
Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki
Dwa lata temu był najpopularniejszym nastolatkiem w Polsce. Prawdopodobnie mógł mieć każdą dziewczynę na pstryknięcie palcami. Jeśli czuł się jak młody bóg, nie dziwię mu się. W końcu jeśli wychwala cię Gary Lineker, to nie robi tego bez powodu. Kapustka zagrał całkiem dobry turniej na Euro we Francji, jak z resztą cała nasza reprezentacja. Kilku piłkarzy odeszło potem do mocniejszych zespołów, a jednym z nich był właśnie młodziutki skrzydłowy Cracovii. Leicester zapłaciło krakowskiemu klubowi 5 milionów euro z nadzieją, że Kapustka będzie skrzydłowym na lata. Z tym lataniem było kompletnie na opak, bo Polak zamiast wysoko szybować, szybko rozbił się na Wyspach. W Premier League nawet nie zadebiutował. Udało mu się zaledwie zagrać w trzech spotkaniach Pucharu Anglii. W tak zwanym międzyczasie występował w rezerwach. Rok temu wypożyczono go do Freiburga. Tam sytuacja była nieco lepsza, ale Polak i tak się nie spisał. Mówiono, że prawdopodobnie wróci do ojczyzny, ale Kapustka nie zamierza się łatwo poddawać.
Udzielił ostatnio wywiadu dla Przeglądu Sportowego, w którym jasno przyznał, że będzie walczył o miejsce w składzie. Na tę chwilę Leicester prowadzi Claude Puel, który przychodził do klubu już po tym, jak Polaka wypożyczono. Oznacza to, że skrzydłowy ma u Francuza czystą kartę, którą wypadałoby zapisać samymi superlatywami. Na razie jednak pozostaje mu ciężko trenować, dopiero za jakiś miesiąc, kiedy Premier League będzie się rozpoczynało, Kapustka dowie się na czym stoi. Wtedy jednak może być już trochę za późno.
Dobrze jest wierzyć w siebie, ale lepiej jest obiektywnie się oceniać. Kapustka na pewno ma talent na miarę Premier League, ale czy inne cechy również się do niej nadają? Swoim dwuletnim zastojem pokazał, że rzucił się na zbyt głęboką wodę i niemalże utopił swoją karierę. Nie jestem przekonany, czy nabyte doświadczenie nauczyło go dostatecznie dobrze pływać, by znów nie zatonąć. Być może powrót do ojczyzny faktycznie byłby lepszym pomysłem. Wiadomo, trzeba byłoby posypać trochę głowę popiołem, w końcu wracałby z metką zmarnowanego talentu, ale to właśnie w ojczyźnie najłatwiej odnalazłby formę. Jeśli teraz mu się nie uda, kolejna klęska może mu całkowicie podciąć skrzydła, a potem nie będzie już z czego nawet zbierać go do kupy. Uważam, że popełnia błąd, ale mam jednocześnie ogromną nadzieję, że to ja się mylę. Wracając do hydrologicznych metafor. Nie wchodzi się do tej samej rzeki. Miejmy nadzieję, że jej prąd nie porwie Kapustki na dobre.