
To są właśnie te detale #16 Zimowe okienko transferowe ssie
Postanowienia noworoczne. Postanowienia noworoczne wszędzie. Siłownie pękają w szwach (przynajmniej przez pierwsze dwa tygodnie), księgarnie przeżywają oblężenia, korporacje wytwarzające tuczące i niezdrowe jedzenie mają lekki kryzys, a futbolowi eksperci wchodzą w głowę Philippe Coutinho i odgadują, czy jego dziewczyna wolałaby mieszkać w Liverpoolu, czy może jednak w Barcelonie. A może Nowy Sącz? W piłce nożnej cały ten hype, który tworzy się wszędzie wokół nowego roku, nie jest wcale taki widoczny, bo przecież zmiana kalendarza w futbolu większego znaczenia nie ma, no i styczniowe transfery nie są takie spektakularne.
Co z tego, że przez następne dni podczas pisania daty będziecie musieli przekreślać 2017 i poprawiać na 2018? Co to zmienia w piłce nożnej? Dwie kwestie, które są teraz jako tako istotne, to po pierwsze zimowe okienko transferowe, a po drugie krótki okres wolnego - rzecz jasna nie wszędzie, w Anglii nie znają takiego pojęcia. W styczniu jeśli ktoś jest zdesperowany, to może iść i kupić sobie jakiegoś piłkarza, ale fakty są jednak takie, że kluby są wówczas jak dziewczyny na imprezie: idą do łazienki przypudrować nosek, poprawić tapetę, a nie zmienić sukienkę i fryzurę. To będą robić latem, zimą można wprowadzić co najwyżej konieczne poprawki i nic więcej, bo:
- Kluby nie są na tyle głupie, żeby w środku sezonu oddawać swoich piłkarzy.
- Włodarze nie są na tyle głupi, żeby w środku sezonu reorganizować swoje drużyny.
- Piłkarze nie są na tyle głupi, żeby w środku sezonu zmieniać barwy, miejsce zamieszkania, środowisko, a niejednokrotnie też i kraj. Przed Mundialem to już w ogóle.
Wiadomo, że od tych trzech punktów są wyjątki, w końcu gdyby ich nie było, nie byłoby tego okienka transferowego, ale wszyscy doskonale zdają sobie sprawę, że prawdziwy czas na transfery jest latem, co widać po ilości kasy, która wówczas jest wydawana i po liczbie przeprowadzonych transakcji. Zobaczcie sobie na najdroższe piłkarskie zakupy w historii najlepszej dyscypliny sportowej na świecie. Z czołówki zimowy jest tam tylko van Dijk kupiony parę dni temu przez Liverpool. Nie chcę podawać jednak jego konkretnej pozycji w zestawieniu ani porównywać do zakupu np. Zidane'a, bo różne źródła mówią o różnych sumach, a poza tym w przypadku obecnego trenera Realu wchodzi jeszcze kwestia siły waluty w danym okresie (tzn. inaczej wyglądałoby zestawienie w funtach, a inaczej w euro, wejdźcie sobie na Wikipedię i zobaczcie miejsce łysego). Jednak ogólnie i z zawierzeniem w zawsze kochany Transfermarkt możemy zauważyć, że latem zostali kupieni: dwa razy Neymar, Dembele, Pogba, Bale, Ronaldo, Higuain, Lukaku, Suarez, Zidane, będzie Naby Keita, James, Di Maria, De Bruyne, Ibra... i dopiero wtedy dochodzimy do Diego Costy, który tak jak pominięty przeze mnie (bo wymieniony wyżej) van Dijk zmienił klub za grube hajsy w styczniu tego roku. Później letni byli jeszcze Kaka, Cavani, znowu Di Maria i tak można lecieć, i lecieć...
Wszyscy skupiają się przede wszystkim na zakupach letnich, bo to jest logiczne. Jest więcej czasu, wtedy kończą się wszystkie rozgrywki i turnieje, wtedy przygotowuje się drużynę na cały sezon. Jakie wakacje, taki cały rok, bo w piłce nożnej dwanaście kartek, które wiszą na ścianie nie mają znaczenia. Rok w naszym, piłkarskim przekonaniu trwa od lipca do czerwca, chyba że mówimy o Kazachstanie. Natomiast jeśli ktoś kupuje kogoś zimą, to znaczy, że albo kopci mu się zadek i musi coś zdziałać na szybko, albo miał dobrą promocję jak kilo cukru za pół ceny w Biedrze, albo do swojego bałwanka chce dołożyć jeszcze garnek (czyt. ostatni szlif), albo przyszedł Chińczyk, wyłożył kupę siana i teraz trzeba kombinować. Patrzę sobie na najdroższe transfery styczniowe i nie są one jakimiś wielkimi przełomami. Dwa najdroższe to van Dijk i Costa, po których nie wiadomo, czego na razie się w Liverpoolu i Atletico spodziewać, potem Oscar, który wybrał Chiny, Fernando Torres do Chelsea, którego nie trzeba chyba komentować, Juan Mata do MU, którego pozycja w Chelsea Mourinho była słaba, Jackson Martinez i Wielki Mur, Carrol i legendarny transfer do Liverpoolu, Draxler i Lucas do PSG, których cały czas chce się sprzedawać, Dżeko, którego z City oddano bez żalu, Willian do Anży, Bony do City... Szału nie ma i widać, że styczeń to groźny skurczybyk. Nie ma zbyt dużo czasu na aklimatyzację, na spokojne wejście w sezon, bo do końca kampanii nie zostało ponad trzydzieści kolejek. Trzeba wejść z buta i od razu grać na wysokim poziomie, bo sytuacje często jest, jaka jest i nie ma miejsca na pomyłki. Słabsza passa na początku roku kalendarzowego i nagle okazuje się, że zamiast w top 3 kończysz poza Ligą Europy. Gdyby taki regres miał miejsce jesienią, wiosną spokojnie dałoby się to jeszcze nadrobić, ale jeśli przyjdziesz do klubu w styczniu, nie ma na to czasu i musisz od razu wejść na wysokie obroty, żeby pomóc drużynie, bo tylko przez to będziesz rozliczany. Inaczej, jak w przypadku takiego Leona Baileya w Leverkusen, który odpalił dopiero we wrześniu, ludzie zaczną gadać (i nie bezpodstawnie), że jesteś w drużynie jak nowy zawodnik, mimo że przyszedłeś do niej kilka miesięcy wcześniej - przy czym jeśli chodzi o Baileya, pamiętajmy, że to bardzo młody piłkarz z perspektywami, więc jemu można to wybaczyć.
Nie dziwi fakt, że styczniowe okienko transferowe to młodsza i brzydsza siostra tego letniego. Krąży po necie takie zdjęcie z dwoma dziewczynami - biust jednej przekracza zdecydowanie ogólnie przyjętą średnią wielkość, natomiast biust drugiej... cóż, nie jest najokazalszy. To całkiem nieźle obrazuje różnice między zakupową zimą, a latem. Czy można jarać się transferami, które odbywają się teraz? Oczywiście, że tak, wręcz powinno, w końcu to wciąż transfery, ale nigdy nie będzie poświęcało się im tyle uwagi, co tym letnim, bo jest ich mniej, są dużo mniej spektakularne, a rozgrywki już trwają, więc wiele z nich może nawet umknąć naszej szanownej uwadze. Styczniowe okienko może ssie, jeśli przyrówna się je do tego letniego, ale z drugiej strony aż strach pomyśleć co styczeń by robił, gdyby tego okienka nie było w ogóle.
A co do tych postanowień noworocznych, to dajcie se z nimi siana i nie pieprzcie głupot o "nowym ja". Jak coś chcecie zmienić, to po prostu zmieńcie to, a nie czekajcie na to, aż cyferka na waszym telefonie się zmieni, bo, uwaga, uwaga - zmienia się codziennie!