
Guardiola w końcu kupi sobie środkowego pomocnika?
Pep Guardiola to wielbiciel podań. Są trenerzy, który radzą swoim piłkarzom, by unikali ich jak ognia, bo ich ilość nie determinuje liczby strzelonych goli, czego najlepszym dowodem są Hiszpanie z meczu z Rosjanami. Jeśli jednak szkoleniowiec dysponuje odpowiednimi zawodnikami i bardzo słuszną teorię, mogą się one okazać śmiertelną bronią. Dzięki nim Manchester City wygrał ligę w zeszłym sezonie, a gole, które strzelali nie raz wyglądały tak, że obywatele po prostu wchodzili z piłka do bramki, ponieważ doszczętnie rozklepali obronę rywali. Guardiola absolutnie nie zamierza rezygnować z tego stylu gry, dlatego potrzebuje kolejnych zawodników, którzy będą go egzekwować. Dlatego niezbędny jest solidny środkowy pomocnik, ze znalezieniem którego są na razie nie małe problemy.
Najpierw Guardiola miał kupić Freda. Od początku jego usługami byli też jednak zainteresowani sąsiedzi z czerwonej części Manchesteru. W pewnym momencie Hiszpana chyba zmęczyły przepychanki o Brazylijczyka i postanowił postawić na Jorginho. W tym czasie United spokojnie zakontraktowało sobie Freda, a Obywatele pracowali nad sprowadzeniem Włocha. Ten nabił ich jednak w butelkę i w ostatniej chwili postanowił podążyć za swoim szkoleniowcem, Maurizio Sarrim do Chelsea. W efekcie Guardiola został z pustymi rękami. Ta sytuacja już naprawdę go poirytowała i przy trzecim podejściu nie zamierza już popełniać błędu. Wypatrzył sobie konkretnego zawodnika, za którego będzie musiał jednak zapłacić nie małe pieniądze.
Jak donosi Sport Mediaset, Manchester City będzie intensywnie starał się o pozyskanie Miralema Pjanicia. Według źródła Obywatele nie zamierzają się łaskotać w tym tańcu i od razy przygotowują ofertę nie do odrzucenia. Na stole Starej Damy ma się bowiem pojawić okrąglutkie 100 milionów euro. Mało tego, Guardiola podobno już rozmawiał na temat transferu z samym piłkarzem i próbował go do niego przekonać.
Stara Dama bardzo chętnie przyjmie takie pieniądze, ponieważ ogromny hajs przehulała na Ronaldo. Za Bośniaka dostałaby prawie tyle samo, ile wydała, więc komisja do spraw finansowego fair play odczepiłaby się od Juventusu już na dobre. Sam Pjanić nie jest też piłkarzem nie do zastąpienia. Da się to zrobić wydając jedną trzecią zarobionej kwoty. W przypadku wpłynięcia oficjalnej oferty głupotą byłoby nie skorzystać. A w Turynie próżno szukać głupich ludzi, szczególnie jeśli chodzi o interesy.