
Lekka gorycz gigantów - ostatnia niedziela w Hiszpanii
Dotarliśmy do momentu, gdy formalnie kończymy wszelkie rozgrywki ligowe. Trzeba jednak przyznać, że w przypadku Realu Madryt oraz FC Barcelony sezon zakończył się już jakiś czas temu, a ostatnie spotkania musieli rozegrać niejako z obowiązku. W ramach ostatniej kolejki "Królewscy" podejmowali na własnym stadionie Real Betis, a "Blaugrana" wybrała się w podróż do Eibaru. Jaka to była niedziela dla obu gigantów hiszpańskiej piłki?
Real Madryt 0:2 Real Betis
Wiele osób uważnie śledzące LaLiga sugerowały, że spotkanie rozegrane na Estadio Santiago Bernabeu było okazją na pożegnanie kilku piłkarzy z własną publicznością. Plotki głoszą, że szeregi Realu najprawdopodobniej opuszczą Keylor Navas, Marcos Llorente oraz Gareth Bale. Dwaj pierwsi wymienieni rozpoczęli ten mecz w pierwszym składzie, a Walijczyk całe spotkanie przesiedział na ławce rezerwowych. Trzeba przyznać, że gdyby Bale postanowił skorzystać z sjesty, to niewiele by przegapił. Tylko krótka dziesięciominutowa sekwencja zdarzeń z pierwszej połowy jest warta odnotowania. Obie ekipy miały po dwie sytuacje podbramkowe, ale bramkarze zachowywali czujność i pewnie radzili sobie ze strzałami oddawanymi na bramkę. Można by się zastanawiać, jak wyglądałby ten mecz, gdyby Vinicius Junior w odpowiednich momentach przypominał sobie, że już opuścił swoją ojczyznę i w Hiszpanii obrońcy rywali są bardziej profesjonalni, a w związku z tym nie dają się nabrać na sztuczki w wykonaniu Brazylijczyka.
Czy Vinicius przy każdym kontakcie z piłką musi próbować zrobić jakąś sztuczkę?
— Bartłomiej (@bartek_RM) 19 maja 2019
Trzeba wspomnieć słowem o gościach z Sewilli. Swoją postawą udowodnili, dlaczego aspirują do miana jednego z największych rozczarowań całego sezonu. Być może przyjemnie obserwuje się grę w wykonaniu podopiecznych Quique Setiena, ale nikt nie dostaje punktów za walory artystyczne. Do tego potrzeba bramek i akurat podczas spotkania w Madrycie wyjątkowo nie mieli problemu ze zdobywaniem goli. A konkretnie ze strzeleniem dwóch bramek, dzięki którym trzy punkty mogły zostać dopisane na konto Betisu. Wystarczyło jedno podanie za linię defensywy i bramka strzeżona przez Kostarykanina praktycznie stała otworem - strzelcem bramki otwierającej wynik spotkania został Loren Moron. A mówimy o zawodniku, który w tym sezonie zdobył ledwie siedem goli we wszystkich rozgrywkach i to będąc nominalnym napastnikiem! Za to najlepszym strzelcem drużyny jest środkowy pomocnik wypożyczony z Paris Saint-Germain.
Realowi Madryt gola strzelił napastnik z drużyny, która nie ma napastników. #LaZabawa
— Marcin Gazda (@marcin_gazda) 19 maja 2019
Zostajemy jeszcze przy piłkarzach wypożyczanych z Parku Książąt, bo bohaterem drugiego gola był Jese Rodriguez. Wychowanek Realu Madryt potrzebował zaledwie siedmiu minut od wprowadzenia z ławki rezerwowych, by wpisać się na listę strzelców. Niedawna nadzieja z madryckiej cantery rozruszał swój zespół i napsuł sporo krwi klubowi, któremu tak wiele zawdzięcza. Pamiętajmy jednak, że w futbolu nie ma sentymentów i to właśnie 26-latek ustalił rezultat tego spotkania. Po drugim trafieniu spotkanie totalnie siadło i przez ostatni kwadrans wszyscy myśleli jedynie o tym, by jak najszybciej opuścić murawę i rozpocząć upragnione wakacje.
Jese strzelający Realowi - nie można było zorganizować bardziej symbolicznego podsumowania sezonu.
— Tomasz Cwiakala (@cwiakala) 19 maja 2019
Przy okazji powrotu Zidane'a na ławkę trenerską mówiło się o tym, że piłkarze Realu będą przechodzić casting, który miał dać odpowiedź na to, kto może liczyć na występy w następnym sezonie. Najlepiej to wszystko podsumował Maciej Leszczyński z redakcji portalu Realmadryt.pl, który nie pozostawił jakichkolwiek złudzeń i jasno stawia sprawę.
Według mnie Zidane się kurwa skompromitował. Wynikami, decyzjami personalnymi i maksymalnym niewykorzystaniu 11 meczów, jakie miał na castingi. Tyle o tej ostatniej fazie sezonu.
— Maciej Leszczyński (@MatijaPL) 19 maja 2019
SD Eibar 2:2 FC Barcelona
Do Kraju Basków nie pojechało bardzo wielu zawodników Blaugrany. W Katalonii pozostali m.in.: Arthur Melo, Philippe Coutinho, Ousmane Dembele oraz Luis Suarez. To mogła być okazja dla Ernesto Valverde na poeksperymentowanie z wyjściowym składem, ale tak naprawdę tylko Jasper Cillessen jest jedynym z grona mniej grających zawodników, który otrzymał szansę na grę. Holender wystąpił od pierwszej minuty w dużej mierze ze względu na uraz Marca-Andre ter Stegena. Niektóre sytuacje boiskowe pokazały, że nieprzypadkowo Niemiec jest pewniakiem przy obsadzie bramki. Uprzedzając fakty - były bramkarz Ajaksu nie ustrzegł się błędów przy traconych golach.
Jeśli chodzi o przebieg spotkania to styl pokazywany przez zespół Ernesto Valverde był już mocno wakacyjny. Goście dali sobie narzucić grę, która odpowiadała Eibarowi. Kibice "Dumy Katalonii" byli wręcz bezpośredni i pozwalali sobie na porównania typu "rąbanka". Nie jestem ekspertem, ale moim zdaniem te słowa są mocno przesadzone. Barca nie zachwycała i to fakt, ale nadal to wielka drużyna. Nie można ich winić, że nie chcieli rozgrywać jakiegoś fenomenalnego spotkania i najzwyczajniej spokojnie dograć je od pierwszego do ostatniego gwizdka sędziego.
To, w jaki sposób #FCBarcelona dała się wciągnąć w tę rąbankę pod remizą, jest więcej niż symboliczne. Jedyne, co mnie pociesza, to przyszłość tej drużyny, dzisiaj siedząca na ławce. I nie idzie o Valverde. #EibarBarça #LaLigaSantander
— Mateusz Bystrzycki (@m_bystrzycki) 19 maja 2019
W pierwszej połowie obserwowaliśmy sporo ciekawych akcji, dzięki którym kibice zgromadzeni na stadionie mogli reagować aż na cztery gole. Może zabrzmi to trochę absurdalnie, ale pierwszy gol zdobyty przez gospodarzy mógł częściowo cieszyć w obozie aktualnego mistrza Hiszpanii. Strzelcem pierwszej bramki był Marc Cucurella, który jest wypożyczony właśnie z Barcelony. 20-latek na początku kariery był mianowany na następce Jordiego Alby, ale trener Mendilibar ma zupełnie inny pomysł na tego piłkarza. Ustawia go na skrzydle i radzi sobie bardzo porządnie. Jest praktycznie pewniakiem do gry i Barcelona może będzie miała pociechę z tego piłkarza, który obecnie ma szansę na regularne występy.
Marc #Cucurella i 1:0 dla Eibar... Obowiązkowo powrót do #fcbarcelona po sezonie! Brawo Marc! #EibarBarça #ViscaelBarca
— Patryk Mączyński (@MaczynskiPatryk) 19 maja 2019
Jeśli chodzi o radość z gry, to wiele osób ma tą satysfakcję patrząc na wyczyny niezawodnego Leo Messiego. Argentyńczyk w przeciągu minuty wyprowadził swój zespół na prowadzenie i wielka szkoda, że Messi nie ma nic z Benjamina Buttona. "La Pulga" w tym roku skończy 32 lata i powoli trzeba oswajać się z myślą, że to są ostatnie lata kariery tego wielkiego piłkarza. Barcelona wygrała los na loterii i korzystała z tego pełnymi garściami.
MESSI 2-1 BARÇA
— SPORT English (@Sport_EN) 19 maja 2019
Słowem świetnie opisującym przebieg drugich 45 minut jest słowo "człapanie". Oba zespoły zgodnie postanowiły nie za bardzo silić się na jakieś spore przemęczanie się i jedynie odliczały czas do końca bieżących rozgrywek. Z gry w drugiej połowie cieszył się tylko jeden chłopak. Nazywa się Carles Perez Sayol i chociaż brzmi jak newgen Carlesa Puyol, to dla 21-latka był to debiut w pierwszym zespole FC Barcelony. Bohaterem spotkania mógł zostać wcześniej wspomniany Cucurella, ale skrzydłowy nie potrafił skorzystać z prezentu od obrony Barcy i fatalnie zmarnował piłkę meczową.