Kwi
03
2019
Skomentuj

BundesWywiad #2 - FC Schalke 04

W końcu jest, po wielu miesiącach powrót do serii, którą zapoczątkowałem gruby rok temu. Tym razem na spacerze po niemieckich stadionach, zabieram Was do serca Zagłębia Ruhry w Gelsenkirchen, gdzie na terenach klubu FC Schalke 04 Gelsenkirchen rozmawiałem z człowiekiem odpowiedzialnym za kibiców klubu. Dlaczego ten klub jest bardziej "polski" niż BVB? Jak wspominany jest Tomek Hajto? Zapraszam.

Zanim zaczniemy, krótkie backstory. Samo dotarcie do samego miasta, jak i stadionu było wyjątkowo problematyczne i pechowe. Mój autobus spóźnił się o godzinę, przegapiłem pociąg z Dortmundu do Gelsenkirchen, ale wszystko zrekompensował mi przemiły pracownik a zarazem wielki kibic klubu z Gelsenkirchen. Przed samym wywiadem zostałem oprowadzony po całym terenie klubu Schalke. Od boisk dla młodzików, po budynki biurowe. Na sam koniec miałem przyjemność wejść również do stadionu, który jest otwarty dla każdego z kibiców. O dziwo, patrząc na wrogów z Dortmundu, Schalke wydaje się bardziej przyjazne... może dlatego, że zgodzili się na wywiad w przeciwieństwie do BVB... ale dosyć tych uszczypliwości. Lecimy!

Jesteś w klubie odpowiedzialny za kibiców. To z nimi ustalasz oprawy stadionu, przeróżne akcje, samemu będąc kibicem. Jak zrobić ze swojej pasji - źródło dochodu.

To było właściwie zupełnie przypadkowe. Pracowałem wcześniej w muzeum Schalkę jako przewodnik. Starałem się angażować w klub i jego politykę jako kibic i z czasem powstała taka możliwość pracy dla Schalke. To nie jest oczywiście coś, na co się składa podanie (śmiech). Jak najbardziej potrzeba tutaj wieloletniego doświadczenia z klubem, trzeba nim żyć. Trzeba być Schalke.

Bardzo często spotykam się z określeniem, że Bundesliga nazywana jest już Bayern-Liga. Nieważne czy mają dobry sezon, czy zły sezon, najczęściej udaje im się wyraźnie zdominować ligę. Jak to wygląda z perspektywy kibica Schalke. Nie frustruje Was to?

Muszę zaznaczyć, że my tutaj nie przywiązujemy do tego wielkiej wagi. W poprzednim sezonie byliśmy wicemistrzem Niemiec i byliśmy z tego bardzo zadowoleni. Oczywiście istniała czysto sportowa frustracja, ale umiemy się cieszyć z tego, co osiągamy. Nawet jeśli oznacza to tylko wicemistrzostwo, które było dla nas bardziej zaskoczeniem. Staramy się po prostu w swoim stylu iść do przodu, nie oglądać się za siebie i cieszyć się sukcesami. Co do Bayernu, mają piekielnie mocną drużynę, wiele indywidualności które potrafią zrobić różnicę w decydującym meczu jak np. Lewandowski i dlatego też zawsze mają przewagę. Jednym zdaniem, presji nie mamy żadnej i do każdego sezonu podchodzimy na luzie.

Czyli presji nie ma w ogóle, dopóki na horyzoncie nie pojawi się Borussia Dortmund. Opowiedz mi o tym, dlaczego akurat Dortmund, a nie Kolonia czy Leverkusen?

Tak właściwie to nie ma jednego konkretnego powodu dlaczego akurat z Dortmundem prowadzimy derby. Oczywiście ma na to wpływ odległość od siebie, bo 30 km to nie jest koniec świata. Jeśli spojrzeć na historię Schalke i Dortmundu, były to dwa najbardziej utytułowane drużyny na tym terenie. W latach 30 były swego rodzaju złote czasy dla Schalke, kiedy zdobyliśmy 6 mistrzostw Niemiec, nikt nie mówił o Dortmundzie. Później nadeszła kolejna dekada, gdzie Dortmund był lepszy, potem Schalke, potem Dortmund i tak do lat 00' gdzie przez długi okres nie przegraliśmy przeciwko Borussii. Generalnie chodzi o "ustalenie", kto rządzi na tym terenie.

Wspomniałeś o latach 30. Według mojego researchu, zdecydowana większość zawodników Schalke pochodziło z Polski. Wiem też, że dużo innych klubów się z tym nie zgadzało, ponieważ przyjeżdżał robotnik z Polski i zabierał miejsce w składzie niemieckim piłkarzom.

Wtedy istniało coś na wzór Związku Piłki Nożnej na zachodzie Niemiec. I jako, że Schalke brało do swojego składu Polaków z tzw. klasy średniej, związek ten nazywał Schalke "klub Polaczków". Mieli do nich pretensje, że nie zatrudniają niemieckich zawodników, tylko polskich robotników/górników. Wiadomo, że dzisiaj brzmi to trochę surrealistycznie, ale wiadomo jak wyglądały lata 30 w Niemczech. Bardzo często w naszych młodszych drużynach grali potomkowie imigrantów z Mazur. Mamy w tym rejonie bardzo wiele nazwisk zakończonych na -ski. Właśnie dlatego.

W historii Schalke znajduje się też wielu polskich zawodników z Polski, którzy są legendami klubu. Jednym z nich jest Ernst Kuzorra. Można tak powiedzieć, że był najlepszy w historii?

Zanim zaczniemy, ciekawostka. Droga do stadionu nosi właśnie jego imie i jego imie jest bardzo szanowane w mieście. Czy był najlepszy w historii? Był na pewno jednym z najlepszych w historii. Bardzo często mówi się, że był typowym "Schalker" (człowiek, który żyje tym klubem - red.) który po prostu mówił to, co myślał, nie gryzł się w język. Wtedy właśnie podczas panowania SS-Manów w latach 30 był jednym z niewielu, który zawsze mówił to, co myślał. Dla przykładu, w 1934 roku kiedy wygraliśmy nasze pierwsze mistrzostwo Niemiec, Kuzorra strzelił decydującego gola na 2:1 w 90. minucie. Wiele lat później, chyba w jego 60. urodziny został zapytany o okoliczności tej bramki. Ten - nie zastanawiając się dwa razy - wypalił "Dostałem piłkę, a nie wiedziałem co z nią zrobić to wje**łem ją do bramki i tyle". Jeśli później będziesz miał chwilkę, przejdź się po Schalker Meile gdzie znajduje się jego ówczesny sklep z wyrobami tytoniowymi, który dzisiaj należy do klubu i funkcjonuje do dzisiaj. Były tam sprzedawane między innymi bilety na mecze. Krąży legenda, że właśnie po tym meczu przeciwko Nürnberg, o którym wspomniałem wcześniej, Kuzorra miał w szatni upaść wykończony, ponieważ doznał kontuzji nogi a że wtedy zmian nie było, to jako prawdziwy Schalker, musiał zacisnąć zęby i grać do końca.

Kiedy mówi się o Polakach w Bundeslidze, bardzo często wspominane jest znane już trio z Dortmundu. Choć bardzo często ludzie nie mają świadomości, że to tak naprawde Schalke jest tym bardziej polskim klubem. Chciałbym Cię zapytać o dwóch Tomków, Hajto i Wałdoch, którzy wtedy byli uznawani za najlepszych środkowych obrońców w lidze. Opowiedz mi trochę o nich.

Oczywiście gdybyś się tutaj przeszedł i zapytał i tych dwóch, każdy o nich wie i jak najbardziej uwielbia. Byli wręcz stworzeni dla tego klubu, nie musieli się lansować na wielkie gwiazdy, nie musieli jeździć luksusowymi autami. Co do Wałdocha to był po prostu kapitanem. Jest też w takiej naszej Galerii Sław w Schalke, więc widzisz jak bardzo jest tutaj szanowany. Jest ostatnim piłkarzem który trafił do tej galerii. Obecnie trenuje drużynę do lat 15. Bardzo często angażuje się w różne akcje typu wyjazdy do więzienia by organizować mecze pomiędzy więźniami i pracownikami klubu. Wałdoch był jedyny w swoim rodzaju. Była też sytuacja, gdzie w 2001 roku z powodu kontuzji nie mógł zagrać w finale Pucharu Niemiec. Koledzy z drużyny byli jednak na tyle solidarni ze swoim kapitanem, że pozwolili mu wejść na boisko w opasce kapitana i podnieść Puchar Niemiec.

Jak przeżyliście tzw. 4-minutowe mistrzostwo? Bolało?

Boli teraz jak o tym wspominasz (śmiech). Nie, oczywiście, bolało i boli do dzisiaj jak się o tym wspomina. To było w 2001 roku kiedy nagle wystrzeliliśmy w górę i mieliśmy realne szanse na mistrzostwo z Wałdochem w składzie, z wychowankami. Co więcej, chcieliśmy po tym sezonie przywitać nowy, na nowym stadionie z mistrzostwem. Niestety jednak przeciwko Bayernowi się nie udało. Z mojej perspektywy wyglądało to tak: Byłem wtedy na trybunie północnej, jechałem na mecz z myślą, że i tak nie wygramy mistrzostwa. Bayern musiał przegrać z Hamburgiem, my musieliśmy wygrać z Unterhaching. Wielu miało ze sobą radia, bo mieli jakieś nadzieje. Ja do tego podchodziłem bardzo na chłodno. Nagle bardzo szybko zdobyliśmy prowadzenie. Wiedzieliśmy też niestety, że i Bayern wygrywa, więc nie mieliśmy już nadziei. Jednak udało nam się wygrać 5:2. W pewnym momencie mała grupka osób na trybunie zaczęła wiwatować, podnosić ręce do góry i krzyczeć. Każdy patrzył się na kolegów obok. Nikt nie wiedział co tam się dzieje z Bayernem. Nagle ktoś podał informację, że Bayern przegrywa - fałszywy alarm. I takich alarmów było kilka. Nagle spojrzałeś na całą trybunę i wszyscy się cieszyli, spojrzałeś na ławkę trenerską, wszyscy się cieszyli. Każdy chciał wiedzieć co się dzieje i stało się - Hamburg wygrywa. Stadion wybuchł, kibice wbiegli na boisko i zaczęli świętować. Poszła informacja że Hamburg wygrał - jesteśmy mistrzami. Ja byłem do tego nastawiony sceptycznie. Nie wierzyłem, że Hamburg to wygrał, bo nie było oficjalnej informacji. W pewnym momencie na ekranie wyświetlił się mecz Bayernu z Hamburgiem który jeszcze się nie skończył. Mecz leciał na żywo, mimo że nikt nie dawał wiary. Stadion sekunda po sekundzie cichnął. Widzieliśmy rzut wolny dla Bayernu i gol. Wszystkim na stadionie pękły serca. Wszyscy byli w szoku. Nigdy nie przeżyłem czegoś takiego, tej ciszy na stadionie. Jednak w tej frustracji, kibice zebrali się w sobie, by zaśpiewać zawodnikom Schalke "You'll never walk alone". Zdecydowanie bardzo smutny moment w historii Schalke.

Czyli obyło się bez burd.

Jak najbardziej. Ludzie byli po prostu załamani i nie mieli nawet ochoty na cokolwiek. Nawet ci najbardziej fanatyczni ultrasi.

Schalke ma papiery na wygranie Bundesligi?

Na pewno mamy na to papiery, ale musiało by się wydarzyć bardzo dużo, by to się udało. Musielibyśmy wyjść przed szereg i wycisnąć z naszych chłopaków absolutnie wszystko co możliwe. Z dobrym trenerem, dobrą szkółką młodzieżową wszystko jest możliwe.

 

Doszliśmy do końca tego wywiadu, na pewno nie jest to mój ostatni wywiad i na pewno nie jest to moja ostatnia wizyta na Veltins Arenie. Dziękuję wszystkim zaangażowanym w ten projekt i wszystkim, którzy podsunęli mi ciekawe pytania. Bez Was to nie ma sensu.

 

 

Najczęściej czytane...

Video
17 Wrzesień 2017

Tete zgasił Neymara [VIDEO]

Video
11 Październik 2017

Lewy w parodii Jeden Osiem L - Jak Zapomnieć

Video
3 Październik 2017

Wojciech Szczęsny w roli dziennikarza! Mistrzowskie pytanie o Krychowiaka! xD [VIDEO]

Video
18 Wrzesień 2017

Neymar chce strzelać rzut karny, ale Cavani... [VIDEO]