
Benfica pokazała siłę w dogrywce
To starcie zapowiadało się niezwykle ciekawie. W pierwszym meczu lepsi okazali się podopieczni Nenada Bjelicy, którzy pokonali graczy Benfiki 1:0. Tak niewielka zaliczka, gwarantowała emocje w rewanżu. Gospodarze mieli świadomość tego, że muszą jak najszybciej strzelić bramkę. Skauci, którzy przybyli na to spotkanie, mieli mnóstwo pracy. Na murawie można było zobaczyć wielu utalentowanych, młodych zawodników. Średnia wieku w obu ekipach przekracza niewiele ponad 24 lata. My liczyliśmy na kolejny udany występ Damiana Kądziora.
Składy:
- Benfica: Vlachodimos- Ribeiro (46' Grimaldo), Ferreira, Dias, Almeida- Zivković (46' Jonas), Gabriel, Fejsa, Pizzi (119' Fernandes)- Silva, Filipe (62' Felix)
- Dinamo Zagrzeb: Livaković- Rrahmani, Dilaver, Theophile-Catherine, Stojanović- Olmo, Moro, Gojak (97' Atiemwen)- Kądzior (75' Situm), Petković (86' Gavranović), Orsić (109' Perić)
Od samego początku widać było, która drużyna musi odrabiać straty. Gospodarze dłużej utrzymywali się przy piłce, jednak niewiele z tego wynikało. Nie potrafili oni przebić się przez szczelnie ustawioną defensywę graczy z Zagrzebia. Z każdą kolejną minutą wyglądali oni coraz gorzej. Górę brała frustracja i pojawiły się niedokładne zagrania. Kibice zgromadzeni na stadionie nie mogli już dłużej patrzeć na nieporadność swoich ulubieńców i zaczęli gwizdać. Goście nie dali się zepchnąć do defensywy i starali się rozgrywać piłkę w ataku pozycyjnym. Niestety, oni również nie mieli pomysłu na to, jak zagrozić bramce rywali. Oglądaliśmy zatem długie wymiany podań w środku pola oraz indywidualne akcje, które nie przynosiły oczekiwanych rezultatów. Pierwszy strzał celny w tym spotkaniu padł dopiero w okolicach 35. minuty. Pierwsza połowa była dla mnie sporym rozczarowaniem. Spodziewałem się intensywnej rywalizacji i wielu ataków z obu stron, a zamiast tego, obejrzałem mnóstwo niedokładnych podań i fauli. Po przerwie po prostu musiało być lepiej.
Trener Benfiki już na samym początku drugiej części spotkania dokonał dwóch zmian. Na boisku pojawili się Jonas oraz Alex Grimaldo. Gospodarze poprawili swoją grę i z każdą upływającą minutą, zyskiwali coraz większą przewagę. W końcu bramkarze mogli popisać się swoimi umiejętnościami i obronić kilka strzałów. Na otwarcie wyniku musieliśmy czekać aż do 72. minuty. Gola dla Benfiki zdobył Jonas. Brazylijski snajper doskonale odnalazł się w okolicach pola karnego i zdecydował się na sprytne uderzenie z powietrza. Z interwencją nie zdążył Dominik Livaković i stadion oszalał. W dwumeczu mieliśmy zatem remis i mogliśmy powoli szykować się na dogrywkę.
Imponujące było to, jak pojawienie się na boisku Jonasa, odmieniło ofensywne poczynania gospodarzy. Sam Brazylijczyk przez 10 minut zrobił więcej, niż jego koledzy przez całą pierwszą połowę. Na jego nieszczęście, swój dzień miał bramkarz Dinama, który nie zamierzał skapitulować po raz drugi. W końcówce mieliśmy mnóstwo akcji z obu stron, jednak żadna z ekip nie zdobyła decydującego gola. Ostateczne rozstrzygnięcie miała przynieść dogrywka. Już cztery minuty po jej rozpoczęciu, do siatki trafił Ferro. Portugalski obrońca zgarnął wybitą z pola karnego piłkę i popisał się piekielnie mocnym uderzeniem. W tej sytuacji bramkarz nie miał żadnych szans na obronę. Było to po prostu uderzenie perfekcyjne.
W 104. minucie doszło do dość nietypowej sytuacji. Petar Stojanović nie mógł pogodzić się z decyzją sędziego o odgwizdaniu faulu i... otrzymał najpierw jedną, a po sekundzie drugą żółtą kartkę za dyskusję z arbitrem. W efekcie wcześniej udał się do szatni. Minutę później Alex Grimaldo w efektowny sposób rozstrzygnął rywalizację w tej parze. Postanowił on uderzyć jeszcze lepiej, niż jego kolega kilka minut wcześniej. Strzelił zza pola karnego, a piłka spadła prosto za plecy bramkarza. Kibice w tym momencie zaczęli już świętowanie. Do końca spotkania nie wydarzyło się już nic ciekawego i ostateczny wynik tego dwumeczu to 3:1 dla Benfiki.