
Wielki talent z opóźnionym zapłonem czy hit jednego sezonu?
W połowie września nikt nie przypuszczał, że o graczach Crystal Palace będzie można powiedzieć cokolwiek pozytywnego. Orły były bowiem na najlepszej drodze do spadku z Premier League i to z takim hukiem, jakiego nikt nigdy nie zaliczył. Po siedmiu spotkaniach miały one wciąż zero punktów na koncie, mało tego nie zdołały nawet zdobyć bramki. Przełamanie nastąpiło w spotkaniu z Chelsea. Zwycięstwo 2-1 dał im Wilfried Zaha, dla którego był to początek niesamowitego okresu w jego karierze. Iworyjczyk, który w sumie do niedawna czuł się jeszcze Anglikiem, stał się od tamtego czasu jednym z najbardziej niebezpiecznych skrzydłowych ligi, a na chwile obecną być może nawet najgroźniejszym.
Pewnie stwierdzicie, że propaguję tu jakieś herezje. W lidze, w której mamy Sane, Sancheza, Salaha i Martiala najlepszym skrzydłowym miałby być zawodnik ligowego średniaka, który jeszcze nie tak dawno był pewniakiem do spadku? Pozwólcie więc, że przedstawię niezbyte dowody. Jeśli chcemy porównać skuteczność zawodników i ich wpływ na wyniki drużyn, nie możemy patrzeć tylko na same bramki. Przecież oczywistym jest, że piłkarze lepszych drużyn strzelą więcej goli, bo ich zespół zdobywa ich więcej. Dlatego określmy jakim procentem wszystkich trafień, są te strzelone przez skrzydłowych, których mamy na myśli. Wynik Zahy to 26%. Więcej ma tylko kosmiczny Salah, który wyśrubował rezultat o wartości 36%. Niemniej jednak jest to wciąż wybitny wynik na tle całej ligi. Poza tym, Zaha przewodzi w innej, bardzo istotnej dla skrzydłowego statystyce. Ma najwięcej udanych dryblingów, bo aż 32. Najbliżej ma do niego Sterling, który ma ich 30.
Wszystko to wie już od dawna Antonio Conte, który jest głównym kandydatem do zostania nowym menedżerem Iworyjczyka. Chelsea chce sprowadzić skrzydłowego już zimą, a na stole może pojawić się oferta w wysokości ponad 30 milionów funtów. Byłby to ogromny zarobek dla Crystal Palace zważywszy na to, że zakupili go za 4 bańki. Nie jest jednak powiedziane, że Roy Hodgson puści go już w styczniu. Zaha będzie bowiem ogromnie istotną częścią mechanizmu, który ma zapewnić Orłom pewny byt w Premier League.
Teraz zastanówmy się, czy możemy mówić o Wilfiredzie w kontekście wielkiego talentu, który dopiero teraz się ujawnił, czy raczej hitu jednego sezonu. Przypomnijmy, że Zaha uchodził za bardzo obiecującego zawodnika już kilka lat temu, kiedy Manchester United wyciągał go z Crystal Palace właśnie. Wtedy skrzydłowy zawiódł, nie mógł wywalczyć sobie miejsca w składzie Czerwonych Diabłów. Wydaje mi się, że najzwyczajniej w świecie wrzucono go na za głęboką wodę. Iworyjczyk po prostu nie rozwinął się tak szybko, jak tego od niego oczekiwano. Teraz w końcu osiągnął ten poziom, ale czy będzie potrafił go utrzymać? Moim zdaniem nie. Takich przypadków jak ten mieliśmy mnóstwo. Zawodnik wybija się w średnim klubie, bo akurat ma dobry moment. W związku z jego dobrą formą, sprowadza go lepszy zespół i tu zaczyna się problem. Taki piłkarz czuł się jak ryba w wodzie wśród piłkarzy gorszych od siebie, ale nie potrafi wskoczyć na wyższy poziom i rozwinąć się w otoczeniu lepszych zawodników. Niestety dla Zahy, tak właśnie widziałbym jego karierę po ewentualnym transferze. Skoro do 25 roku życia nie potrafił osiągnąć wysokiej formy i jej utrzymać, teraz nagle tym bardziej tego nie zrobi, a ostatnie wyśmienite rezultaty wynikają z chwilowej zwyżki formy. Dlatego najlepiej dla niego będzie pozostać w Crystal Palace, korzystać z niedługiego blasku jupiterów, pomóc Orłom w utrzymaniu i przede wszystkim nie zbłaźnić się ewentualnym transferem.