Sie
14
2020
Skomentuj

Tylko cud może pomóc - Barcelona przed Ligą Mistrzów

Liczyć na to, że FC Barcelona zgarnie w tym roku Ligę Mistrzów to jak mieć nadzieję, że moje przewidywania odnośnie piłkarskich rozstrzygnięć w końcu zaczną się sprawdzać. Niby jakaś szansa jest, ale musiałoby zajść tak wiele nieprzewidywalnych czynników, że w gruncie rzeczy jest to praktycznie niemożliwe. Z tą drobną różnicą, że Barcelona ma Messiego, a ja niestety nie, więc w sumie nadal lepiej stawiać na awans Barcy, niż spełnienie moich proroctw.


Mecze Serie A, LaLiga oraz innych najlepszych lig pełnoletni widzowie mogą oglądać i obstawiać na stronie sponsora portalu, Betclic.pl.  SPRAWDŹ TUTAJ!

MATERIAŁY PROMOCYJNE PARTNERA | W grach hazardowych mogą uczestniczyć wyłącznie osoby, które ukończyły 18 lat. Udział w nielegalnych grach hazardowych jest przestępstwem. | Hazard może uzależniać. BEM to legalny bukmacher. Gra u nielegalnych grozi konsekwencjami prawnymi. 


Mówić można wiele. Bartomeu stwierdził niedawno, że „Barcelona zawsze jest faworytem w Lidze Mistrzów”. Frazes tak potworny, jak postawa Dumy Katalonii w tym sezonie. Ja rozumiem, że propagandę trzeba szerzyć, i że niektórych kibiców takie deklaracje jarają, ale ja wolę opierać się na nieco bardziej rzeczowych analizach. Spójrzmy na przykład na kursy, jakie Betclic wystawił na poszczególne kluby oceniając ich szanse na końcowy triumf. Dużego zaskoczenia nie ma – na czele Bayern i Manchester City (po 4,5), za nimi PSG (6), a dopiero w dalszej kolejności na równi FC Barcelona i Atletico Madryt (10). Dość powiedzieć, że niewiele niższy kurs jest na końcowe zwycięstwo w tych elitarnych rozgrywkach… Atalanty (11).

Poza tym, na litość boską – tutaj naprawdę nie trzeba szczegółowej analizy. Wystarczy popatrzeć jaką piłkę grała FC Barcelona pod wodzę Qique Setiena by z łatwością ocenić, że to się nie uda. Wiadomo, że piłka nożna jest nieprzewidywalna. Kolejny, piękny frazes, którym można karmić nadzieję, ale styl gry zespołu i wyniki mówią same za siebie. Spośród 3 realnych sprawdzianów w „jedenastu ostatnich finałach” ligowych tylko w meczu z Villarrealem FC Barcelona stanęła na wysokości zadania wygrywają na wyjeździe 4:1 po naprawdę ładnej grze. Z Sevillą na wyjeździe udało się jedynie wywieźć bezbramkowy remis, a u siebie nastąpił niestety podział punktów z Atletico. Do tego dodajmy remis z Celtą Vigo i okazuje się, że z 11 meczów (z czego 6 z zespołami z dolnej połowy tabeli), które trzeba było wygrać udało się zgarnąć komplet punktów zaledwie (w kontekście deklaracji) w 7 meczach. Wymowne.

Przed sezonem Messi mówił pięknie – „wierzę w ten zespół i sztab szkoleniowy. Oczyściliśmy głowy i wiem, że powalczymy o wszystkie trofea”. Prawie pykło, pomijając fakt, że póki co wszystkie trofea przegrali. Została Liga Mistrzów gdzie też nic nie zapowiada sukcesu, ale przecież „powalczyli”, więc nie było kłamstwa. Poza tym Messi wierzył w sztab szkoleniowy Valverde i nie dało się nie dostrzec rozgoryczenia faktem, że bask został zwolniony i zastąpiony ulubieńcem fanów - Qique Setienem… to znaczy wtedy ulubieńcem, bo teraz słychać coraz mniej pochwalnych głosów na temat jego katalońskiego DNA piłkarskiego, a coraz bliżej narzekania, że przez niego Barcelona jest bliska dna. W tym wypadu nie chwaliłbym się na dwa dni przed meczem z Napoli, że Ter Stegen jest zawodnikiem ratującym tyłek...

Porównajmy obu panów. Ekipa za Valverde w trakcie 145 meczów strzelała średnio 2,34 gola na mecz. Średnia z 23 meczów za Setiena to 1,96. Oczywiście Barcelona bardzo dużo podaje teraz piłkę, ale niestety głównie w poprzek boiska i mało jest zrywów czy przyspieszeń, bez których penetrowanie obrony rywali ogranicza się jedynie do podania piłki Messiemu, by ten coś wykombinował. Zajebista taktyka, ale niestety w wielu meczach tak to właśnie wyglądało. I strach pomyśleć co byłoby bez Argentyńczyka (który według niektórych był bez formy), skoro w 42 meczach Leo strzelił 30 bramek i dorzucił 26 asyst. W skrócie wypracował 56 bramek ze 103, które Barcelona zdobyła w tym sezonie. Ponad połowę… Barelona Setiena potrafiła kilkukrotnie zaskoczyć i pokazać coś jednocześnie efektownego jak i efektywnego na boisku, ale na palcach jednej ręki mogę policzyć mecze, w których do tego doszło. To jednak trochę za mało.

Dodajmy do tego beznadziejną atmosferę panującą w klubie. Zawodnicy nie trawią zarządu, a część z nich dodatkowo kompletnie olewa trenera i jego sztab. Niby ostatnio doszło do zebrania zawodników, sztabu i przedstawicieli zarządu, niby udało się zakopać topór wojenny (choć pewnie tylko na chwilę odłożono go na bok), niby wszyscy znowu są teraz optymistami, ale ja w te bajki już nie wierzę. Takie zgrzyty wśród takiej grupy nie znikają po jednej rozmowie.

Trudna sytuacja finansowa zmusza dodatkowo do sprzedaży zawodników i ogranicza jakiekolwiek opcje zakupowe, co nikogo nie napawa optymizmem. I choćbym założył różowe okulary i starał się dostrzec pozytywy przed nadchodzącymi meczami w Lidze Mistrzów, to naprawdę jest mi ciężko znaleźć punkt zaczepienia. O skali dramatu niech świadczy fakt, że nawet po bramkowym remisie 1:1 w wyjazdowym meczu z SSC Napoli naprawdę nie jestem przesadnie spokojny o awans. Jeśli się nie uda, to będzie prawdziwa katastrofa. A jak się uda? To w następnej rundzie czeka Bayern Monachium (raczej szans na awans Chelsea nie widzę), który po wznowieniu rozgrywek grał naprawdę świetną piłkę i ostrzy sobie zęby na końcowy sukces. Powtórki ze słynnego 0:7 na szczęście nie będzie, bo rozegrany zostanie tylko jeden mecz, ale bez cudu i wyjątkowej formy Messiego nie ma co myśleć o sukcesie.

Podsumujmy jeszcze sytuację kadrową. O dziwo nie ma kontuzji – nawet szklany Dembele powinien być gotowy na mecz z Bayernem (o ile Barca nie odpadnie w rewanżu z Włochami), ale patrząc na formę zawodników i tak nie ma hurraoptymizmu. Luis Suarez i Griezmann mieli w ostatnich dwóch miesiącach dobre momenty, ale większość minut spędzonych przez nich na boisku powinny być uznane za zmarnowane (żeby nie napisać wprost, że grali padakę). W środku pola kibice liczą na młodziutkiego Riquiego Puiga, co wiele mówi o stanie tej kluczowej formacji. Prawdziwego kreatora brak, bo Arthur i tak od dawna nie miał formy, a dodatkowo obraził się na klub i nie wrócił z Brazylii… bo nie. Normalnie ostatnio mem na memie w tym klubie.

Forma Busquetsa to sinusoida, a Frenkie de Jong nadal nie wskoczył na oczekiwany poziom. Vidal stara się i szarpie, a Rakitić potrafi być naprawdę solidny, ale ogółem ciężko wierzyć, że tak nierówny środek pola będzie potrafił zdominować Bayern czy Manchester City. Powtórzę raz jeszcze – na ten moment kibice powinni bać się o Napoli, zamiast wybiegać w przyszłość. Zawodnicy Gattuso to nie są ludzie z przypadku i naprawdę niczego nie można wykluczyć.

I w sumie dochodzimy do pozytywu! Formacja defensywna i bramkarz od czerwca stają na wysokości zadania. W sumie przerażający pozytyw jeśli w kwestii Barcelony, która jeszcze kilka lat temu nie przykładała wagi do tego ile straci goli, dopóki strzeli więcej niż rywal, nagle zaczynamy się cieszyć, że choć z przodu przeciętnie to przynajmniej ograniczono liczbę kiksów i wpadek w obronie. A nie! Przepraszam… jest jedna wpadka. Umtiti i jego wysoki kontrakt, ale przed Ligą Mistrzów na pewno nic nie uda się z tym zrobić.

Podsumowując pozwolę sobie uprzedzić krytyków przekonujących, że kibic powinien wierzyć do końca. Ja tam specjalnej wiary nie mam, ale zdecydowanie mam nadzieję, bo przecież ta umiera ostatnia. Dopóki piłka w grze, dopóki Messi na boisku, dopóki gwizdy się dobrze układają, a szamani Umtitiego odprawiają czary wszystko jest możliwe… ale kasy na to nie postawię.

Komentarze2
Musisz być zalogowany aby dodawać komentarze.

Najczęściej czytane...

Video
34
17 Wrzesień 2017

Tete zgasił Neymara [VIDEO]

Video
1
11 Październik 2017

Lewy w parodii Jeden Osiem L - Jak Zapomnieć

Video
5
3 Październik 2017

Wojciech Szczęsny w roli dziennikarza! Mistrzowskie pytanie o Krychowiaka! xD [VIDEO]

Video
10
18 Wrzesień 2017

Neymar chce strzelać rzut karny, ale Cavani... [VIDEO]