERA | W grach hazardowych mogą uczestniczyć wyłącznie osoby, które ukończyły 18 lat. Udział w nielegalnych grach hazardowych jest przestępstwem. | Hazard może uzależniać. BEM to legalny bukmacher. Gra u nielegalnych grozi konsekwencjami prawnymi


Górnik Zabrze

Niektórzy pewnie mają już przesyt tym tematem, inni jarają się jak grubas na plaży. Lukas Podolski to rzecz jasna bezsprzeczny numer jeden, jeśli chodzi o jakąkolwiek kwestię związaną nie tylko z Górnikiem, ale w ogóle z całą ekstraklasą przed startem sezonu. Takiego gościa jeszcze u nas w kraju nie było, po prostu. Oczywiście sam „Poldi” 15. gwiazdki zabrzanom nie przyniesie, jego dyspozycja także stoi pod pewnym znakiem zapytania. Nie jest przecież tajemnicą, że nie ma bata, aby udało mu się zagrać cały mecz z Pogonią Szczecin. Bardzo prawdopodobne jest, że zacznie tylko na ławce rezerwowych. Mimo tego w ostatnim sparingu „Trójkolorowych”, w śląskich derbach z Banikiem Ostrawa, było widać, że Podolski ma tą jakość, ma to czucie, ma tę wizję i najważniejsze - ma tę lewą nogę!

Pytanie jednak - co dalej? Futbol to gra zespołowa, a cały zespół Górnika... nie wygląda imponująco. Transfery przeprowadzone przez 14-krotnych mistrzów Polski szału - poza „Poldim” - nie robią. Cholewiak, Dadok, Sandomierski, Sokół, Janicki... tym ekstraklasę zawojować trudno. W klubie mówią jednak wprost - robimy, co możemy. Kasy nie ma, zobowiązania są. Z jakiegoś powodu przecież ekipę opuścił solidny golkiper, jakim był bez wątpienia Martin Chudy. Zabrze nie jest tak bogatym i tak świetnie prosperującym miastem, jak chociażby sąsiednie Gliwice, gdzie i napinka przy Piaście jest mniejsza niż przy wielkim Górniku. Nawet mimo obecności Podolskiego w Zabrzu będą musieli się napocić, żeby - tak wskazuje logika - trafić do górnej części tabeli.

Bo marketing marketingiem, ale koniec końców liczy się to, co w sieci. Fani z Roosevelta są względnie zadowoleni grą ofensywną drużyny, ale martwi ich defensywa. Co więcej, trener Jan Urban zwracał uwagę, że w zespole jest problem z brakiem liderów, przez co opaskę kapitańską przejął (na ten moment) Przemysław Wiśniewski. A ze słów szkoleniowca wynika, że nie jest to opcja docelowa. Trudno też obecnie dostrzec w Górniku jakiegoś młodzieżowca, który dawałby przyzwoitą jakość - tym bardziej więc zaskakujące było oddanie na wypożyczenie nieźle rokującego Aleksandra Paluszka. Urban chce grać fajną piłkę, przyjemną, z utrzymaniem... ale czy przy takich wykonawcach ma to rację bytu?

Wszystko rzecz jasna zweryfikuje boisko, ale na papierze Górnikowi trudno będzie wyskoczyć ponad przeciętność. Dużo oczywiście będzie zależało od Lukasa Podolskiego, ale jeśli polsko-niemiecki Ślązak będzie zawodził, mogą pojawić się kłopoty, bo oczekiwania wobec niego są ogromne. Już w poprzednim sezonie zabrzanie mieli mnóstwo problemów, a nie można powiedzieć, aby latem zostały one rozwiązane. 

Jagiellonia Białystok

Myślisz Jagiellonia Białystok, mówisz - kiedyś to było. Generalnie trochę jest w tym prawdy, wszak sytuacji Dumy Podlasia nie można zobrazować lepiej niż w sposób powyższy. Po prostu się nie da. Ostatnie lata są kwintesencją tego zespołu – widać, że nic nie może wiecznie trwać, muszą przydarzyć się pewne przestoje. Choć ten obecny trwa najdłużej, bo swój początek miał w okolicach 2018 roku, kiedy to wszystko zaczęło się sypać. Upadło na głowę i nie chce się podnieść. Po fantastycznym okresie spuentowanym zgarnięciem trzeciego miejsca, dwóch wicemistrzostw Polski oraz heroicznej postawie w Europie – udało się wyeliminować Rio Ave – mogłoby się wydawać, że Legia Warszawa, a także Lech Poznań zyskały nowego kompana do ligowych podbojów. Część kibiców miała nadzieje, że przez kolejne kilka lat rozgrywki będą częściowo dominowane, w końcu przyniesie to efekty na międzynarodowej arenie. Być może była to słuszna teza, aczkolwiek nie wyszło. 

Zespół ze stolicy Podlasia zamiast walczyć o kolejne sukcesy, podejmie żmudną próbę powrotu w nieco bardziej satysfakcjonujące miejsce niż ten mało pociągający środek stawki. Podobne założenie były już rok i dwa lata temu. Na dobry początek przydałoby się zawitać do czołówki. Znów marzy im się walka o europejskie puchary, umiejscowienie się w okolicach wierzchołka tabeli. Nie bez przyczyny sezon 2020/21 został okraszony nowym początkiem. Chcą budować od podstaw, jednak przy ograniczonej możliwości ruchów. Tego im odbierać nie wypada. Każdy może wierzyć, w co tylko chce. Ekstraklasa jest ligą na tyle niezrównoważoną, że co roku dochodzi tu do jakiejś niespodzianki. Biorąc za przykład piłkarzy Piasta Gliwice, ledwie rok temu bili się o mistrzostwo Polski, by kilka miesięcy później znaleźć się na dnie i dość długo walczyć o powrót na zadowalającą pozycję. Z Jagiellonią jest jednak trochę inaczej. Nie walczyła o utrzymanie. Zakotwiczyła się w środku tabeli, miewała pewne przebłyski, aczkolwiek nie przeskoczyła pewnego poziomu.

Trudno powiedzieć, czy w tym sezonie w ogóle się do niego przybliży. Jeszcze nie tak dawno optymalnym miejscem było uplasowanie się w czołowej ósemce, ale jak wiadomo, apetyt rośnie w miarę jedzenia i oczekiwania wobec klubu zdecydowanie poszły w górę. Dwa wicemistrzostwa oraz awans do finału Pucharu Polski mimo wszystko zrobiły swoje. Od Jagiellonii zaczęto wymagać więcej, lecz zespół podąża w przeciwnym kierunki – do niedawna stale obniżał pułap, aż w końcu powiedziano basta i wrócono do przeszłości. Tak naprawdę chwycono się ostatniej deski ratunki. Od połowy czerwca szkoleniowcem dwukrotnych wicemistrzów Polski jest Ireneusz Mamrot. Nowy-stary opiekun i autor jednego z największych sukcesów, więc sprawa wydaje się na ogół jasna i ma przełamać letarg z ostatnich lat.

Do tego potrzebni są jednak piłkarze i o ile w szeregach Jagiellonii ciekawych nazwisk nigdy nie brakowało, o tyle w ostatnich latach zaczęło to zmierzać w nieodpowiednim kierunku. Wylądowała tam cała rzesza przypadkowych grajków. Zdecydowanej części już nie ma i być tak naprawdę nie powinno, wszak każdy widział, w którym kierunku ta współpraca zmierzała – zespół zamiast iść w górę, przestał się rozwijać, odbiło się to na wynikach, a ostatecznie również na pozycji w ligowej tabeli. Zakończony sezon okazał się fatalny. Zmiany były potrzebne natychmiast, no i co by nie mówić, przyszły w najlepszym możliwym momencie. Ktoś pewnie powie, że w stolicy Podlasia tworzy się dom spokojnej starości. Może i tak, aczkolwiek trudno jednoznacznie określić, czy owe wzmocnienia nie zadziałają kojąco. Takich graczy, jak Michał Pazdan czy Dani Quintana w Białymstoku po prostu potrzebowali. Wpadło dużo doświadczenia, być może pójdą za tym również umiejętności. Wielokrotny reprezentant Polski z został już mianowany Ministrem Obrony Narodowej. Można oczekiwać, iż to właśnie wokół niego będzie budowana dziurawa do tej pory defensywa i z czasem wzmacniana przez kolejne ogniwa. Wciąż czeka się na powrót kontuzjowanych Ivana Runje (jeśli potrzebny będzie zabieg, trochę się jeszcze poczeka), Bartosza Kwietnia oraz Bogdana Tiru. Do klubu trafił natomiast Israel Puerto, który w przeciwieństwie do ostatnich ruchów nie jest żadnym wynalazkiem – raczej kimś, kto wyróżnia się na tle całych rozgrywek i będzie w stanie wnieść przynajmniej odrobinę jakości.

A jeśli o jakości mowa, to tej nie powinno zabraknąć z przodu. Pomimo tego, że nie udało się uniknąć małych wyszczerbień, wraz z początkiem lipca odszedł najlepszy strzelec Jagiellonii, Jakov Puljić, szefostwo zrobiło dosłownie wszystko, by zachować dotychczasowy szkielet. Zostali Taras Romanczuk, Martin Pospisil oraz Jesus Imaz. To się chwali. Do ataku dołożono Andrzeja Trubehę. Na pierwszy rzut oka kolejny eksperyment bez wielkiego nazwiska. Po części się zgadza. Choć za młodym atakującym przemawia przede wszystkim fakt, iż miał już niezłe liczby w dotychczasowym klubie. Przyszedł z Legionovii, gdzie udowodnił, że strzelać faktycznie potrafi. Na przestrzeni całych rozgrywek zdobył aż 19 bramek. W meczach sparingowych również pokazał się z niezłej strony. Widać, że nie jest to typowy drwal z niższej ligi. Podstawowe czynniki techniczne nie są mu obce. Nie boi się dryblować, lecz jego umiejętności i tak zweryfikuje liga. A czy to wystarczy do zajęcia konkretnego miejsca? Kij wie. Czas pokaże. Z perspektywy Jagiellonii może to zająć nieco więcej czasu, bo pomimo tego, że szeregu poważnych osłabień tam nie było, pojawiło się rozsławione na pół Europy ustawienie z trójką defensorów.

LECH POZNAŃ

Zakończone rozgrywki w wykonaniu Lecha Poznań nazwalibyśmy totalną katastrofą, gdyby nie awans do fazy grupowej Ligi Europy. Był beznadziejny, ale poza nawias możemy wyciągnąć właśnie ten epizod w Europie. Niemniej pod koniec poprzedniego kibice „Kolejorza” byli wściekli, a te emocje nie opadły do teraz i Lech przystępuje do nowych rozgrywek w dość burzliwej atmosferze. Co może to wszystko uspokoić? Oczywiście dobre wyniki notowane przez zespół Macieja Skorży.

Synonimem sparingów Lecha przed tym sezonem jest „gra w kratkę”. Poznaniacy rozegrali pięć meczów, wygrali trzy i przegrali dwa. Co ciekawe, wszystko działo się na przemian. Zaczęło się od zwycięstwa z Zagłębiem Lubin (3:1), potem przyszła porażka z Lechią Gdańsk (0:1), minęły cztery dni i „Kolejorz” pozostawił Midtjylland w pokonanym polu (3:2). Żeby kolejność została zachowana, później musiała nastąpić porażka i tak też się stało. Tym razem Lecha pokonała Arka Gdynia (0:2), a na zakończenie meczów testowych zawodnicy Macieja Skorży wygrali z Miedzią Legnica (4:0).

Działacze robią wszystko, aby udobruchać kibiców? No spojrzymy na dotychczasowe transfery i z pewnością nie będziemy tego pewni. Znaczy, okej – znaleziono zastępstwo dla Tymoteusza Puchacza, a może się nawet okazać, że sprowadzony w jego miejsce Barry Douglas będzie stabilniejszym zawodnikiem. Z reguły zawodnicy, którzy przyszli nie wyglądają źle. Pojawili się też dwaj sprawdzeni ligowcy: Radosław Murawski i Artur Sobiech. Prawą obronę wzmocnił Portugalczyk, Joel Pereira. No ale przypominamy sobie, że zapowiedzi były huczne, bo władze klubu zapowiadały, że w tym okienku Lech wyda najwięcej ze wszystkich polskich klubów. Przynajmniej do dzisiaj, nie wydał ani złotówki, bo każdy z wymienionych graczy przychodził jako wolny zawodnik.

– Ważny jest kontekst tego lata w Lechu Poznań. Klub zajął w poprzednim sezonie jedenaste miejsce, a przed Kolejorzem sezon stulecia. Trzeba o tym pamiętać, gdy przyglądamy się tym transferom. Bo obiektywnie - Artura Sobiecha widziałoby u siebie wiele klubów Ekstraklasy i to jako pierwszą "dziewiątkę". Radosław Murawski odchodził z Polski jako wyróżniający się piłkarz, w Turcji nie przepadł. Barry Douglas będzie pewnie miał jedną z najlepszych lewych nóg w lidze. Joel Pereira w sparingach wyglądał przyzwoicie. Natomiast trudno nie odnieść wrażenia, że Lech - by walczyć o zapowiadane mistrzostwo - na rynku transferowym zrobił za mało. Okno nadal jest otwarte, jednak opieszałość władz Lecha w realnym wzmacnianiu kadry irytuje kibiców i wcale mnie to nie dziwi. – mówi Damian Smyk z portalu Weszło.com.

Oczekiwania wobec Lecha? Ten zespół przede wszystkim musi odzyskać twarz, bo w poprzedniej kampanii zdecydowanie ją stracił. Rozgrywanie takiego sezonu zdecydowanie nie przystoi klubowi z takimi aspiracjami jak „Kolejorz”. Jeśli w nadchodzących rozgrywkach Lech nie wróci do walki o europejskie puchary, będzie można spisać je na straty i uznać za kolejne nieudane.   

– Spodziewam się klasycznego Lecha Poznań. Czyli przyjdzie taki moment w sezonie, gdy kibicom narobi nadziei na to, że faktycznie stać go na szczególne uświęcenie tego wyjątkowego dla fanów sezonu. A później - w momencie dużej presji, w chwili większego napięcia - koncertowo to wszystko zawali. Jestem bardzo ciekaw tego, na ile spójne będą poglądy na rzeczywistość trenera Skorży i władz Kolejorza. Skorża - o czym wiemy doskonale - ma obsesję wygrywania. Władze Lecha - o czym też doskonale wiemy - robią ostatnio wszystko, by niczego nie wygrywać. Jeśli miałbym dzisiaj stawiać pieniądze na to, które miejsce zajmie Lech, to szukałbym zakładu typu "zagra w europejskich pucharach, ale nie zdobędzie mistrzostwa". – dodaje Smyk.

WISŁA PŁOCK

Poprzedni sezon w wykonaniu Wisły Płock nie był jakiś bardzo dobry, ale też nie był słaby. Był taki przeciętny, płocczanie prezentowali się, jak na typowego ligowego średniaka przystało i na takim miejscu w tabeli zakończyli rozgrywki. Zajęli dwunastą pozycję w tabeli. Mieli bezpieczną przewagę nad ostatnim Podbeskidziem Bielsko-Biała. No ale w Płocku wciąż wzdychają na wspomnienie sezonu 2017/2018, kiedy to Wisła zajęła piąte miejsce. Taki wynik raczej nie zostanie powtórzony, ale czy musi być też aż tak przeciętnie, jak w poprzedniej kampanii?

Sparingi mogą wprawić nas w delikatną dezorientację, bo wyniki nie są jednoznaczne. Mamy dwa zwycięstwa oraz po jednym remisie i porażce. Zaczęło się nawet nieźle, bo od remisu (1:1) z mistrzem Cypru, Omonią Nikozja. Potem przyszła naprawdę niespodziewana porażka (0:2) z Widzewem Łódź, ale dwie końcowe batalie poszły jak najbardziej po myśli zawodników prowadzonych przez Macieja Bartoszka. Wygrali (3:0) z beniaminkiem pierwszej ligi, Skrą Częstochowa oraz pokonali (1:0) Aris Limassol. No i weź tu człowieku, wyciągnij wnioski z tych wyników. Z jednej strony mamy porażkę z pierwszoligowcem, a z drugiej remis z mistrzem Cypru. Po tych rezultatach raczej ciężko przewidzieć dyspozycję „Nafciarzy”.

Gdy przejdziemy do transferów, najbardziej w oczy rzuci się powrót Dominika Furmana. 29-letni pomocnik wrócił do Płocka po rocznej przygodzie w Turcji i znowu ma aspiracje do bycia gwiazdą tego zespołu. Oczywiście nie jest jedynym wzmocnieniem. Tych na ogół jest dużo, ale odnotujmy te najciekawsze. Jest dwóch zawodników, których dość dobrze znamy z ekstraklasowych boisk. Mowa o Damianie Węglarzu oraz Marko Kolarze. Zawodnikiem z zupełnie innego piłkarskiego świata jest natomiast Anton Kryvotsiuk, czyli lewy obrońca, który jeszcze do niedawna grał w Neftchi Baku. Dość interesująco prezentuje się też transfer młodego zawodnika Legii Warszawa, Radosława Cielemęckiego.

Tak jak już wyżej zaznaczyliśmy, naprawdę ciężko przewidywać to, gdzie „Nafciarze” zakończą sezon. Najmniejsza szansa jest na to, że powalczą o jedną z czołowych lokat, ale dwie pozostałe, czyli spokojny byt w środku tabeli i walka o utrzymanie są już naprawdę możliwe. Kadra nie powala na kolana, a praktycznie nie będzie czegoś takiego jak atut własnego boiska, bo stadion w Płocku jest w przebudowie.  

Komentarze0
Musisz być zalogowany aby dodawać komentarze.

Najczęściej czytane...

Video
34
17 Wrzesień 2017

Tete zgasił Neymara [VIDEO]

Video
1
11 Październik 2017

Lewy w parodii Jeden Osiem L - Jak Zapomnieć

Video
5
3 Październik 2017

Wojciech Szczęsny w roli dziennikarza! Mistrzowskie pytanie o Krychowiaka! xD [VIDEO]

Video
10
18 Wrzesień 2017

Neymar chce strzelać rzut karny, ale Cavani... [VIDEO]