Gru
13
2017
Skomentuj

To są właśnie te detale #13 Turniej w FIFĘ, a palenie na stosie

Świat się rozwija i wiele rzeczy się zmienia. Kiedyś ludzie nie wyobrażali sobie, że można wziąć i iść za tamten las. Chłop, jak urodził się we wsi, to w tej wsi mieszkał do końca swojego niezbyt rozrywkowego życia i nara. Niektórzy twierdzili, że Ziemia jest płaska i długo dziwili się temu, iż ktoś twierdzi, że jest okrągła. Najczęściej tak długo, jak długo jego zwłoki tliły się jeszcze na stosie. Za debili brano tych, którzy chwytali się za wynalazki i tworzyli samoloty, telefony, okulary i inne tego typu rzeczy, uważane dzisiaj za coś zupełnie normalnego. Naturalne jest więc to, że początkowo nowości brane są z dystansem, szczególnie jeśli są zupełnie inne od tego, co znamy i co jest dla nas codziennością. Taki e-sport na przykład w najbliższych latach może trafić do kanonu dyscyplin olimpijskich, chociaż jeszcze do tego daleka droga. W piłce nożnej tego typu rozgrywki są już obecne, a kluby zatrudniają na kontraktach graczy, którzy mają reprezentować ich w turniejach w FIFĘ. Niektórzy są do tego nastawieni mocno sceptycznie, niektórzy wręcz przeciwnie i ja chyba zaczynam zaliczać się do tej drugiej grupy.

Na e-gaming patrzyłem wcześniej z dystansem i lekką ironią. Nie chodzi mi tutaj o kanały gamingowe na YT, które są przecież bardzo spoko, ale o wielkie turnieje organizowane po to, żeby drużyny zmierzyły się ze sobą w CS-a albo LoL-a, co wydawało mi się trochę śmieszne i infantylne ze względu na mega dojrzałe i dorosłe podejście do tematu. Nie zwracałbym na nie jakiejś szczególnej uwagi, ale zostało to nazwane sportem. E-sportem. Nie byłem żadnym zaciekłym przeciwnikiem takiego nazewnictwa, nie krzyczałem, że to skandal i nie wyśmiewałem graczy, nazywając ich no-life'ami i tak dalej, bo w końcu sam lubię sobie pograć w gry, ale najzwyczajniej w świecie nie traktowałem tego poważnie. Wydawało mi się po prostu, że granie w gry nie jest wystarczająco "sportowe", żeby być nazwane sportem, no bo co to za filozofia kupić konsolę i zacząć zarywać dnie i noce, grając w jakąś ulubioną gierkę, z piwkiem i chipsami u boku. Zwykłe hobby, sposób na spędzanie wolnego czasu, ale nie sposób na życie. Stwierdziłem, że skoro chcą to nazywać e-sport, to spoko, mają prawo, ale granie w FIFĘ nigdy nie będzie sportem z prawdziwego zdarzenia, bo nigdy nie doskoczy do rangi prawdziwego futbolu kopanego na idealnie wygładzonym zielonym trawniku. Cóż, mój punkt widzenia nieco się odmienił.

Głównym czynnikiem, który wpłynął na mój światopogląd i sprawił, że zacząłem bardziej szanować e-sport, był mój udział w GKS Tychy FIFA Cup w ostatnią sobotę. Wspominałem kiedyś, że pisuję dla Śląskiego Związku Piłki Nożnej relacje i wywiadziki z niższych lig w województwie i nie przypominam tego, żeby się pochwalić. Po prostu fakt bardziej lub mniej formalnego bycia w komisji medialnej ŚlZPN sprawił, że dostałem telefon z propozycją reprezentowania Związku w turnieju w FIFĘ 18 organizowanym właśnie przez GKS Tychy dla drużyn piłkarskich z województwa. Zaproszone zostały wszystkie kluby z najwyższych lig (przyjechało osiem ekip, wliczając w to nas), a mecze były rozgrywane na konsolach PlayStation 4 w drużynach dwuosobowych. Wspominam o tym dlatego, że taki system jest spotykany wcale albo rzadko na tego typu turniejach, o czym zresztą mówili biorący udział w tych zawodach fifowi e-gamerzy. Dla mnie to nie był jednak problem, bo razem ze mną grał mój ziomek, którego znam od małego i z którym przeszliśmy przez wiele FIF i PES-ów. Problemem było to, że nie mamy PS 4 ani FIFY 18 (na PS 3 nie warto kupować), dlatego w pełni zasłużenie zajęliśmy ostatnie miejsce w grupie, przegrywając 0:2, 0:2 i 0:4 (paradoksalnie był to nasz najlepszy mecz i na co najmniej jednego gola zasłużyliśmy). W każdym razie spędziłem kilka dobrych godzin w sali konferencyjnej Stadionu Miejskiego w Tychach, z rewelacyjnym widokiem na obiekt i miałem okazję przyjrzeć się temu, jak taki turniej wygląda od kulis. I powiem Wam, że było to wielkie wow.

Transmisja live na YouTube, dwójka profesjonalnych e-sportowych komentatorów, trzydzieści tysięcy kilometrów kabli, cztery kamery, profesjonalne oświetlenie, jakieś dymy, scena, rzutnik z transmitowanym na bieżąco streamem, ścianka do przeprowadzania wywiadów, w ciul obsługi, mały bufet, zajebiste miejsce do grania w FIFĘ, z dwoma telewizorami, dla każdej pary jeden - organizacja na najwyższym poziomie godnym najlepszych turniejów. Nie mówię tego po to, żeby wystawić organizatorom laurkę, bo mogli chociażby dać trochę więcej szamy (większość nie załapała się na żaden poczęstunek przez te kilka godzin) albo załatwić więcej krzesełek, bo momentami nie było gdzie dupy posadzić, ale fakt, że GKS podszedł do tego na poważnie świadczy tylko o tym, że e-sport w Polsce nie jest bagatelizowany. A jeśli był, to przestaje. W końcu tyszanie jako drugi klub po Legii podpisali kontrakt z profesjonalnym (odpowiednie słowo?) zawodnikiem w FIFĘ, a później swoje sekcje e-sportowe otworzyli też w Gliwicach pod Piastem czy w Sosnowcu pod Zagłębiem. Ich graczy też widzieliśmy na turnieju (na szczęście nie byli w mojej grupie) i powiem Wam, że o ile my z kumplem podeszliśmy do tego turnieju jak do zabawy, o tyle większość innych drużyn spinała się i starała jak tylko mogła - oczywiście w mega pozytywnej atmosferze rywalizacji fair-play. Podczas meczów zawodnicy byli skoncentrowani na maksa, ich twarze były jak z kamienia, na początku dokładnie ustawiali skład, ostrożnie zmieniali wytyczne i robili wszystko, co tylko mogli, wyciągając wnioski z poprzednich rozegranych potyczek, by przechylić szalę na swoją stronę. Wszystko po to, żeby zmaksymalizować szanse na wygraną i zaskoczyć rywala - jak w normalnej piłce nożnej. Każda udana akcja, każdy gol wywoływał wielkie emocje nie tylko u tych, którzy trzymali w dłoniach pady, ale także u ludzi, którzy przyjechali z nimi jako przedstawiciele klubów czy tam kibice - nie wiem dokładnie, nie pytałem. Przed meczem może i były żarty, ale w momencie, gdy siadało się na fotelach przed telewizorami, liczył się tylko mecz, strategia, taktyka i chęć pokonania przeciwników. Zaleceniem organizatorów było to, aby co najmniej jeden członek zespołu był kibicem, więc mecze pomiędzy np. Ruchem Chorzów, a Zagłębiem Sosnowiec albo Górnikiem Zabrze czy GKS-em Tychy nabierały dodatkowych podtekstów. Oni nie mieli zamiaru odpuszczać.

Czym ten turniej różnił się od różnego rodzaju turniejów w halówkę, w siatkówkę plażową, w ping-ponga itp? Tak na dobrą sprawę niczym. Jeśli zamiast FIFY podstawilibyście tam badmintona, a zamiast pada paletki, to nie byłoby żadnej różnicy w opisie. Wszystko by się zgadzało, chociaż osobiście przypuszczam, że GKS Tychy FIFA Cup został zorganizowany bardziej profesjonalnie i z większym pierdolnięciem niż turnieje badmintona - nie wiem na 100%, nie byłem na turnieju badmintona. Podstawowym pytaniem jest jednak to, czy granie w FIFĘ możemy traktować jako sport? To jest kluczowa kwestia, więc idąc śladem Wikipedii, przytoczę definicję sportu:

Forma aktywności człowieka, mająca na celu doskonalenie sprawności fizycznych lub psychicznych w ramach współzawodnictwa, indywidualnie lub zbiorowo, według reguł umownych.

Czy to pasuje do FIFY? Myślę, że dałoby się to podciągnąć. Granie na konsoli poprawia nasz refleks, decyzyjność, myślenie strategiczne, współpracę czy kreatywność, a jeśli w dodatku cały czas jest na ciebie skierowana kamera, udzielasz wywiadów, rywalizujesz z markami pokroju Ruchu czy Górnika, z gośćmi mającymi "e-kontrakty", to chcąc nie chcąc zawsze pojawi się jakiś stres i trzeba będzie sobie z nim poradzić. Jak w turnieju z prawdziwego zdarzenia. Pot spływający z czoła? Niewykluczone.

W ramach rekreacji, rozumianej tu jako odrębne pojęcie, brak jest elementu rywalizacji.

W domu, na kanapie, z browarkiem - rekreacja. Na turnieju, grając o fotele warte półtora koła i sprzęt gamingowy - jest element rywalizacji podpinający to do "normalnego" sportu. Głównym zarzutem, jaki w moim przekonaniu wysuwa się w kierunku e-sportu, jest właśnie ta literka "e" w nazwie. To, że coś dzieje się wewnątrz konsoli czy komputera, w wirtualnej rzeczywistości, nieistniejącej naprawdę. Bo to, że mamy w rękach pada i czymś sterujemy, da się bardzo łatwo obronić. Weźmy coś w stylu łucznictwa czy chociażby wyścigów samochodowych, gdy trzymamy coś w naszych rękach, jakiś przedmiot, łuk czy kierownicę, i dzięki niemu strzelamy do czegoś albo ścigamy się z innymi, mimo że nie skaczemy, nie biegamy, nie robimy przewrotów w przód. Tak samo w FIFIE dzięki padowi poruszamy zawodnikami, co jedni robią lepiej, a drudzy gorzej - typowa kwestia treningu. Tyle tylko, że w najpopularniejszej grze piłkarskiej świata robimy coś w wymyślonym świecie, natomiast w łucznictwie czy Formule 1 kreujemy prawdziwą rzeczywistość. Jednak należy zadać sobie pytanie, czy jest to coś złego? Przecież starożytni Grecy podczas Igrzysk Olimpijskich brali udział tylko w podstawowych dyscyplinach, głównie biegali i nikt wówczas nie myślał, że święto sportu może wyglądać tak jak teraz. Nawet nowożytne Igrzyska na samym początku składały się tylko z kilku konkretnych dyscyplin, których listę z czasem poszerzano i poszerzano. Im bardziej czasy się zmieniały, tym bardziej zmieniał się sport i obecnie technologia, która jeszcze paręnaście czy parędziesiąt lat temu nie była tak zaawansowana, stanowi teraz integralną część wielu dyscyplin, nawet takiego biegania (fotokomórka na mecie). Jak się ma do tego piłka nożna? VAR, miliardy statystyk, goal and line, jakieś chipy w butach piłkarzy, tablety na treningach, najnowsze badania na bieżąco monitorujące kondycję piłkarzy itp. Przecież jeszcze pod koniec poprzedniego wieku nic takiego w futbolu nie było, albo było, lecz w stopniu zdecydowanie mniejszym niż teraz.

W e-sporcie, co logiczne, tej technologii jest więcej i czasem płata ona figle. Jasne, że bywają momenty, gdy sędzia gwizdnie pod przeciwnika, a przyjęcie wirtualnego piłkarza jest niemożliwe do powtórzenia (chociaż w Ekstraklasie...), ale w GKS Tychy FIFA Cup nie kojarzę, żeby arbitrzy czy inne bugi wpływały na wyniki meczów (chociaż GKS Tychy oba gole wcisnął nam po jedenastkach!). EA Sports jest, jakie jest, ale nie możemy zapominać, że przecież stara się ulepszać grę i eliminować irytujące błędy. Poza tym prawdziwi wyjadacze wiedzą doskonale, jak w konkretnej sytuacji zareaguje ich zawodnik i czego można się spodziewać w danym momencie na ekranie. A to, że noga Cristiano Ronaldo nagle wykręci się o 180 stopni albo znikną mu stopy? Są to sytuacje chyba nawet rzadsze niż w prawdziwym futbolu piłka trafiająca sędziego czy odbijająca się niefortunnie od kępki trawy i wpadająca do bramki. Dodatkowo pamiętajmy, że w e-sporcie wciąż jest obecny najważniejszy element, bez którego sport jako taki nie mógłby istnieć. Człowiek. To człowiek trzyma pada, człowiek steruje zawodnikami, człowiek myśli i podejmuje decyzje, człowiek poci się i stresuje, człowiekowi drży ręka przy strzale z karnego i to człowiek wyskakuje w fali euforii, gdy wygrywa finał jakiegoś turnieju. Skoro komputerowe czy konsolowe rywalizacje cieszą się takim wielkim zainteresowaniem, dlaczego nie dać by im szansy? Jeśli spełnią wszystkie niezbędne warunki, dlaczego nie włączyć by ich w poczet dyscyplin olimpijskich, tak jak obecnie jest to w planach? Kontrowersyjne? Bluźniercze? Przegięcie? Wiele rzeczy kiedyś takich było, a obecnie są zupełnie normalne. W pewnych kwestiach trzeba iść z biegiem czasu i uważam, że e-sport może się do tych kwestii zaliczać. W końcu gdyby nie postęp i otwarcie na pewne sprawy, to wciąż piegowaci byliby paleni na stosach.

Najczęściej czytane...

Video
17 Wrzesień 2017

Tete zgasił Neymara [VIDEO]

Video
11 Październik 2017

Lewy w parodii Jeden Osiem L - Jak Zapomnieć

Video
3 Październik 2017

Wojciech Szczęsny w roli dziennikarza! Mistrzowskie pytanie o Krychowiaka! xD [VIDEO]

Video
18 Wrzesień 2017

Neymar chce strzelać rzut karny, ale Cavani... [VIDEO]