Maj
09
2019
Skomentuj

Footroll w terenie - znów w Łodzi, znów na Widzewie

Widzew Łódź grał dzisiaj awansem ostatni mecz domowy w tym sezonie II ligi. Tak samo było w zeszłym roku – również mierzył się w przedostatnim spotkaniu sezonu III ligi z ekipą zamieszaną ciągle w walkę o awans wyżej. Wtedy była to Lechia Tomaszów Mazowiecki, dziś to była Olimpia Grudziądz. Znów postanowiliśmy się wybrać do Łodzi, co jest w sumie dla miasta w centralnej części Polski sporym komplementem – urzekła nas całkowicie. Najpierw na ŁKS-ie, a później na Widzewie… problem w tym, że zobaczyliśmy mecz, który może stać dla RTS-u czarnym koszmarem.

Zajeżdżamy z Warszawy. Czas co prawda gonił, ale spokojnie zdążyliśmy. Wszędzie czerwono, dokładnie tak samo jak przed meczem z Radomiakiem, na którym też gościliśmy. Dookoła unosił się zapach. Nie testosteronu, nie napalmu. Ale też był miły. To był zapach giętej przed stadionem – wiecie, jak to kusi? Jednak tym razem nie mogliśmy skosztować, czas gonił. Kiedy byliśmy pod P138, była 18:55. 15 minut do meczu – godziny 19:10, symbolizującej datę powstania klubu. Dlatego i tym razem catering odpuszczamy. A tyle się istotnie nasłuchaliśmy, że jest pyszny.

W tym samym dniu, w którym odbywał się mecz, w Łodzi koncert w Atlas Arenie grał Lenny Kravitz. Dziś Widzew miał wyjść na mecz z Olimpią (przełożony z uwagi na to, że RTS musi oddać stadion FIFA przed mistrzostwami świata do lat 20) właśnie w rytmie Kravitza – ostro, rockowo. Działo się jednak też w innej części Łodzi - w ratuszu przegłosowano dofinansowanie budowy stadionu lokalnego rywala Widzewa, Łódzkiego Klubu Sportowego. ŁKS jest świeżo upieczonym ekstraklasowiczem i już wiadomo, że dostanie trzy trybuny. Może się okazać, że wyprzedzą Zabrze w budowie pełnego obiektu. I nikt już nie będzie się z nich śmiał. Tak jak śmiano się z formy sportowej Widzewa.

Ich plany na koniec sezonu zakładały dwa starcia – widzewiacy mieli zagrać w ostatnich dwóch meczach z drużynami, z którymi nie wygrali jesienią – z GKS-em Bełchatów bronili się w dziewiątkę przeciwko jedenastu rywalom. Skończyło się na 0:0. A później pojechali do Grudziądza – Widzew prowadził tam 2:0. I przegrał 2:3 w wyniku trzech akcji w końcowej fazie spotkania. W dodatku trener Widzewa, Jacek Paszulewicz miał zmierzyć się z drużyną, którą już kiedyś prowadził.

Oddajmy jedno - pierwszy raz doświadczyłem czegoś takiego, że fani Widzewa w jednej chwili, gdy zwietrzyli okazję do przejęcia głupio straconej piłki na szesnastym metrze, od razu się podnieśli, a gdy tylko piłkarz Widzewa piłkę stracił, po stadionie niosło się zsynchronizowane „no ku**a!” To jest w sumie takie mało polskie, jak ładnie reaguje na wydarzenia boiskowe cały stadion Widzewa, na którym znów standardowo jest głośno. Nie będę przesadzał – pełne Old Trafford jest cichsze od stadionu Widzewa. Kiedy „czerwona armia ta” ryknie z całej siły, nie ma co zbierać.

A sportowo? Cóż, Widzew atakował  raz po raz, Olimpia tak naprawdę statystowała nieco przy gospodarzach, którzy wiedzieli, jaka jest stawka meczu. Wiedzieli też, gdy tracili gola na 0:1. Ten rajd zawodnika Olimpii z rywalem na plecach był po prostu zwieńczeniem akcji, której Widzew w tym meczu w ogóle nie przeprowadził.

Wystarczyło, by tę małą grupę doprowadzić do ekstazy.

I co ciekawe… Widzew jak typowa polska drużyna zaczął grać po stracie gola. Tzn. wiem, że typowy styl polskiej drużyny to granie na 1:0 i cofnięcie się. Ale tutaj zastosowano ten drugi wariant. Dziwna rzecz się stała – sekwencja z drugiej połowy była naprawdę zabawna. Na boisko wszedł Dario Kristo, który zdążył już w Łodzi narobić sobie sympatyków. Potem Widzew traci gola. Wściekły Wolański, wściekły Michalski. A tymczasem co później robi RTS? Zaczyna festiwal tzw. naparzania na bramkę gości. Olimpia nie wie, co robić. Kończy się to golem dla Widzewa Mateusza Michalskiego – tego samego, na którym powinien być odgwizdany rzut karny w pierwszej połowie i który robił naprawdę sporą przewagę na lewym skrzydle. Ale co z tego, że Widzew naprawdę cisnął? Co z tego, że w kółko powtarzano, że tenże Dario Kristo trafi w 93. minucie? Wcześniej trafiła Olimpia. Tak, Olimpia. Z karnego. Słusznie podyktowany. 2:1.

Tak jak w zeszłym roku, Widzewowi pozostał jeden mecz – mecz wyjazdowy. Wtedy też zmieniana trenera w trakcie rundy – Franciszka Smudę zastąpił Radosław Mroczkowski. Potem ten sam Mroczkowski wyleciał, a jego następcą został Jacek Paszulewicz, który zdawał sobie sprawę z tego, jak wielkie zadanie przed nim. Tymczasem RTS jest naprawdę blisko… i może wywalić się tuż przed progiem drzwi. Które i tak za moment mogą zostać zamknięte. Niektórym puszczały nerwy.

Ostatnio zresztą ominęło nas to wydarzenie, które miało miejsce w loży – podczas meczu Widzew – Radomiak. To tylko pokazuje, jakie wielkie ciśnienie jest w dużych miastach na to, aby zaliczać sportowe awanse. W Widzewie jest z tym problemem – klub się podnosi, ale okupione jest to wszystko zbyt dużym bólem. Bólem, który widać po tych wszystkich ludziach.

Footroll lubi wracać do Łodzi, ale odkąd pojawialiśmy się na łódzkich stadionach, to ani ŁKS, ani Widzew nie wygrały. Tzn. inaczej – widzieliśmy zwycięstwo Jacka Paszulewicza, ale jeszcze w barwach GKS-u Katowice, przeciwko ŁKS-owi. Mamy jednak nadzieję, że nikt nie ma tego wypadu za złe. W Łodzi będzie pięknie, nie dajcie sobie wmówić, że miałoby być inaczej.

Najczęściej czytane...

Video
17 Wrzesień 2017

Tete zgasił Neymara [VIDEO]

Video
11 Październik 2017

Lewy w parodii Jeden Osiem L - Jak Zapomnieć

Video
3 Październik 2017

Wojciech Szczęsny w roli dziennikarza! Mistrzowskie pytanie o Krychowiaka! xD [VIDEO]

Video
18 Wrzesień 2017

Neymar chce strzelać rzut karny, ale Cavani... [VIDEO]