Lip
22
2021
Skomentuj

Sergio Ramos, czyli krótki poradnik psucia legendy

Do Realu Madryt przylgnęła łatka klubu, który nie szanuje swoich legend. Bardzo często słyszy się, że źle potraktowani zostali Casillas, Raúl czy Cristiano Ronaldo. Teraz, jakby na potwierdzenie tej tezy, klub rozstaje się z Sergio Ramosem w bardzo złych relacjach. Kolejny raz legenda odchodzi w atmosferze skandalu. 


Mecze Serie A, LaLiga oraz innych najlepszych lig pełnoletni widzowie mogą oglądać i obstawiać na stronie sponsora portalu, Betclic.pl. SPRAWDŹ TUTAJ! 

MATERIAŁY PROMOCYJNE PARTNERA | W grach hazardowych mogą uczestniczyć wyłącznie osoby, które ukończyły 18 lat. Udział w nielegalnych grach hazardowych jest przestępstwem. | Hazard może uzależniać. BEM to legalny bukmacher. Gra u nielegalnych grozi konsekwencjami prawnymi.


Na przestrzeni 119 lat w Realu Madryt było wielu wybitnych piłkarzy, którzy w szczególny sposób zapisali się w historii klubu. Również w ostatnich latach szeregi madryckiego klubu zasilali wielcy piłkarze, którzy będą wspominani jeszcze przez dekady. Marcelo, Modrić, Ronaldo, Casillas, czy Sergio Ramos. Wszyscy przez lata byli symbolami Realu Madryt i doprowadzili swój klub do sukcesów. Każdy z nich miał wielki wkład w budowę legendy ekipy z Santiago Bernabéu. Zdaniem wielu największym bohaterem dla kibiców “Los Blancos” może być właśnie Sergio Ramos. Wieloletni kapitan, który nie tylko przez lata był co najmniej jednym z najlepszych na swojej pozycji. Był on przecież także liderem, który wielokrotnie ciągnął swoich kolegów za sobą i samym charakterem wygrywał mecze. 

Trudno polemizować z tym, że Sergio Ramos jest legendą Realu Madryt. Jednak miał on tak jak każdy swoje wady. Można mu zarzucić, że zbyt często i zbyt głupio łapał kolejne kartki, przez co osłabiał swój zespół. Często nie sprawiał wrażenia osoby szczególnie bystrej. Przez wiele osób zostanie zapamiętany jako defensywny odpowiednik Luisa Suáreza, grający bardzo nieczysto i mało sportowo tak, że niemal nie da się go lubić. Pomimo tego przez kibiców Realu Madryt z pewnością będzie zapamiętany z zupełnie innej strony. Przecież piłkarz i lider był to wybitny. Ramos na boisku bardzo często był osobą, która mogła przeważyć czy to jego zespół wygra mecz. Jego charyzma zrobiła z niego zdecydowanie najlepszego kapitana “Królewskich” w ostatnich latach. Nie był on typem piłkarza, który odpuszcza. Zawsze walczył do końca, o każdą piłkę. 

W przypadku niektórych piłkarzy słyszy się, że wszelkie braki techniczne nadrabiają charakterem. W Ramosa bynajmniej nie można tak powiedzieć. Jego charakter dał mu bardzo dużo, ale nie musiał nim niczego nadrabiać. O ofensywnych możliwościach Sergio wie każdy. Jako obrońca zdobył on przeszło sto bramek, dzięki czemu może zawstydzić wielu napastników. Bywały sezony, gdy strzelał on po kilkanaście goli. Często pokonywał też bramkarzy w bardzo ważnych momentach. Gole w końcówkach spotkań, w derbach, finałach. Przede wszystkim pamiętna bramka z Lizbony w 2014 roku. To wszystko sprawia, że prawdopodobnie będzie zapamiętany przede wszystkim jako skrzyżowanie napastnika z obrońcą. 

O Ramosie bardzo często można było usłyszeć, że bardzo dobrze atakuje, ale ma problemy z obroną. Trudno się kłócić z tym, że Ramos popełniał błędy. Czasem przez brak koncentracji potrafił zawalić cały mecz. Jednak przez większość czasu był przynajmniej jednym z najlepszych obrońców na świecie. Wbrew temu co często się mówi, także za to, co robił w defensywie. Gdy był w pełni skoncentrowany, więc z reguły w ważniejszych meczach, potrafił niemal w pojedynkę chronić swoją bramkę. Było wiele spotkań, gdy jego interwencje ratowały jego zespół raz za razem. Zwłaszcza wtedy, gdy drużyna go najbardziej potrzebowała był filarem, który trzymał defensywę i w niemal niemożliwych sytuacjach wyciągał swoich kolegów z opresji. 

Podsumowując to wszystko, naprawdę trudno zrozumieć jak Real Madryt mógł się pozbyć Ramosa. Wielka legenda z wielkimi umiejętnościami i wielkim charakterem. Nic tylko pisać, że był wielki. A tymczasem odchodzi on niemal tylnymi drzwiami. Pożegnany wyłącznie za pomocą konferencji po tym jak nie otrzymał kontraktu. I to wszystko w akompaniamencie plotek, że chociażby musiał dzwonić do kolegów, że klub chce im obniżać pensje tylko po to by kupić Mbappé. W dodatku Real Madryt już wcześniej był znany z tego, że nie potrafi żegnać legend. Odejścia Raúla, Casillasa i Cristiano Ronaldo do teraz budzą wiele emocji i powodują, że “Los Blancos” są dość mocno krytykowani. 

Prawda jest jednak taka, że teza Real Madryt nie szanuje legend nie jest do końca zgodna z prawdą. Trochę to przypomina sytuację z Pepe. Był to w zasadzie bardzo czysto grający obrońca, który nie dostawał za dużo kartek. Przez lata potrafił ani razu nie dostać czerwonej kartki. A jednak przez kilka zagrań już na zawsze otrzymał łatkę brutala. W przypadku Realu Madryt bardzo często słyszy się o tych przypadkach Raúla, Casillasa, Cristiano Ronaldo i od teraz pewnie też i Ramosa. W tych przypadkach większe zastrzeżenie można mieć jedynie w przypadku pierwszej dwójki. W obu przypadkach oficjalna wersja zawodnika i klubu jest taka, że to piłkarz chciał takie pożegnanie. Jak jest naprawdę trudno powiedzieć. Jednak wiadomo, że nawet po odejściu klub płacił im wynagrodzenie. Główny problem przy pożegnaniu obu Hiszpanów może być też taki, że ich odejście nie wydawało się aż tak oczywiste. Tak na przykład odejście Casillasa teoretycznie musiało być formalnością. Na pierwszy skład nadawał się jak Hazard do reklamy zdrowego trybu życia, a trzymanie go na ławce mogło przeszkadzać w szatni. Niby każdy wiedział, że musi odejść, ale nic oficjalnie nie było wiadomo. I z powodu tego braku pewności nie można było zrobić wielkiego pożegnania przy pełnych trybunach na ostatnim meczu. Przecież wciąż była szansa, że to nie będzie pożegnalny mecz. Przy Cristiano sytuacja jest już dużo bardziej klarowna. Wszyscy wiedzą, że Portugalczyk od umiejętności większe ma tylko ego. W swoim ostatnim sezonie kilkukrotnie chciał być ponad klubem. Potrafił on nawet zepsuć świętowanie wygrania Ligi Mistrzów byle tylko uwaga się na nim skupiła. Żądał podwyżki, ale klub nie zamierzał się ugiąć, więc Portugalczyk wybrał Włochy, gdzie prawo podatkowe pozwala mu na znacznie większe zarobki. 

W przypadku Ramosa wina zawodnika jest jeszcze bardziej widoczna. Niestety znowu poszło przede wszystkim o pieniądze. Real Madryt przyzwyczaił do tego, że tam nikt nie będzie większy niż klub. Zasady są tam dość sztywno ustalone, zwłaszcza gdy mowa o kontraktach. “Królewscy” zdecydowanie nie są klubem, do którego idzie się tylko po to by zarobić. Nawet czołowi piłkarze potrafią tam dostawać mniej niż przeciętni zawodnicy innych wielkich klubów. Do tego Real dba o to by nie kadra nie starzała się za bardzo. Zawodnicy po przekroczeniu trzydziestki zawsze dostają zaledwie roczne kontrakty z opcją przedłużenia umowy. Taką też miał początkowo otrzymać Ramos. Później jednak klub nagiął swoje zasady i zdecydował się zaoferować swojemu kapitanowi dwuletni kontrakt, tylko że z obniżką pensji. Wciąż była też oferta z zachowaniem wyższych zarobków, ale trwająca dwanaście miesięcy. 

Taka oferta wydaje się być nieco niesprawiedliwa. Jasne, Real Madryt i tak zrobił więcej niż zwykle. Ale czy nie mógł zrobić jeszcze więcej? Być może normalnie by mógł zrobić więcej, ale tym razem do akcji musiał wkroczyć “rozum” Ramosa. Na początku prawdopodobnie chciał jedynie zaszantażować swój klub. Nie chciał podpisywać umowy od razu, bo liczył na to, że pod presją czasu w końcu pojawi się korzystniejsza oferta. To już byłoby dziwnym zagraniem, bo Real jest właśnie znany z tego, że nie pozwala piłkarzom być większym od klubu. Do tego doszła pandemia, więc Pérez chciał raczej oszczędzać niż podpisywać niepewne kontrakty.  

Dla wielu trochę kontrowersyjne może być określenie “niepewne” w momencie, gdy mowa o kontrakcie Sergio Ramosa. W końcu to jeden z najlepszych obrońców historii, który wciąż ma znakomitą formę fizyczną. Więc czemu ta umowa miała by być niepewna? Pewnie dlatego, że Ramos jednak nie jest osobą, która, gdyby nie sport, zostałaby profesorem. Patrząc po niektórych wypowiedziach, maturę pewnie by musiał zdobyć metodą Buffona. Pechowy sezon z kontuzjami zdarzyć się może. Nie musi to znaczyć źle o piłkarzu. Jednak, gdy po powrocie z kontuzji piłkarz decyduje się ryzykować zdrowie w meczach, w których jest zbędny tylko po to by ładnie to wyglądało w Excelu, to coś już jest z nim nie tak. Oczywiście eliminacje do mistrzostw świata są ważne, ale tym razem Ramos nie był potrzebny. Hiszpania grała z Grecją, Gruzją i Kosowem, czyli reprezentacjami całkowicie niszowymi. Raczej każdy jest świadomy tego, że chodziło tylko o to by wyśrubować rekord występów w kadrze. Teoretycznie to się udało, bo Sergio Ramos zagrał wtedy dwa mecze. Jednak w rzeczywistości kilka minut z Kosowem skończyło się jego kontuzją, straceniem najważniejszych meczów w klubie, a to z kolei przyczyniło się do tego, że ówczesny kapitan “Królewskich” nie pojechał na mistrzostwa Europy. Krótko mówiąc to był bardzo dobry plan. 

Po tak słabym roku trudno było uwierzyć w to, że Ramos będzie mógł być dalej filarem drużyny. Wciąż nie chciał również podpisać nowej umowy, więc klub uznał, że musi planować kadrę bez niego. Gdy już wszystko było gotowe Ramos uznał, że w sumie to on nie chce opuszczać stolicy Hiszpanii, gdzie mu dobrze i zaakceptuje oferowaną mu wcześniej umowę. Nie przewidział jednak, że nie każdy podobnie do niego patrzy do przodu jedynie na przejściu dla pieszych. Real Madryt nie mógł ryzykować i  zaplanował strategię, w której Ramosa nie było. Gdy ten zmienił zdanie wszystko było już gotowe na to, że odchodzi. Niby można mieć pretensje do klubu, że nie poczekał na swojego kapitana, ale z drugiej strony równie dobrze Ramos mógł nie zmienić zdania i wtedy to Real miałby poważniejszy problem. 

Być może w spokojniejszych okresie Real Madryt i Sergio Ramos doszliby do porozumienia. Jest to w końcu jeden z tych piłkarzy, dla których można zrobić wyjątek. Jednak zbyt wiele czynników wpłynęło na to, że “Królewscy” nie powinni dawać oferty, którą chciałby Hiszpan. Liczył na to, że wyjdzie na jego, ale się przeliczył. Jednak najbardziej szkoda, że w taki sposób zakończył się jego związek z Realem. Ostatni rok mocno naruszył jego madrycki pomnik. Z biegiem lat pewnie zapomni się o jego ostatnich miesiącach w klubie, ale w najbliższym czasie może być wspominany gorzej niż na to zasługuje. A mógł zrobić jak Modrić. Chorwat bez problemu podpisał umowę na warunkach, które Ramos odrzucał. Sergio mógł też nie mówić, że dla Realu grałby nawet za darmo. Sama zmiana klubu nie jest czymś złym, w końcu to jest ich praca. Jednak tutaj może trochę boleć, że odszedł akurat po takich słowach głównie dlatego, że nie zgadzały się pieniądze. Do tego liczne kontuzje, także z jego winy. Niestety finał tej pięknej współpracy Sergio Ramosa z Realem Madryt jest niemal tak zły jak finał Ligi Mistrzów w 2019 roku. 

 

Komentarze0
Musisz być zalogowany aby dodawać komentarze.

Najczęściej czytane...

Video
34
17 Wrzesień 2017

Tete zgasił Neymara [VIDEO]

Video
1
11 Październik 2017

Lewy w parodii Jeden Osiem L - Jak Zapomnieć

Video
5
3 Październik 2017

Wojciech Szczęsny w roli dziennikarza! Mistrzowskie pytanie o Krychowiaka! xD [VIDEO]

Video
10
18 Wrzesień 2017

Neymar chce strzelać rzut karny, ale Cavani... [VIDEO]