
Lechia jak Hiszpania - echa meczu Broendby vs. Lechia
Lechia w celu poszukiwania szczęścia wybrała się do Kopenhagi, gdzie miał czekać upragniony cel - awans do kolejnej rundy eliminacji do Ligi Europy. Niestety, piłkarze gdańskiego klubu przez ostatnie ponad dwie godziny mogli poczuć się jak reprezentacja Hiszpanii sprzed lat - grali jak nigdy, przegrali jak zawsze. Broendby pokonało gdańszczan 4:1.
Brøndby IF: Marvin Schwaebe - Kevin Mensah, Paulus Arajuuri, Hjoertur Hermannsson, Anthony Jung - Dominik Kaiser, Josip Radosevic, Lasse Vigen (77' Tobias Borchgrevink) - Simon Hedlund (90' Jesper Lindstroem), Kamil Wilczek, Simon Tibbling (70' Mikael Uhre)
Lechia Gdańsk: Dusan Kuciak - Karol Fila, Michał Nalepa, Błażej Augustyn, Filip Mladenović - Daniel Łukasik (57' Maciej Gajos), Patryk Lipski, Tomasz Makowski - Lukas Haraslin (97' Rafał Wolski), Flavio Paixao (97' Artur Sobiech), Żarko Udovicić (57' Sławomir Peszko)
Atmosfera wyjątkowego zdarzenia w historii Lechii wyczuwane było na wiele godzin przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Wszyscy nerwowo wyczekiwali początku meczu, ale jednocześnie w głębi duszy liczyli na świętowanie awansu na terenie rywala. Pewien margines spokoju dawał pierwszy mecz z Gdańska, który zdobywca Pucharu Polski zakończył zwycięsko. Równie ważne było to, że lechiści pozostawili po sobie bardzo pozytywne wrażenie.
Dawać już ten mecz. #BIFLGD 🙄 pic.twitter.com/0zpGGB4Eds
— Tomek Hatta (@Fyordung) August 1, 2019
Czuję napięcie #BIFLGD ⚽️
— Rafał 'Rafči' S. 🇵🇱🇳🇴 (@rafci81) August 1, 2019
Cisza przed burzą #Lechia #BIFLGD pic.twitter.com/vrzz2cbBiQ
— Tomek R (@beceen1) August 1, 2019
Niestety, pierwszy kwadrans zakończył się w najgorszy z możliwych sposobów dla podopiecznych Piotra Stokowca. Gospodarze w pierwszych minutach mieli aż trzy rzuty rożne i ostatni z nich przyniósł korzyść zawodnikom Broendby. W polu karnym Lechii najwyżej wyskoczył Paulus Arajuuri i Fin otworzył wynik spotkania. Ekstraklasa dopadnie nas jednak wszędzie, nawet jeśli znajduje się w szeregach przeciwników. Ten gol zabił na dłuższą chwilę pewność siebie gdańszczan, a jednocześnie piłkarze Broendby nabrali wiatru w żagle. Pewnym pocieszeniem mógł być fakt, że przedstawiciel polskiej piłki stracił bramkę w początkowej fazie meczu. Aczkolwiek popularny na Twitterze Mateusz Trzpis przekazał dość przerażającą statystykę, która w ogóle nie napawała optymizmem.
Kiedy ostatnio Arajuuri strzelił gola drużynie Piotra Stokowca, ta przegrała 3:0.
— MateuszTrzpis (@Mateusztrzpis) August 1, 2019
2016 - Zagłębie - Lech.#BIFLGD
Dużo czasu zajęło nam oczekiwanie na przebudzenie mocy ze strony gdańskiej drużyny, ale strzał Lukasa Haraslina nie stworzył żadnych problemów bramkarzowi Broendby, bo piłka po uderzeniu Słowaka poleciała prosto w ręce golkipera. Praktycznie przez całą pierwszą połowę groźniejsze akcje tworzyli Duńczycy, ale szczęście fragmentami sprzyjało naszej drużynie. Przykład? Strzał Simona Hedlunda zatrzymał się na poprzeczce. W danym momencie defensywa Lechii mogła bezradnie spoglądać na akcje rywali. Niestety, takie zachowania działy się o wiele częściej. Zbyt często i jedyną nadzieją dla piłkarze okazała się przerwa. Zejście do szatni przyszło w najlepszym czasie dla gdańszczan.
Lechia musi być dużo aktywniejsza w defensywie. Jeśli nadal będzie tam "stojando i patrzando" to przez najbliższy rok będzie pluć sobie w brodę za nieskuteczność z meczu w Gdańsku #BIFLGD #brolgd
— Kuba Cimoszko (@kubacimoszko) August 1, 2019
Rów Mariański to przy polskiej piłce klubowej w europejskich pucharach Mount Everest 🏔#LigaEuropy #KUPLEG #RIGPIA #BIFLGD
— 🇰🇳 Damian Majewski (@Majewski_D) August 1, 2019
W drugiej połowie otrzymaliśmy dowód na to, że nasz kraj stoi napastnikiem. Niestety, tym razem nie będę wspominał o Arturze Sobiechu, a bardziej o tym robiącym furorę w duńskiej lidze. Były król strzelców Ekstraklasy miał sporo przestrzeni w polu karnym Lechii Gdańsk i bez żadnego kłopotu pokonał z bliskiej odległości Dusana Kuciaka. Wystarczającą karą dla napastnika krzywdzącego zespołów z ojczyzny niech będzie brak powołania do reprezentacji Polski. A nie, czekajcie, przecież już teraz nie przyjeżdża na zgrupowania. Traktujcie ten fragment z ogromnym przymrużeniem oka - Wilczek udowodnił prawdziwą klasę snajpera, a jego jedynym problemem jest fakt, że rywalizuje z Lewandowskim, Piątkiem oraz Milikiem.
Nie jest źle z naszą piłką, wszak to nasi piłkarze wyrzucają nasze drużyny z pucharów!#RIGPIA #BIFLGD
— Michał Wojciechowski (@Michal__Woj) August 1, 2019
Lechia zaprezentowała w tym meczu świetne proporcje dotyczące wyjściowej jedenastki - sześciu Polaków i pięciu obcokrajowców. Za gdańską ofensywę odpowiada zagraniczne trio, a centralną postacią był ponownie Portugalczyk, Flavio Paixao. Przy akcji bramkowej przydał się jednak nos trenerski Piotra Stokowca, który ponownie nie zawiódł. Na dośrodkowanie w polu karnym zdecydował się wprowadzony z ławki Sławomir Peszko, a były gracz Śląska Wrocław ponownie wlał nadzieję w serca kibiców.
Peszkin, przepraszam że w Ciebie wątpiłem!@LechiaGdanskSA @BrondbyIF #BIFLGD
— Marek Wilczewski (@MarekWilczewsk2) August 1, 2019
Po kolejnych dziesięciu minutach największe emocje ponownie wzbudziła akcja z byłym stoperem Lecha Poznań, ale tym razem Fin wykazał się we własnym polu karnym. Piłka trafiła w rękę środkowego obrońcy, ale na jego korzyść działają niedawno wprowadzone przepisy mówiące o intencji zagrania. A powtórki dość jasno pokazały, że Arajuuri starał się uciec od futbolówki. Poniższy tweet mniej więcej pozwoli Wam ocenić samemu całą tą sytuację. Ja przychylam się do opinii sędziego.
Jednak bez karnego #BIFLGD pic.twitter.com/bsXc5ZbnJi
— GOL24.pl (@GOL24pl) August 1, 2019
Cieszy jednak to, że trzecia drużyna zeszłego sezonu przebudziła się po strzeleniu kontaktowego gola. Ożywiła się gra ofensywna, defensywa również wyglądała na szczelniejszą. W końcu ta bramka spowodowała, że sprawa awansu ponownie była otwarta! Nie zmieniło się również to, że Broendby najgroźniejsze było poprzez stałe fragmenty gry. To, co było niecodzienne to fakt, że polski zespół gra jak równy z równym przeciwko drużynie, która była wyraźny faworytem przed rozpoczęciem tej rywalizacji.
Nie wiem jak się skończy, ale już duże brawa dla @LechiaGdanskSA za II połowę. Tak właśnie należy grać w Europie: dużo ruchu, otwarta gra i ryzyko #BIFLGD
— Kuba Cimoszko (@kubacimoszko) August 1, 2019
Broendby to klub, który upatrzył sobie tworzenie prawdziwych horrorów z polskimi klubami. Przez lata żyliśmy wspomnieniami starcia z Widzewem Łódź, ale Lechia Gdańsk postanowiła dołączyć do tego wąskiego grona i przedłużyć starcie o dogrywkę. Prawdziwy stres rozpoczął się już cztery minuty po rozpoczęciu dogrywki, bo Karol Fila nie zdołał upilnować Jespera Lindstroema i to Broendby po raz kolejny stało w uprzywilejowanej pozycji w końcowej fazie meczu.
Niestety... Tak btw to słowo "niestety" to polscy kibice mogą sobie skopiować i zostawić na następny moment... #BIFLGD
— Wojciech Bąkowicz (@WBakowicz) August 1, 2019
Lechia zostawiła kawał serca, jej gra naprawdę przypominała granie w piłkę nożną i praktycznie do samego końca liczyła się w walce o awans do kolejnej rundy eliminacji. Piłkarze Lechii rzucili wszystkie siły na szarżę, a Broendby cierpliwie czekało na wyprowadzenie kontry. Doczekała się tuż przed końcowym gwizdkiem, a prawdziwym jokerem w talii okazał się Jesper Lindstroem. W Gdańsku nikt nie będzie ganił swoich idoli za postawę w tym meczu, ale umknęła niepowtarzalna szansa na pokazanie się szerokiej publiczności. W rozgrywkach do samego końca pozostanie zaledwie Stadion Energa Gdańsk czyli obiekt finału tegorocznej edycji Ligi Europy. Teraz pozostało nam żałować niewykorzystanych sytuacji z pierwszego spotkania.
#BIFLGD pic.twitter.com/DBSfbltqmF
— Mateusz (@mati_football) August 1, 2019