.jpg)
Zwycięski oddział szpitalny w Madrycie - echa meczu Real Madryt vs. Levante
Po okresie meczów reprezentacyjnych wracamy do szarej, ligowej rzeczywistości. W przypadku Realu Madryt wspomniana przyszłość naprawdę nie rysuje się w pozytywnych barwach, bo Zinedine Zidane nie może skorzystać z usług wielu znaczących piłkarzy. W kontekście dzisiejszego meczu nie był to największy problem, bo do Madrytu przyjechało Levante i chociaż mecz miał chwilami niepokojący przebieg, to zakończył się zgodnie z oczekiwaniami - Real zwyciężył 3:2.
Real Madryt: T. Courtois - D. Carvajal, R. Varane, S. Ramos (61' E. Militao), Marcelo - Casemiro (61' E. Hazard), T. Kroos, James Rodriguez - Vinicius Jr., K. Benzema (83' L. Jović), L. Vazquez
Levante: A. Fernandez - J. Miramon, R. Vezo, O. Duarte (68' G. Melero), S. Postigo, C. Clerc - R. Rochina (68' R. Marti), N. Vukcević (56' E. Bardhi), J. Campana, J. Morales - B. Mayoral
Wszyscy po cichu liczyli na to, że Eden Hazard w końcu doczeka się oficjalnego debiutu i to najlepiej od pierwszej minuty. Wielu mogło czuć się rozczarowanym, gdy zamiast nazwiska Belga zobaczyli na skrzydłach duet Lucas Vazquez/Vinicius Junior. Najbardziej dziwi obecność Hiszpana, ale wychowanek Realu wyrasta na żelaznego żołnierza w armii francuskiego generała. Nie ma za tym żadnych przesłanek, ale na tym polega autonomia Zidane'a co do wyboru wyjściowej jedenastki. Powolne wprowadzanie Hazarda również ma sens, bo byłoby głupio, gdyby Eden ponownie dołączył do nowo powstałej sekcji Realu Madryt - sekcji medycznej. A Liga Mistrzów coraz mocniej puka do drzwi!
¡HA LLEGADO EL DÍA! 💜🎮
— LaLiga (@LaLiga) September 14, 2019
🌟 @hazardeden10 🌟#RealMadridLevante pic.twitter.com/uMOlUWNaHi
W kontekście zespołu z Walencji najwięcej mówiono o piłkarzu, który nazywa się Borja Mayoral. Napastnik występujący w tym sezonie dla "Żab" jest wypożyczony z Realu Madryt i w dniu dzisiejszym mógł wystąpić przeciwko "Królewskim" ze względu na brak tzw. "klauzuli strachu", która dotychczas zabraniała występów wypożyczonym z Realu w starciach z zespołem z Madrytu. Wielu kibiców obawiało się, że były reprezentant hiszpańskiej młodzieżówki strzeli gola i uprzedzając trochę fakty - na strachu się nie skończyło.
Hoy nos vacuna Borja Mayoral 🤦🏼♂️
— Magic. (@Mariolo98) September 14, 2019
Dużo lepiej to spotkanie rozpoczęła drużyna gości, która podczas ostatnich dwóch wizyt na Estadio Santiago Bernabeu wywiozła aż cztery punkty. Być może stadion Realu jest twierdzą, ale piłkarze Levante do tej pory bezproblemowo znajdowali klucze do drzwi wejściowych. W sobotnie wczesne popołudnie niezbyt liczna publiczność zgromadzona na trybunach po cichu liczyła na wiele prób uderzeń zza pola karnego. Nad Hiszpanią występują obfite opady deszczu, więc aura sprzyjała na strzały z dystansu. Tych prób było stosunkowo niewiele, ale Karim Benzema pokazał jaki popłoch mogą wprowadzić takie strzały. Decyzja Francuza dodała animuszu kolegom z zespołu, bo w kolejnej próbie Lucas Vazquez trafił w słupek.
#lazabawa przy takim deszczu liczę na jakieś strzały z dystansu Jamesa. Na chwilę obecną Kolumbijczyk poza grą.
— Darijo (@Dariusz63956238) September 14, 2019
Real Madryt pod wodzą Zinedine Zidane'a najbardziej kojarzony jest z ciągłymi wrzutkami w pole karne, które praktycznie nigdy nie przynoszą wymiernego efektu. Tym razem przydały się ofensywne zapędy Daniego Carvajala. Prawy obrońca Realu ponownie zapędził się pod pole karne rywali i dośrodkowaniem odnalazł Karima Benzemę, który dał prowadzenie Realowi. Francuz coraz częściej jest prawdziwym liderem z krwi i kości, a wychowanek Olympique'u Lyon wzbudza prawdziwy podziw wśród madridismo.
Czas wyjść z szafy. Kocham Karima Benzemę.
— Janusz Banasiński (@JBanasinski) September 14, 2019
Na podwyższenie wyniku nie musieliśmy czekać zbyt długo, bo gol numer dwa dla Realu padł zaledwie pięć minut później. Słowa uznania przy tej akcji bramkowej należą się przede wszystkim Jamesowi Rodriguezowi, który latem miał być na wylocie z klubu. Kolumbijczyk wiedział, gdzie Benzema zagra piłkę głową, wszedł w wolną przestrzeń i odegrał świetną prostopadłą piłkę do napastnika. Organizacja gry Levante legła w gruzach wraz z pierwszym straconym golem i nie zdołali odzyskać równowagi do końca pierwszej połowy.
James koncertowo póki co, a Realowi wreszcie zachciało się grać w piłkę. Może być ładna strzelanina przy tej wesołej grze w defensywie Levante.
— Krystian Porębski (@woker182) September 14, 2019
W końcowej fazie pierwszej części gry mieliśmy do czynienia z akcją rodem z Copacabany. Nie dość, że główne role odgrywali Brazylijczycy, to jeszcze przejście pod pole karne Levante szybkimi podaniami zrobiło imponujące wrażenie. Vinicius Junior ma ogromne problemy z wykańczaniem akcji i to jest niezaprzeczalny fakt, ale zauważenie dobrze ustawionego kolegi nie stanowi problemu u nastolatka. Świeżo upieczony reprezentant Brazylii wystawił piłkę starszemu koledze z reprezentacji, Casemiro i środkowy pomocnik również wpisał się na listę strzelców. Niewielkim problemem okazał się być fakt, że na to spotkanie powołanie otrzymało zaledwie trzech środkowych pomocników - plaga kontuzji to nie są żarty.
Brazilian connection for the third goal..Too good from Vinicius Jr and Casemiro. pic.twitter.com/EnpUHbjzIh
— Krooos T8 (@KroosT8) September 14, 2019
Po przerwie Levante szybko podjęło rękawice i postanowiło zmniejszyć straty. Strzelcem bramki był Borja Mayoral, który wręcz marzył o zdobyciu bramki na tym stadionie. Żeby znaleźć poprzednie trafienie Mayorala na Estadio Santiago Bernabeu trzeba cofnąć się do kwietnia zeszłego roku i domowego zwycięstwa nad Leganes. Warto docenić reakcję publiki, która oklaskiwała swojego wychowanka, pomimo występów dla rywali. A 22-latek zachował się zgodnie z zapowiedziami - nie celebrował bramki. A "Królewscy" ciągle mają sporo wniosków do wyciągnięcia - czwarty mecz tego sezonu i czwarty raz nie udało się zachować czystego konta.
Real Madrid fan applauding Mayoral for his goal and showing respect. #RMALEV pic.twitter.com/kdXbT285Fi
— M•A•J (@Ultra_Suristic) September 14, 2019
Stracona bramka zeszła na dalszy plan, bo doczekaliśmy się wejścia z ławki rezerwowych Edena Hazarda. Belg otrzymał od Zidane'a pół godziny na pokazanie się swoją nową publiką i na dzień dobry był architektem bramki numer cztery, która ostatecznie nie została uznana. Na samą decyzję sędziego czekaliśmy zaskakująco długo, ale wideoweryfikacja w końcu zauważa słuszną pozycję spaloną Jamesa Rodrigueza, który w tym meczu wyrastał na najaktywniejszą postać meczu.
Okej, lekko szokujące zmiany. Nie tak, jak to, że Vinicius w końcu trafił, ale jednak. Całe szczęście, że ten spalony, bo koniec świata był już bliski.
— Tomasz Weinert #KamilaDajeMukęChorobie (@PanTomaszJZW) September 14, 2019
Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić, bo w ostatnim kwadransie bramkę kontaktową zdobył kolejny wychowanek Realu, Gonzalo Melero. Przez dłuższy czas mieliśmy spokojne popołudnie, ale bramka zdobyta przez nowego piłkarza Levante wprowadziła sporą nerwowość w szeregach "Los Blancos". Środkowy pomocnik urwał się Daniemu Carvajalowi przy rzucie rożnym, który zastosował krycie rodem z ligi okręgowej i drużyna z Madrytu mogła powoli niepokoić się o końcowy wynik. Za ewentualny brak kompletu punktów, piłkarze Realu mogliby obwiniać wyłącznie samych siebie, bo statystyki strzałów naprawdę wiele mówiły o przebiegu spotkania - Levante zamieniło dwa celne strzały na dwa gole.
Minuto 76
— LaLigaEnNúmeros 🇪🇸 (@laligaennumeros) September 14, 2019
Tiros a puerta: RMA 13-2 LEV
Goles: RMA 3-2 LEV
W doliczonym czasie gry pachniało wyrównującą bramką Levante, ale Real ostatecznie przetrwał szarżę gości i to gospodarze mogli cieszyć się z kompletu punktów. Wyglądało to jednak tak, jakby piłkarze Realu niedawną przerwę na mecze reprezentacji totalnie zmarnowali, ale to również efekt wielu reprezentantów, którzy wyjechali na zgrupowania i Zinedine Zidane nie miał zbyt wielkiego komfortu pracy w spokojnych warunkach. W tym momencie liczą się trzy punkty i drobny zastrzyk optymizmu przed środowym meczem Ligi Mistrzów przeciwko PSG.
Mecz Realu pełen kontrastów. Z jednej strony fajerwerki ofensywne, z drugiej - błędy w obronie i nerwowa końcówka. Jednak jeśli zostaniemy przy dobrych rzeczach, to był to momentami koncert w ofensywie. #LaZabawa
— Marcin Gazda (@marcin_gazda) September 14, 2019