
Przed Ligą Narodów - Francja
Przed nami kolejna przerwa na reprezentacje, a wraz z nią kolejne starcia w Lidze Narodów. W grupie 1 Ligi A w najbliższą sobotę zmierzą się zespoły Niemiec oraz Holandii. Trzeci zespół, aktualnie urzędujący mistrzowie świata – Francuzi w październiku rozegrają tylko jeden mecz w ramach tych rozgrywek, po raz drugi mierząc się z Niemcami. Wcześniej Les Bleues zagrają mecz towarzyski z reprezentacją Islandii. Co słychać u Trójkolorowych? Zapraszam na krótką analizę.
Zwycięskiego składu się nie zmienia…a przynajmniej nie w dużym stopniu. Didier Deschamps na październikowe spotkania powołał 19 z 23 piłkarzy, którzy przywieźli z niedawno zakończonego mundialu w Rosji złote medale. Najwięcej przetasowań, aż 3, możemy dostrzec w nazwiskach defensorów. Miejsca kontuzjowanych Samuela Umtitiego oraz Benjamina Mendy’ego zajęli powracający do kadry Mamadou Sakho oraz Lucas Digne. Po dłuższej nieobecności do dorosłej reprezentacji, kosztem Adila Ramiego, zawitał ponownie Kurt Zouma, a o szansę debiutu w pierwszej kadrze na treningach będzie walczył pomocnik Lyonu, Tanguy Ndombele, powołany w miejsce Corentina Tolisso, którego czekają kilkumiesięczne zmagania z ciężkim urazem.
Tak przedstawia się pełna lista 23 nazwisk powołanych przez Deschampsa:
Francuzi we wrześniu na inaugurację Ligi Narodów zremisowali z poprzednimi mistrzami świata – Niemcami. Mecz ten był dowodem na to, że jakbyś nie nazwali meczów towarzyskich i jakiej otoczki byśmy im nie nadali, to i tak będą po prostu słabe. Obie drużyny nie kwapiły się przez większą część regulaminowego czasu gry do szaleńczych ataków. Musiało upłynąć kilka dobrych minut od zmiany stron, by zaczęło się coś dziać. Do głosu doszli nasi zachodni sąsiedzi, którym udało się kilkukrotnie poważnie zagrozić francuskiej bramce. Jednak za każdym razem świetnymi interwencjami popisywał się Alphonse Areola. Tak oto w pierwszej kolejce mistrzowie świata wywieźli ze stadionu we Frankfurcie jeden punkcik.
Drugie spotkanie zwycięzcy mundialu rozegrali przeciwko drużynie, której na rosyjskich boiskach nie mieliśmy przyjemności podziwiać, czyli Holandii. Przeciwko Oranje mogliśmy oglądać taką Francję, która nie miała sobie równych. Ich napór trwał od pierwszego gwizdka, a został zwieszczony już niecały kwadrans później, bramką zdobytą przez Mbappe. To pozwoliło kontrolować przebieg meczu aż 67. minuty, gdy wyrównał Ryan Babel. Wtedy podopieczni Deschampsa wrzucili wyższy bieg, a na efekty nie trzeba było długo czekać. Już osiem minut później, najbardziej krytykowany za występy w Rosji Giroud efektownym wolejem odzyskał prowadzenie, którego Francuzi nie oddali już do końca.
Z zewnątrz wyglądało to tak, jakby Trójkolorowi zagrali dwa wrześniowe mecze od niechcenia. Zachowawczo z Niemcami i bez forsowania tempa przez całe spotkanie z Holendrami. Tylko w momentach gdy dokręcenie śruby rywalowi było potrzebne, Ci dociskali go do ściany i dość szybko punktowali. Odblokował się Giroud, więc wszystko już w tej kadrze funkcjonuje jak należy. Niemniej jednak wydaje mi się, że gdyby tylko chciało im się chcieć, graliby jeszcze lepiej.
Tylko ta zagwozdka nie daje nam więc odpowiedzi na pytanie, jak wysoki oklep zbierze od nich reprezentacja Islandii. Deschamps da pewnie szansę gry kilku zawodnikom, którzy nie grali na mundialu, możemy się więc spodziewać debiutu wspomnianego wcześniej Ndombele. Jednak jakim składem Francja nie wyszłaby na to spotkanie – uznawana będzie za zdecydowanego faworyta.
Przeciwko Niemcom, tak jak w pierwszym meczu, możemy spodziewać się piłkarskich szachów, lecz i tutaj typuję wygraną Les Bleues. Powody są dwa. Pierwszy nazywa się Kylian. Drugi nazywa się Mbappe. Cudowne dziecko francuskiej piłki nie zatrzymuje się nawet na minutę, a jego ostatnią ofiarą padł Olympique Lyon, któremu zaaplikował pakiet czterech bramek. Ten chłopak nie ma nawet skończonych 20 lat, a już robi różnicę w najważniejszych meczach.
Podsumowując, we francuskiej kadrze wszystko jest po staremu. Po co zmieniać coś, co perfekcyjnie funkcjonuje? Roszady zostały dokonane tylko na pozycjach, na których były potrzebne ze względu na kontuzję. Na poziomie reprezentacyjnym, zgodnie z logiką, mistrzowie świata są nieosiągalni dla żadnego innego rywala. Żodyn kraj ni ma drugiej tak poukładanej drużyny, żodyn. Didier Deschamps zbudował świetny zespół, a teraz zbiera tego owoce. Najważniejszy, Puchar Świata, już do koszyczka wrzucił, teraz trzeba tylko z zimną krwią punktować kolejnych i cieszyć się trwającymi chwilami triumfu.
[Zobacz też: Byłem z Reprezentacją i jako pierwszy w Polsce zrobiłem #VR180]