
Porto awansuje po emocjonującej dogrywce
Przed tym spotkaniem sprawa awansu do ćwierćfinału w dalszym ciągu była otwarta. W pierwszym meczu Roma pokonała Porto 2:1. Dwa gole dla gospodarzy strzelił Zaniolo, który dzisiaj chciał potwierdzić swoją wysoką dyspozycję. Bramka zdobyta na wyjeździe, dawała Portugalczykom nadzieję na odwrócenie losów tego dwumeczu. W obu ekipach mieliśmy dzisiaj mieszankę doświadczenia z młodością i liczyłem na to, że spotkanie rewanżowe będzie równie ciekawe, jak pierwsze starcie tych zespołów.
Składy:
- FC Porto: Casillas- Telles, Pepe, Felipe, Militao (103' Pereira)- Otavio (93' Hernani), Herrera, Pereira, Corona (69' Brahimi)- Soares (78' Andrade), Marega
- AS Roma: Olsen- Marcano (76' Cristante), Manolas, Jesus, Kolarov, Karsdorp (55' Florenzi)- De Rossi (49' Pellegrini), Nzonzi, Perotti, Zaniolo- Dżeko
Od samego początku widać było, kto musi odrabiać straty. Gospodarze grali pressingiem, chcąc jak najszybciej odzyskać piłkę. Niestety więcej po obu stronach było fauli, niż efektownych zagrań. Za przewinienia żółte kartki otrzymali Nicolo Zaniolo oraz Hector Herrera. Gracze Porto nie potrafili zagrozić bramce rywala poprzez wymianę kilku dokładnych podań. Decydowali się zatem na akcje indywidualne oraz strzały z dystansu, co nie przynosiło oczekiwanych rezultatów. Tak było do 26. minuty. Wtedy to Manolas stracił piłkę na własnej połowie, a po chwili futbolówka zatrzepotała już w siatce. Moussa Marega skierował dokładne podanie do Soaresa, który z bliska wpakował piłkę do pustej bramki. Teraz to Roma musiała gonić wynik.
Trzeba powiedzieć, że wyszło im to całkiem nieźle. W 36. minucie, w polu karnym Porto szalał Perotti, z którym nie poradził sobie Militao i obrońca gospodarzy sfaulował Argentyńczyka. Sędzia musiał w tej sytuacji podyktować rzut karny. Do ustawionej na jedenastym metrze piłki, podszedł Daniele De Rossi i z łatwością pokonał niezwykle doświadczonego Casillasa. Od momentu zdobycia bramki wyrównującej, rzymianie cofnęli się do defensywy i czekali na to, co zrobią ich rywale. Tuż przed przerwą wszyscy kibice Romy zamarli. Kontuzji nabawił się bowiem kapitan zespołu i nie był on w stanie już kontynuować gry. W jego miejsce na murawie pojawił się Lorenzo Pellegrini. Pierwsza połowa była naprawdę ciekawa i już nie mogłem się doczekać drugich 45 minut. "Smoki" potrzebowały tylko jednego gola, aby doprowadzić do dogrywki.
Gospodarze mieli świadomość tego, że czas działał na ich niekorzyść, dlatego ruszyli do zmasowanych ataków. Na efekty nie trzeba było długo czekać. W 52. minucie Corona dośrodkował piłkę w pole karne Romy. Obrońcy zupełnie pogubili się w kryciu, na czym skorzystał Marega i pewnym strzałem pod poprzeczkę, pokonał Olsena. Stadion oszalał, a gracze Porto rozkręcali się z każdą kolejną akcją. Czas upływał i nikt nie chciał zaryzykować. Pół godziny przed końcem regulaminowego czasu gry, intensywność meczu wyraźnie spadła, a w grze obu ekip brakowało płynności. W okolicach 80. minuty obudzili się gospodarze, którzy nie pozwalali piłkarzom Romy opuścić własnego pola karnego. Niestety kibice zgromadzeni na stadionie, nie obejrzeli kolejnego gola. Wszystko miała rozstrzygnąć dogrywka.
Podczas dodatkowych 30 minut nie działo się nic ciekawego, aż do 114. minuty. Wtedy to Fernando upadł w polu karnym Romy i arbiter po skorzystaniu z VAR-u, wskazał na wapno. Alex Telles zamienił karnego na bramkę i graczy Porto dzieliło już tylko kilka minut od awansu do ćwierćfinału. Będący w szoku goście, nie zdążyli odpowiedzieć i wraz z końcowym gwizdkiem arbitra, w Porto rozpoczęło się świętowanie. Gospodarze potrafili odrobić straty z pierwszego spotkania i zasłużenie awansowali do kolejnej rundy.