.jpg)
Rodri(go) wybrał swój klub
Saga transferowa z Rodrim/Rodrigo trwa. Piłkarz myślał, myślał i namyśleć się nie mógł, jaki klub ostatecznie wybrać, bo o tym, że odejdzie z Atletico, już zadecydował. Kminił ostro, mózg mu parował, ale - wg uznanego "kickera" - w końcu wie, gdzie będzie grał w nowym sezonie. Ta decyzja nie spodoba się kibicom Bayernu Monachium.
W grę wchodził tutaj, oprócz wspomnianego Bayernu, Manchester City. Jasne, że mówiło się też o PSG, Manchesterze United, a wcześniej o Barcelonie, ale jako tako liczyła się tylko ta pierwsza dwójka, nad którą dywagował drugi najwyżej wyceniany na Transfermarkcie Hiszpan. Kwota odstępnego nie miała tutaj absolutnie żadnego znaczenia, bo żadnego znaczenia nie miało (nie ma) w tej grze Atletico. Rodri ma wpisaną w kontrakt klauzulę odstępnego wynoszącą 70 mln euro, którą wszystkie te kluby były w stanie wyłożyć.
22-latek zadecydował - a tak przynajmniej twierdzi wiarygodny "kicker" - że chce reprezentować barwy Manchesteru City. Duże znaczenie w całej tej sytuacji miała oczywiście osoba Pepa Guardioli, który przyciąga do siebie wielu piłkarzy jak jakiś magnes. Niko Kovac najwyraźniej takiej grawitacji w sobie nie ma. Rodri zastanawiał się ok. miesiąca, więc najprawdopodobniej już wkrótce zobaczymy go w błękitnej koszulce. Co na to Bayern?
Chorwacki trener chciałby ostro zainwestować w drugą linię, bo wg "kickera" marzy mu się nowa "szóstka", nowy ofensywny pomocnik i nowy skrzydłowy. Rodri ("szóstka") odpadł, skrzydłowy ciągle jest szukany, a ofensywny pomocnik, reprezentant kraju i zajebisty grajek był do wzięcia za grosze, ale władze monachijczyków stwierdziły, że nie ma odpowiedniej mentalności - więc poszedł do Borussii Dortmund. Mowa oczywiście o Julianie Brandcie. Rodri miał być także odciążeniem dla Javiego Martineza, który po odejściu Matsa Hummelsa i ewentualnym transferze Jerome'a Boatenga miał być alternatywą na środek obrony. Jak widać Bask prędko środka pola nie opuści.