
Oficjalnie: Argentyna bez selekcjonera
Miniony już Mundial miał wiele zaskoczeń. Zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych. Do tych pierwszych na pewno należą Chorwaci, Rosjanie czy Anglicy. W drugiej grupie możemy za to śmiało umieścić naszą prezentację i finalistów poprzedniego Mundialu, Niemcy i Argentynę. Teoretycznie rzecz biorąc, Albicelestes poradzili sobie najlepiej, ale to oni spotkali się z największa krytyką. Argentyńczycy nie przypominali bowiem w najmniejszym stopniu drużyny, o kolektywie już nie wspominając. Brakowało im nie tylko ambicji i chęci do gry, ale przede wszystkim pomysłu. Polegali tylko na Messim, który przecież sam nic nie jest w stanie zrobić. Oczywiście pełną odpowiedzialność za taki stan rzeczy ponosi Jorge Sampaoli, który mając taką generację piłkarzy, powinien był wycisnąć z niej znacznie więcej.
Właśnie przez to został dziś oficjalnie zwolniony. Argentyńska federacja oficjalnie potwierdziła rozstanie się z nim, które miało odbyć się za porozumieniem stron. Nieoficjalnie mówi się, że miał on otrzymać 2 miliony dolarów odszkodowania, w związku z tym, że zerwano z nim umowę na cztery lata przed jej końcem. Sampaoli miał kontrakt aż do końca czerwca 2022, co było głupotą samą w sobie, ponieważ żadnemu selekcjonerowi nie daje się etatu na tak długo. Dużo mądrzejszym posunięciem byłoby cykliczne odnawianie umowy, jak to miało miejsce w przypadku Adama Nawałki. PZPN oszczędził sobie w ten sposób niepotrzebnych kosztów, o których AFA już nie pomyślało. Za gapowe się płaci.
Mimo to uważam, że Albicelestes podjęli słuszną decyzję. Sampaoli twierdził, że jest dopiero w połowie budowania drużyny, ale biorąc pod uwagę jej obecną strukturę, ten proces potrwałby jeszcze z 10 lat. Argentyńczycy mają zdecydowanie za dobrych zawodników, by przez taki czas być miernymi, a tacy niestety byli w Rosji. Nie wiadomo na razie kto obejmie reprezentację po Sampaolim. Tamtejsi działacze muszą jednak bardzo dobrze zastanowić się nad ewentualnym następcą, by po raz kolejny nie władować się na minę albo co gorsza na Maradonę.