
Jeszcze nie wszystko stracone z tym Fekirem?
Obecnie brytyjski rynek transferowy kręci się wyłącznie wokół Chelsea, z którą łączy się chyba każdego przyzwoitego piłkarza na globie, a i pewnie kogoś z twojej rodziny również. Na samym początku jednak to Liverpool rządził i dzielił. The Reds zaczęli z bardzo wysokiego "C", kontraktując Fabinho. Chwilę potem oficjalnie zaprezentowano Naby'ego Keitę, a kilka dni temu do składu dołączył jeszcze Xherdan Shaqiri. Jednak zanim Szwajcar związał się z Liverpoolczykami umową, w czerwonej części miasta Beatlesów wszyscy wyczekiwali innego gracza ofensywnego. The Reds mieli już niemalże podpisaną umowę z Nabilem Fekirem. Wydawało się, że oficjalna prezentacja piłkarza jest kwestią godzin. Tymczasem transfer zaliczył spektakularną wywrotkę na ostatniej prostej, przez co Fekir pojechał na Mundial jeszcze jako piłkarz Lyonu. Z takim samym statusem z niego wraca, ale już niedługo może się to zmienić.
Jak podaje Daily Mirror, obydwa kluby mają przystąpić do ponownych negocjacji. Podobno ma się tak stać głównie na prośbę samego piłkarza, który chciałby dołączyć do zespołu Jurgena Kloppa. Wydawać by się mogło, że wystarczy wobec tego uzgodnić ten szczególik, który uniemożliwił wcześniejszy transfer i wszystko będzie w porządku. Liverpool zamierza się jednak trochę wycwanić i dalej negocjować kwotę odstępnego.
Wcześniej mówiło się, że The Reds będą musieli wyłożyć na stół Francuzów aż 70 milionów funtów. Wyspiarze nie zamierzają się już jednak na to godzić. Jak podaje źródło, nie będą oni chcieli wypłacać Lyonowi wszystkiego od razu, a w rocznych ratach, które będą trwały tyle, ile kontrakt Fekira. Mało tego, Liverpoolczycy chcą sobie zastrzec, że w przypadku kontuzji piłkarza zapłacą mniej. jest to spowodowane obawami o nie do końca zdrowe kolano zawodnika.
Jeśli Liverpoolczykom udałoby się przekonać Lyon do takiego transferu, okazaliby się prawdziwymi rekinami biznesu. Nie dość, że zyskaliby naprawdę dobrego piłkarza, który ma potencjał, by jeszcze się rozwinąć, to jeszcze zabezpieczyliby się na ewentualność wpadki. W końcu piłkarzowi zawsze można "przez przypadek" złamać nogę na treningu, jak będzie słabo grał, nie?