
Bezradny Milan przegrywa na San Siro z Fiorentiną
Piłkarze Milanu, po odpadnięciu z europejskich pucharów mogą skupić się na walce o ligowe punkty. Przed tym spotkaniem zajmowali piątą pozycję i wszyscy kibice liczą na wywalczenie miejsca, dającego Ligę Mistrzów w przyszłym sezonie. Dzisiaj gościli na San Siro ekipę Fiorentiny, która utrzymuje się w środku tabeli.
Składy:
AC Milan: Donnarumma- Rodriguez, Romagnoli, Zapata, Abate (83' Conti)- Calhanoglu, Mauri (67' Cutrone), Calabria- Castillejo (68' Laxalt), Higuain, Suso
ACF Fiorentina: Lafont- Biraghi, Hugo, Pezzella, Milenkovic- Fernandes, Veretout, Benassi (87' Laurini)- Mirallas (62' Gerson), Simeone (88' Pjaca), Chiesa
Przed meczem wydawało się, że to gospodarze od pierwszych minut ruszą na bramkę gości i będą chcieli jak najszybciej objąć prowadzenie. Tymczasem piłkarze Fiorentiny nie dali zepchnąć się do defensywy i oddali kilka strzałów na bramkę strzeżoną przez Donnarummę. Od pierwszych minut oglądaliśmy bardzo wyrównaną rywalizację. Najlepszą okazję na zdobycie gola miał Hakan Calhanoglu, jednak kiedy piłka szczęśliwie trafiła pod jego nogi, chybił z bliskiej odległości. W okolicach 30 minuty piłkarze "Rossonerich" na dłużej pojawili się w polu karnym rywala. Najgroźniejszą sytuację wypracował Ricardo Rodriguez, jednak uderzoną przez niego piłkę, za linię końcową sparował Alban Lafont. W grze gospodarzy brakowało dokładności. Mieli oni mnóstwo stałych fragmentów gry, z których mogli stworzyć zagrożenie, jednak każda dośrodkowywana piłka była wybijana przez obrońców.
Po pierwszej połowie można było stwierdzić, że oglądamy mecz dwóch zespołów, które sąsiadują ze sobą w tabeli. Piłkarze Fiorentiny w niczym nie odstawali od swoich przeciwników i zaskoczyli mnie swoją odpowiedzialnością w defensywie. Gennaro Gattuso miał na pewno wiele do powiedzenia swoim podopiecznym w szatni, bo grając w ten sposób, nie utrzymają oni miejsca w czołówce ligi.
Liczyliśmy, że druga połowa przyniesie w końcu jakieś gole. Martwił mnie brak zmian w ekipie Milanu, ponieważ w nich szukałem szansy na poprawę gry. Takowe jednak nie nastąpiły, a zawodnicy kontynuowali usypianie wszystkich zgromadzonych na trybunach i przed telewizorami. Wyczekiwane przeze mnie roszady nastąpiły dopiero w okolicy 60 minuty. Jednym z wprowadzonych piłkarzy był Patrick Cutrone, który miał odmienić ofensywne poczynania "Rossonerich".
Uśpieni defensorzy gospodarzy zostali obudzeni w 73. minucie za sprawą Federico Chiesy. Włoch postanowił wziąć sprawy w swoje nogi i piekielnym uderzeniem zza pola karnego pokonał Donnarummę. Goście prowadzili, a do końca spotkania pozostało jedynie 20 minut. W szeregach Milanu zaczęło robić się nerwowo, stąd dwie żółte kartki, które obejrzeli kolejno Suso oraz Romagnoli. Czas uciekał, gwizdy były coraz głośniejsze, a gospodarze w dalszym ciągu nie mieli pomysłu na przedostanie się pod pole karne Fiorentiny. W zmianie rezultatu nie pomogły nawet cztery doliczone minuty i podopieczni Gennaro Gattuso schodzili z boiska pokonani.
Fiorentina wykorzystała bezradność i kompletny brak pomysłu na grę ze strony gospodarzy. Na wstępie wróżyłem Milanowi walkę o miejsce premiowane grą w Lidze Mistrzów, a może się okazać, że zaraz wypadną poza czołową szóstkę. Gattuso musi jak najszybciej wstrząsnąć szatnią, bo w przeciwnym razie ten sezon skończy się dla nich fatalnie.