
Malcom jednak w Anglii?!
Malcom ma za sobą świetny sezon. Był kluczowym zawodnikiem dla Bordeaux i to w znacznej mierze dzięki niemy Żyrondyści zagrają w przyszłych rozgrywkach w eliminacjach do Ligi Europy. Brazylijczyk strzelił w końcu 12 goli i zaliczył aż 7 asyst. Poza tym, brał udział w jeszcze wielu innych bramkowych sytuacjach, których statystyki już nie ujęły. Innymi słowy, gdyby nie on. Bordeux miałoby zapewnione kilka spotkań w nadchodzącym sezonie mniej.
Takie wyczyny oczywiście musiały zainteresować poważne europejskie zespoły. Już zimą bardzo zabiegały o niego dwie drużyny z Londynu, Tottenham i Arsenal. Wydawało się, że Koguty są już nawet po słowie z klubem i zawodnikiem. Bordeaux miało puścić go latem i wszystko wskazywało na to, że wraz z rozpoczęciem okienka zobaczymy go w trykocie Tottenhamu. Później do akcji wkroczył jednak Inter Mediolan, który od kilku tygodni był już w zasadzie stuprocentowym faworytem. O Kogutach zapomniano, to właśnie Nerazzuri mieli być nowym pracodawcą skrzydłowego. Żyliśmy z takim przekonaniem do wczoraj. Wtedy właśnie z Wysp zaczęły dopływać bardzo interesujące wieści.
Sky Sports podało bowiem, że Malcom nie trafi do Interu, ani nawet do Włoch. W przyszłym sezonie zagra w Premier League, ale jak się okazuje nie w Tottenhamie, ani nawet nie w Londynie. Nowy pracodawcą Brazylijczyka ma zostać Everton. Podobno wszystko jest już dogadane, a dowodzić tego mają bardzo konkretne informacje odnośnie umowy i kwoty odstępnego. Malcom ma kosztować 30 milionów funtów, a z The Toffees zwiąże się umową, która będzie obowiązywała do 30 czerwca 2023 roku. Na jej mocy ma zarabiać około 80 tysięcy funtów tygodniowo.
Szok i niedowierzanie. Jeśli ten transfer dojdzie do skutku, nie wiem czy można będzie opisać go innym epitetem niż "idiotyczny". Malcom to zawodnik, który już w tej chwili powinien grać w Lidze Mistrzów i bez problemu zmieściłby się w pierwszym składzie drużyny występującej w tych rozgrywkach? Dlaczego więc decydować się na transfer do Evertonu? To tylko wstrzyma rozwój jego kariery, a nie go pospieszy, bo nie wierze, że budowany w niebieskiej części Liverpoolu okaże się takim strzałem w dziesiątkę, że Brazylijczyk dobrze na tym wyjdzie.