
Puchar zostaje w Portugalii - echa finału Ligi Narodów
Przed finałem Ligi Narodów teoretycznie w lepszej sytuacji byli Portugalczycy. Po pierwsze mieli więcej czasu na odpoczynek - swój półfinał grali dzień wcześniej, niż Holendrzy, a na dodatek "Oranje" wywalczyli awans dopiero po rzutach karnych. Poza tym Ronaldo i spółka byli u siebie - na dobrze znanym piłkarzom Estadio do Dragao. O tym jednak przed meczem żaden zawodnik nie myślał, a wszyscy kibice zastanawiali się nad tym, czy Virgil van Dijk powstrzyma Cristiano Ronaldo.
Składy:
- Portugalia: Patricio- Guerreiro, Ruben Dias, Fonte, Semedo- Carvalho (93' Neves), Danilo Pereira, Fernandes (81' Moutinho)- Guedes (75' Rafa Silva), Ronaldo, Bernardo Silva
- Holandia: Cillessen- Blind, van Dijk, de Ligt, Dumfries- Wijnaldum, de Jong, de Roon (82' Luuk de Jong)- Babel (46' Promes), Depay, Bergwijn (60' van de Beek)
Gra obu ekip od samego początku nie wyglądała najlepiej. Piłkarze nie forsowali tempa i zachowywali się tak, jakby dopiero co wstali z łóżek. Na nasze nieszczęście zawodnicy najwięcej czasu poświęcali na wymianę piłki w środkowej strefie boiska. Brakowała dokładności i szybkich podań. Raz na pięć minut obejrzeliśmy strzał z dystansu, po czym piłka lądowała na trybunach. To były typowe piłkarskie szachy.
Czas upływał, a na boisku w dalszym ciągu nie działo się nic ciekawego. Poziom godny finału utrzymywali jedynie kibice zgromadzeni na trybunach, którzy z nudów zaczęli wymyślać coraz to nowe przyśpiewki. Niestety obie ekipy nastawiły się dzisiaj na zabezpieczenie dostępu do własnej bramki, a osamotnieni napastnicy nie byli w stanie nic zdziałać. Najlepiej obraz gry oddaje statystyka strzałów - Holendrzy w pierwszej połowie ani razu nie uderzali na bramkę Patricio. Na całe szczęście sędzia nie doliczył nic do pierwszej połowy, a ja miałem nadzieję na to, że po przerwie zacznie się w końcu dziać coś ciekawego.
Portugalczycy w końcu zaczęli stwarzać groźne sytuacje pod bramką rywali. Dobrze funkcjonowały skrzydła i często oglądaliśmy dośrodkowania przed bramkę Cillessena. van Dijk i spółka mieli naprawdę sporo pracy od samego początku drugiej połowy. Ciągłe ataki podopiecznych Fernando Santosa przyniosły efekt w 60. minucie. Kapitalne podanie Bernardo Silvy wykorzystał Goncalo Guedes, który piekielnie mocnym uderzeniem pokonał bramkarza. Mieliśmy 1:0 i Holendrzy musieli w końcu wyjść spod własnej bramki.
Depay i spółka nie wyglądali na piłkarzy, którzy za wszelką cenę chcą doprowadzić do wyrównania. Długotrwałe wymiany podań w ataku pozycyjnym nie były najlepszym sposobem na przebicie portugalskiego muru. Grę w dalszym ciągu prowadzili gospodarze i cenne minuty upływały. Podopieczni Ronalda Koemana zdecydowanie za długo konstruowali akcje, umożliwiając tym samym Portugalczykom zorganizowanie się w defensywie.
W ostatnich minutach piłkarze doskonale podsumowali poziom tego meczu, posyłając kilka mocno niecelnych strzałów. Podczas trzech doliczonych minut nie wydarzyło się już nic ciekawego i to Portugalczycy wznieśli puchar do góry. W finale Ronaldo i spółka nie zachwycili, ale jak dobrze wiemy zwycięzców się nie sądzi. Najważniejsze, że cel został osiągnięty.