
Nieprzerwany sen ''Wilków'' o triumfie, a Szwajcarzy pewni siebie i z awansem
Wiemy, że czujecie już nadchodzącą Ligę Mistrzów i zacieracie rączki na samą myśl o tym, że te prestiżowe rozgrywki wracają do życia. Zanim jednak Wasze myśli będą skupione wokół nadchodzącego weekendu, Liga Europy nieśmiało macha ręką i przypomina o swoim istnieniu. A piłkarska przystawka, którą delektowaliśmy się na przestrzeni ostatnich dwóch dni, była naprawdę zjadliwa. Olympiakos ponownie zawitał na Wyspy Brytyjskie po pokonaniu Arsenalu we wcześniejszej rundzie, ale Grecy tym razem wrócili na tarczy. Za to Bazylea postawiła kropkę nad "i" w dwumeczu z Eintrachtem Frankfurt. Meczom z 21:00 przyglądali się nasi Mikołaj Krzywkowski i Tomasz Dwurznik.
Mecze Serie A, LaLiga oraz innych najlepszych lig pełnoletni widzowie mogą oglądać i obstawiać na stronie sponsora portalu, Betclic.pl. SPRAWDŹ TUTAJ!
MATERIAŁY PROMOCYJNE PARTNERA | W grach hazardowych mogą uczestniczyć wyłącznie osoby, które ukończyły 18 lat. Udział w nielegalnych grach hazardowych jest przestępstwem. | Hazard może uzależniać. BEM to legalny bukmacher. Gra u nielegalnych grozi konsekwencjami prawnymi.
Wolverhampton Wanderers - Olympiakos SFP 1:0 (pierwszy mecz 1:1)
Głównymi bohaterami meczu byli piłkarze, chociaż przy akompaniamencie polskiego arbitra - Szymona Marciniaka. Jako pierwsi do głosu doszli gospodarze, którzy jeszcze przed upływem pierwszego kwadransa objęli prowadzenie. Sędzia z Płocka dopatrzył się faulu bramkarza Olympiakosu, chociaż prawda jest jedna - Bobby Allain dał pretekst do odgwizdania przewinienia w polu karnym. Francuzowi uciekła piłka i jedynym wyjściem było faulowanie przeciwnika. Do piłki ustawionej jedenaście metrów od bramki podszedł Raúl Jiménez i meksykański napastnik pewnie wykorzystał rzut karny. Po jakimś czasie do głosu doszli goście z Pireusu i nawet stosunkowo szybko doprowadzili do wyrównania, ale bramka nie została uznana. Szymon Marciniak, dzięki pomocy sędziów obsługujących VAR, odgwizdał spalonego.
W drugiej połowie wciąż obserwowaliśmy wyrównane spotkanie, chociaż tempo rozgrywania akcji było mocno spacerowe. Gospodarze skupili się przede wszystkim na dowiezieniu korzystnego rezultatu, a tym samym Olympiakos przejął inicjatywę w tym meczu i próbował doprowadzić do dogrywki. Brakowało jednak wykończenia i można zaryzykować, że gdyby ten mecz trwał nawet do soboty, to klub z aglomeracji Aten wciąż miałby ogromne problemy ze zdobyciem upragnionej bramki. By być jednak sprawiedliwym, to trzeba docenić postawę Rui Patrício. Mistrz Europy z reprezentacją Portugalii stawał na posterunku, gdy zaistniała taka potrzeba. Wolverhampton musi jednak wyciągnąć wnioski z dzisiejszego starcia, bo w kolejnej rundzie czekają piłkarze Sevilli i zespół z Andaluzji w ramach Ligi Europy czują się jak ryba w wodzie.
🇲🇽 Raúl Jiménez has been directly involved in 7 goals in 8 UEL games this season (4 goals, 3 assists) ⚽️#UEL pic.twitter.com/X5N1azXEwk
— UEFA Europa League (@EuropaLeague) August 6, 2020
FT | #WOL 1-0 #OLY
— Wolves (@Wolves) August 6, 2020
THE FINAL WHISTLE BLOWS!! Wolves are in the @EuropaLeague quarter finals! #WOLOLY
⏱🐺 pic.twitter.com/kDrObFmG49
At home in the Europa League this season, Wolverhampton Wanderers have scored 18 goals and conceded just 2. They’ve kept a clean sheet in each of their last 4 home games in the competition.
— Statman Dave (@StatmanDave) August 6, 2020
Nuno’s the special one. 🇵🇹🎶 pic.twitter.com/5Ibmi18KkE
FC Basel - Eintracht Frankfurt 1:0 (pierwszy mecz 3:0)
W pierwszym spotkaniu górą był zespół ze Szwajcarii, pokonując 0:3 na wyjeździe niemiecki Eintracht Frankfurt. O ile FC Basel zagwarantowało sobie kwalifikacje do Ligi Europy w przyszłym sezonie, tak ich dzisiejszy rywal zajął dopiero dziewiątą lokatę na koniec sezonu Bundesligi, więc o ponownej grze w Europie mogą już tylko pomarzyć. Do tego wysoka porażka w pierwszym starciu nie przyniosła im chluby. Tylko cud mógłby teraz uratować ekipę Adiego Huttera, w co nikt chyba nie wierzył. Do tego Antonio Mateu Lahoz jako główny arbiter.
Mecz nie toczył się w jakimś zawrotnym tempie, choć więcej sytuacji stworzyli sobie podopieczni Adiego Huttera, jednak futbolówka nie chciała wpaść do sieci. Każda kolejna minuta bez gola działała na niekorzyść dla niemieckiej drużyny, która musiała odrobić co najmniej trzy bramki, do tego nie stracić ani jednej. W dogodnej pozycji do otworzenia wyniku znalazł się Sebastian Rode z Eintrachtu, ale w tym przypadku zawiodła decyzyjność. Niepotrzebnie uwikłał się w drybling, zamiast strzelać. Później kapitalne szanse na zabicie tego dwumeczu mieli piłkarze FC Basel, ale i po tej stronie brakowało odpowiedniego wykończenia.
LFC w 2005 strzeliło trzy bramki Eintracht Frankfurt też może 👍
— Artur Trzaska (@ArtTrzaska) August 6, 2020
Jak Bernhard Heusler odszedł ze struktur Basel (8 tytułów z rzędu za jego kadencji), doszło do rewolucji. M. Streller został dyr. sportowym, ale już ustąpił. Odpadnięcie z Apollonem w el. LE, kompromitacja z YB (1:7). Klub nadal w odbudowie, dlatego 1/4 #UEL ma szczególny wymiar.
— Kamil Rogólski (@K_Rogolski) August 6, 2020
Strzały na bramkę w pierwszej odsłonie były, ale żeby po takowych zadrżały serca kibiców ostrzeliwanej drużyny, to tego nie możemy powiedzieć. Przy takim wyniku po czterdziestu pięciu minutach Eintracht musiałby nam zaserwować to, czego w 2005 roku w finale Ligi Mistrzów dokonał Liverpool. Na plus na pewno było to, że skutecznie odpierali ataki FC Basel, zaś na minus to, że koledzy z ataku nie potrafili wziąć przykładu od kolegów z defensywy. W 56. minucie mieliśmy krótko rozegrany rzut rożny Eintrachtu, który zakończył się strzałem "a'la Polish Ekstraklasa", kiedy jeden z zawodników kropnął tak, że futbolówka wylądowała na aucie.
Na nudę nie mogliśmy narzekać, ponieważ działo się sporo, tyle że brakowało konkretów w postaci bramek. Dobiegała 80. minuta. Żaden kataklizm nie mógłby już przechylić szali na stronę drużyny z Niemiec, jednak na słowa uznania swoją postawą zasłużył na pewno Kevin Trapp, ratujący swój zespół kilkukrotnie w niemalże stu procentowych sytuacjach. Właściwie od pewnego momentu czekaliśmy tylko na końcowy gwizdek, po którym szwajcarska drużyna już oficjalnie mogła cieszyć się z awansu do kolejnej rundy. Na szczęście dla widzów siedzących przed telewizorami, mecz nie zakończył się wynikiem 0:0. W 88. minucie Kevin Trapp już nie zdołał uchronić swojej ekipy przed utratą gola. Fajnie przed polem karnym pograli gospodarze, a całość efektownym rajdem już wewnątrz prostokąta, mijając jeszcze bramkarza, zwieńczył Fabian Frei.
Eintracht w poprzedniej edycji w drodze do półfinału z Chelsea: Marsylia, Lazio, Apollon, Szachtar, Inter, Benfica 😁
— Maciek Zaremba (@ZarembaMac) August 5, 2020