
Kolejny hit spisany na straty - po meczu Lechia - Legia
Na to spotkanie czekaliśmy od bardzo dawna. W przypadku wygranej Lechii drużyna Piotra Stokowca jeszcze bardziej uciekłaby czołówce i coraz pewniej zmierzałaby po mistrzostwo. Legia natomiast w przypadku zwycięstwa odrobiłaby kolejne punkty i zniwelowałaby stratę do minimum. Tak właśnie zapowiadało się spotkanie lidera z wiceliderem, które ostatecznie d***y nie urwało i zakończyło się bezbramkowym remisem.
Składy:
- Lechia: Kuciak - Nunes, Nalepa, Augustyn, Mladenović - Łukasik, Kubicki, Makowski, Haraslin (77' Sobiech), Wolski (67' Arak) - Paixao
- Legia: Majecki - Stolarski, Remy, Jędrzejczyk, Hlousek - Cafu, Martins, Vesović (88' Kante), Szymański, Kucharczyk (65' Nagy) - Carlitos (65' Kulenović)
Pierwsze minuty spotkania furory raczej nie zrobiły. Oba zespoły bardzo długo badały rywala, co sprawiło, że na pierwszą konkretniejszą okazję czekaliśmy aż do 12. minuty, kiedy to dosyć groźny strzał z okolic „szesnastki” oddał Paweł Stolarski. Nie był on jednak na tyle perfekcyjny, aby zaskoczyć bramkarza gospodarzy - Dusana Kuciaka, który już na początku pokazał, że aby go pokonać, będzie się trzeba naprawdę natrudzić.
Pomimo tego, że mecz ten był mianowany hitem kolejki, to pierwsze minuty tego nie odzwierciedlały. Po uderzeniu Stolarskiego, na kolejne groźne okazje musieliśmy czekać następne 10 minut. Wreszcie zaatakowała Lechia, lecz strzały Joao Nunesa i Tomasza Makowskiego z około 20. metrów nie sprawiły większych problemów Radkowi Majeckiemu, który pewnie odbijał je na rzuty rożne. Po tych dwóch okazjach znów dostaliśmy chwilę oddechu, która tym razem trwała do 38. minuty. Po źle wykonanym przez gospodarzy rzucie rożnym, z bardzo groźnym kontratakiem wyszła Legia, która pomimo licznej przewagi w ataku wywalczyła jedynie korner i kolejna groźna okazja spełzła na niczym.
I tym oto akcentem, można zakończyć pierwszą odsłonę, gdyż poza serią fauli nie zobaczyliśmy już nic ciekawego. Podsumowując, więc tę połowę na pierwszy rzut oka widać, że nie była to odsłona godna hitu kolejki. Przez pierwsze 45 minut żaden z zespołów nie był w stanie wymienić nawet kilku celnych podań, a gra toczyła się na tak zwaną aferę. Wciąż miałem jednak nadzieję, że trenerzy obu zespołów przemówią zawodnikom do rozsądku i ci w drugiej połowie pokażą zupełnie inne widowisko.
Niestety nawet szkoleniowcy nie byli w stanie zachęcić zawodników do żywszej gry i druga połowa była totalną porażką. Przez całe 45 minut zobaczyliśmy tylko jedną groźną okazję, tylko jedno groźne uderzenie, a to wszystko bez jakiejkolwiek składnej akcji. Gra znów toczyła się na zasadzie - laga na napastnika, on może sobie poradzi. No niestety, żaden z napastników nie był w stanie sobie poradzić w tego typu sytuacjach, czego potwierdzeniem był między innymi brak bramek. Jedynym pozytywnym aspektem w tym meczu, była dobra postawa obrońców, którzy nie dopuścili do choćby najmniejszego zagrożenia. W skrócie. Druga połowa była mniej więcej tak fatalna, jak to dośrodkowanie Michała Kucharczyka.
Dla mnie karny! 😆 #LGDLEG pic.twitter.com/BYpRvXCTIW
— Marcin Lechowski (@MarcinLechowski) 9 grudnia 2018
Oznacza to, że po raz kolejny mecz, który miał być hitem, okazał się kitem, co w Lotto Ekstraklasie zaczyna być czymś normalnym. Dlatego nie ma co się dziwić, że polskie zespoły prezentują się słabo w Europie, gdy nie potrafią stworzyć ciekawego widowiska na ligowym podwórku. Ode mnie to tyle. Dziękuję i życzę miłego wieczoru!