
Byli mistrzowie świata wyciśnięci niczym pomarańcze
Wczoraj miałem zaszczyt pisania dla Was relacji ze spotkania drużyn, które na mundialu zaprezentowały się zdecydowanie powyżej oczekiwań większości ekspertów. W dniu dzisiejszym zmieniamy biegun o 180 stopni, streszczę Wam starcie zespołu, który w Rosji skompromitował się na całej linii z ekipą, która biletów na ostatni światowy czempionat nawet nie wywalczyła.
Składy:
Holandia: Cillessen – Dumfries, van Dijk, de Ligt, Blind – de Roon, de Jong, Wijnaldum – Bergwijn, Depay, Babel
Niemcy: Neuer – Ginter, Boateng, Hummels, Hector – Kimmich – Muller, Can, Kroos, Werner – Uth
Składy już znamy, no to Panie Turek, kończ zaczynaj ten mecz! Patrząc na postawę obu drużyn, można było gdybać, że pierwszego gwizdka Pana sędziego Cakira wcale nie usłyszeli. Pierwsze 10 minut spotkania w Amsterdamie wyglądało mniej więcej jak cały wczorajszy mecz Chorwatów z Anglikami. Zero składnych akcji, zero szybkiego tempa, zero czegokolwiek. Dopiero po upływie mniej więcej kwadransu do ataku ruszyli byli mistrzowie świata. Blisko strzelenia gola byli Timo Werner oraz Thomas Muller, których ku rozpaczy kibiców Die Mannschaft powstrzymywali odpowiednio Dumfries i Cillessen.
W poczynaniach holenderskiej linii defensywnej było widać dość sporo niefrasobliwości. Błędy w ustawieniu popełniał Denzel Dumfries, a Mathijs De Ligt powoli wchodził w mecz. Widząc lekką nieporadność swoich partnerów Virgil Van Dijk postanowił zareagować. Nie, drodzy czytelnicy, nie mam tu na myśli pokrzykiwania na kolegów i podpowiadania im wskazówek w kwestii ustawienia na boisku. Stoper Liverpoolu zna bardzo starą maksymę mówiącą, że najlepszą obroną jest atak. Po upływie pół godziny VVD znalazł się w odpowiednim miejscu pod bramką Niemców i dobił odbitą od poprzeczki futbolówkę do bramki. Wcześniej uderzał Ryan Babel po centrze Depaya, który rozkręcał się z minuty na minutę. Manuel Neuer przy tym rożnym też dodał sporo od siebie, źle obliczając tor lotu piłki.
Zdobyty gol podziałało na Oranje bardzo motywująco. Kilkadziesiąt sekund później prowadzenie mógł podwoić Babel, ale Mathias Ginter zaprezentował wślizg na poziomie klasy światowej, perfekcyjnie wybijając piłkę niemal z linii bramkowej. Niedługo potem gracze Loewa byli bliscy wyrównania, jednak Muller po kontrze uderzył tylko w boczną siatkę.
Holendrom udało się dowieźć prowadzenie do przerwy, co dodało młodym zawodnikom z formacji obronnej pewności siebie. Udało się zachować czyste konto przez 45 minut? Co stoi na przeszkodzie, by to powtórzyć! Ronald Koeman cofnął zespół, szukając swoich okazji po kontratakach z wykorzystaniem szybkich skrzydłowych. Loew, który musiał gonić wynik zdecydował się niedługo po zmianie stron na podwójną roszadę. Sane i Draxler w miejsce Cana i Mullera. O ile ten drugi nie wniósł zbyt wiele ożywienia w grę Niemców, o tyle zawodnik City pokazał, że niezabranie go na mundial było ogromnym błędem ze strony selekcjonera. Leroy kilka razy zakręcił młodym Dumfriesem, starając się później wypracować sytuacje strzeleckie partnerom, lecz brakowało tego ostatniego podania. Podobnie jak Holendrom, którzy atakowali rzadziej, za to bardzo konkretnie. Trzeba powiedzieć, że kilka razy Depay, Wijnaldum i Babel mogli podjąć lepsze decyzje. Kiedy trzeba było podać, strzelali i odwrotnie. W sytuacji sam na sam z Cillessenem właściwą decyzję odnośnie strzału podjął Sane, lecz wykończenie Niemca było tragiczne.
Czas uciekał nieubłagnie, a w grze gości pomysłów na sforsowanie rywala brakowało z minuty na minutę. Gdy de Ligt i Dumfries rozkręcili się na dobre, byli nie do zatrzymania. Mistrzowie świata z Brazylii próbowali wrzutek na aferę, lecz dośrodkowania lądowały na głowach rywali.
Trzy minuty przed końcem regulaminowego czasu gry Holendrzy wyprowadzili decydujący o wyniku meczu cios. Rezerwowy Promes urwał się prawą stroną, a w sukurs poszedł mu Depay. Dwóch na jednego, tego nie dało się zmarnować. Wyłożenie pierwszego do drugiego, spokojne przyjęcie i odebranie jakichkolwiek szans na choćby punkt. Memphis Depay na skrzydle w United totalnie przepadł, ale dziś na szpicy wyglądał świetnie. Ten zawodnik jest stworzony do gry z kontry, musi dostać podanie na wolne pole, by móc urwać się obrońcom i wypracować sobie okazję do strzału.
Niedługo po strzeleniu gola mógł mieć na koncie dublet. Tym razem Neuera uratowała poprzeczka, ale oczywiście co się odwlecze, to nie uciecze. Wijnaldum otrzymuje piłkę przed polem karnym, wjeżdża w szesnastkę Niemców jak w masło i ustala wynik meczu na 3:0. Final Doom!
Somsiedzie, może by tak zmienić trenera? Niemiecka federacja po blamażu na MŚ postanowiła dalej zaufać Loewowi, jednak gołym okiem widać, że w tej drużynie coś się wypaliło. Brakuje pomysłu, brakuje napastnika, brakuje lidera, brakuje drużyny. Jest tylko zlepek indywidualności i nic poza tym. Ktokolwiek nie będzie prowadził dalej kadry naszych zachodnich sąsiadów, będzie się mierzył z trudnym zdaniem.
A Holendrzy? Wydają się wychodzić na prostą. Z upływem czasu czuli się na boisku coraz pewniej i mimo optycznej przewagi Niemców mieli mecz pod kontrolą, co świetnie przypieczętowali w końcówce zdobywając 2 gole po kontrach. Czy będzie to pierwszy z wielu milowych kroków w celu odbudowania dawnej potęgi Oranje. Oby! Bo pomału zaczynam już tęsknić za Pomarańczowymi na wielkich imprezach.
Holandia 3:0 Niemcy
van Dijk 30', Depay 87', Wijnaldum 90+3'
[Zmiażdzyli nas! Oceny Polaków po meczu z Portugalią]