
Łatwo być ładnym! Trudniej wygrywać!
W środowy wieczór były dwie możliwości. Albo obejrzeć mecz Manchesteru City, który na dobrą sprawę #nikogo, albo starcie na Wembley. Mecz awizowany jako wielki hit i starcie silnego angielskiego zespołu z włoskim gigantem. Juventus jest jedynym poważnym przedstawicielem Serie A w tym sezonie w LM (chyba, że Roma zaskoczy), więc sympatycy włoskiej Serie A trzymali mocno kciuki za Bianconerich niezależnie od prywatnych sympatii. No i stało się. Juventus awansował do ćwierćfinału rozgrywek UEFA Champions League. Mało brakło, żeby Szymon Marciniak pojawił się rano na okładce Tuttosport. Ale o Marciniaku potem. Juve dało nam pokaz piłkarskiego cynizmu i wskazało drogę jak należy wygrywać ważne mecze.
Tottenham podchodził do meczu rewanżowego z Juventusem w roli faworyta. W sumie nie ma co się dziwić. W twierdzy Juventusu na Allianz Stadium, gdzie miejscowi z reguły robią swoim przeciwnikom z d... gwint jesień średniowiecza, zaprezentowali kawał dobrego futbolu i zaliczył comeback. I w meczu na Wembley zagrali zdecydowanie lepiej zwłaszcza w pierwszej połowie, gdzie Juventus nie był w stanie oddać celnego strzału na bramkę, a Son szalał w ofensywie Kogutów. I ten oto Koreańczyk po dramatycznym błędzie defensywy Białej Damy (#PDK) strzelił gola, który miał ustawić dwumecz. Ciekawi tylko jedno. Dlaczego Khedira po raz kolejny uskutecznia krycie Pjanicia? Ciężko to stwierdzić, ale słaba postawa defensywy i słabe wyczucie Buffona spowodowało taką sytuację.
Aż tak fartownego meczu Juve w LM sobie nie przypominam. Tottenham w dwumeczu absolutnie zasłużył na awans.
— Michał Borkowski (@mbork88) 7 marca 2018
Trzeba pamiętać również o tym, że Juventus to najbardziej wyrachowana i cyniczna drużyna w XXI wieku. Juventusu po prostu nie można zostawić nawet na ułamek sekundy, bo ten właśnie ułamek może być zabójczy. I w przypadku tego meczu był dwukrotnie na przestrzeni trzech minut. Najpierw Higuain znajduje się tam gdzie powinien być, a potem posyła magicznego passa w stronę Dybali, a jego rodak nie zwykł marnować takich sytuacji. I to by było w zasadzie na tyle z gry Juventusu. Dwa gole i murowanie. I tak w kółko przez cały sezon. Aczkolwiek trzeba pamiętać, że Juventus dopiero w marcu zaczyna grać na poważnie.
Zmiany Allegriego: Asamoah, Lichstainer, Sturaro. Maxiu śmieje się w twarz wszystkim. Juventus na marzec podpisał jakiś pieprzony cyrograf na wygrywanie
— Dominik Mucha (@DominikMucha) 7 marca 2018
Facet jest o krok od wylotu z LM, potrzebuje dwóch goli i na luzie wpuszcza sobie będące na wylocie wahadła grozy pamiętające początki Conte w Turynie.
— Michał Borkowski (@mbork88) 7 marca 2018
Ludzie się pukają w głowę, a wychodzi na jego, jak zawsze. Pan Trener.
A Tottenham? Nie zdał egzaminu. Wyszedł w tym meczu ich brak doświadczenia na arenie międzynarodowej i na takie pragmatyczne zespoły jak właśnie Juventus są za ciency w uszach, bo zapomnieli, że przeciwko nim nie ma marginesu błędu. Allegri zrewanżował się po siedmiu latach na Totkach w LM i może kroczyć dalej i powoli zastanawiać się kogo następnego przydzieli im los w pucharach. Do kompletu przełamał klątwę Juventusu z angielskimi drużynami. Przy okazji mają komfort w lidze, bo zależą w tym momencie wyłącznie na siebie. Tak czy inaczej dla Allegriego zaczyna się zabawa i pytanie tylko, na czym będzie stało Juve za dwa miesiące.
LM 98/99: Man United, 2:3/1:1, odpadnięcie w 1/2
— Michał Borkowski (@mbork88) 7 marca 2018
LM 04/05: Liverpool, 0:0/1:2, odpadnięcie w 1/4
LM 05/06: Arsenal, 0:0/0:2, opadnięcie w 1/4
LM 08/09: Chelsea, 2:2/0:1, odpadnięcie w 1/8
LE 09/10: Fulham, 3:1/1:4, odpadnięcie w 1/8
Klątwa, klątwa i po klątwie:) pic.twitter.com/rIggXkuZIe