Lip
10
2018
Skomentuj

Faworyt poza turniejem, it’s coming home? Przez Mundial z Koziełłem #5

No siema! Ostatnio trochę zamuliłem, bo przyjechała do mnie rodzinka i miałem trochę inne rzeczy na głowie niż pisanie tekstów. Ale dziś wróciłem i od razu nadrabiamy to, co wydarzyło się w ćwierćfinałach mundialu. Pokrótce także powiemy sobie o tym, co poniekąd nie dotyczy Mistrzostw, ale… właśnie, tylko poniekąd.

Zaczęło się od spotkania Francji z Urugwajem. Podopieczni Oscara Tabareza, osłabieni brakiem Edinsona Cavaniego nie dali rady silnej i uskrzydlonej zwycięstwem z Argentyną Francji. Les Bleus byli lepsi niemal w każdym elemencie gry i dobitnie udowadniali to na placu gry. Początek meczu był dość wyrównany, ale od momentu, kiedy do siatki Urugwaju trafił Raphael Varane, obraz meczu całkowicie się wywrócił. Urusi zaczęli grać bardzo nerwowo i tracili piłkę w prostych sytuacjach, co nie przytrafiało im się w poprzednich spotkaniach z Egiptem, Arabią Saudyjską, Rosją i Portugalią. A taka sytuacja to była woda na młyn dla Francuzów, którzy po strzeleniu gola grali ze znacznie większym luzem. Ale nie tylko oni tego dnia poczuli luz. Poczuł go także bramkarz Urugwaju, Fernando Muslera, który przy pozornie niegroźnym strzale Griezmanna zza pola karnego zachował się niczym Loris Karius w finale Ligi Mistrzów i niemalże wrzucił sobie piłkę do bramki. Ten gol niemalże całkowicie podłamał już podopiecznych Oscara Tabareza, którzy mimo chęci walki do ostatnich minut nie byli już w stanie zrobić niczego. Czuł to w kościach Jose Maria Gimenez, który gorzko zapłakał jeszcze przed końcem meczu. Z jednej strony można się zachwycać, że chłopak jest wrażliwy i piłka wywołuje w nim niemałe emocje. Ja natomiast uważam to za haniebne zachowanie. Dlaczego? Ano dlatego, że kiedy mecz się jeszcze nie skończył, to w Twoich oczach musi widnieć chęć walki, a nie łzy po porażce, która jeszcze nie nadeszła. Poza tym – jaki to jest sygnał dla kolegów, którzy widzą, że jeden z ich liderów, człowiek, na którego zwykle mogli liczyć, beczy jeszcze przed 90. minutą? Dla mnie strasznie słabe zachowanie. Niemniej jednak Francja wygrywa to spotkanie 2:0 i pewnie awansuje do półfinału Mistrzostw Świata.

Następnie przyszedł czas na mecz Brazylii z Belgią. Faworyt tego spotkania był tylko jeden i nie byli nim Belgowie. A przynajmniej przed pierwszym gwizdkiem, bo po pierwszej połowie, kiedy prowadzili 2:0, rokowania bukmacherów zmieniły się o 180 stopni. No nieprawdopodobne, jacy ci bukmacherzy mądrzy! Brazylia w każdym razie nie była w tym meczu sobą. Bardzo widoczny był brak Casemiro, który mimo rozegrania dość przeciętnego sezonu w Realu Madryt był jedną z najważniejszych postaci Canarinhos na tym mundialu. Zastępujący go Fernandinho, po którym wszyscy spodziewali się olbrzymiej jakości, którą dawał w tym sezonie mistrzowskiemu w Anglii Manchesterowi City, nie dał rady zastąpić popularnego Kazika. Często był spóźniony, ociężały, źle się ustawiał i dawał się objeżdżać jak junior. Był jeszcze jeden junior w tym meczu. Konkretnie… Neymar Junior, który również zachowywał się jak junior. Mimo bycia starszym o 4 lata w porównaniu do poprzedniego mundialu wcale nie dorósł i nie znaczył dla swojej kadry jeszcze więcej. Wręcz przeciwnie – swoim zachowaniem ten chłopak każe nam myśleć, że wręcz się uwstecznił. I w zachowaniu i w grze. Jego zwody były czytane przez przeciwników jak elementarz, a sam pan Neymar po stratach piłki albo wymachiwał rękoma jak semafor, albo przewracał się i miotał w konwulsjach jak żołnierz, który wszedł na minę przeciwpiechotną. Panie Ney, wiedz pan, że panem gardzę. Pan jesteś pizda, nie skoczek. Brazylia co prawda zdołała jeszcze zdobyć gola kontaktowego na kwadrans przed końcem meczu za sprawą Renato Augusto, który chwilę wcześniej pojawił się na placu gry, ale co z tego, skoro ten sam Renato Augusto parę minut później w łatwiejszej sytuacji fatalnie się pomylił i niemalże pozbawił nadziei cały brazylijski naród. Nadziei, która ostatecznie umarła wraz z ostatnim gwizdkiem sędziego, który obwieścił jasno – Belgia w półfinale!

Trzecim meczem był ten pomiędzy Anglią a Szwecją. W sumie niewiele można o tym spotkaniu powiedzieć. No i po raz kolejny w spotkaniu, o którym niewiele można powiedzieć gra Szwecja. Przypadek? Nie sądzę. Tylko tym razem zakończyło się ono o 180 stopni innym rezultatem niż w przypadku spotkania podopiecznych Janne Anderssona ze Szwajcarią. A konkretnie – tym razem przegrali. I to 2:0. I to w 100% zasłużenie. Gole strzelali Harry Maguire i Dele Alli. I to obie z główki. I co jeszcze można o tym meczu powiedzieć? Ano to, że Anglia przez cały mecz miała znaczną przewagę. Nie oznacza to jednak, że Szwecja nie stworzyła sobie żadnych okazji, co to to nie. Reprezentanci Trzech Koron mogli ten mecz nawet wygrać, gdyby wykorzystali stworzone przez siebie dogodne sytuacje. Z drugiej strony trzeba jednak powiedzieć, że gdyby zrobili to również Anglicy, to mecz skończyłby się wynikiem 7:3 albo i wyżej. Anglia w półfinale i jest to o wiele bardziej zasłużone zwycięstwo, niż to z 1/8 wydarte Kolumbii. Czy futbol ,,is coming home”? Zobaczymy, na razie jest ku temu bliżej niż w ostatnich 28 latach.

Ostatnim ćwierćfinałem był ten pomiędzy Rosją a Chorwacją. Gospodarze, niesieni dopingiem przez niesamowitych kibiców na stadionie w Soczi grali z faworyzowaną Chorwacją nadspodziewanie dobrze. Chyba nawet lepiej, niż w 1/8 przeciwko Hiszpanii. Dowiodła tego przepiękna bramka Czeryszewa w 31. minucie. Chorwaci wyglądali na lekko zszokowanych, ale już 9 minut później zdołali doprowadzić do wyrównania za sprawą Kramaricia, który wykorzystał bardzo dokładne dośrodkowanie Mandzukicia i strzałem głową pokonał bezradnego Akinfiejewa. Druga połowa to już dominacja Chorwatów, ale Rosjanie czasem odgryzali się im i próbowali kontrować. W rezultacie doszło do dogrywki, choć na kilka minut przed końcem o wyniku meczu zadecydować mógł Perisić, jednak minimalnie się pomylił i uderzył w słupek. W ,,extra tajmie” na prowadzenie wyszli Chorwaci, dla których trafił Domagoj Vida. Kiedy wydawało się, że jest już po ptokach, Pivarić w pozornie niegroźnej sytuacji zagrał ręką tuż przed narożnikiem własnego pola karnego. Do rzutu wolnego podszedł Ałan Dzagojew i posłał piękna dośrodkowanie na głowę Mario Fernandesa, który tym strzałem dał Rosji upragniony remis, Chorwatom masę nerwów, a trybunom, które po tym golu oszalały, mnóstwo pozytywnych emocji. Doszło więc do rzutów karnych, przed którymi było już jasne, że pierwszy raz w historii Mistrzostw Świata dojdzie do sytuacji, w której jedna ekipa przejdzie przez dwie kolejne fazy pucharowe dzięki zwycięstwu w rzutach karnych. Padło na Chorwację, która pomyliła się o jeden raz mniej od Rosjan. Co najlepsze, naszych wschodnich sąsiadów w konkursie ,,jedenastek” zawiódł… Mario Fernandes. Tak, dokładnie ten sam człowiek, który kilka minut wcześniej wprawił ich wszystkich w ekstazę. Cóż, taki jest futbol, takie jest życie. W rezultacie – Chorwacja w półfinale, w którym ich rywalem będzie reprezentacja Anglii.

Na koniec pora powiedzieć sobie o rzeczach, które tylko pozornie nie mają związku z trwającymi Mistrzostwami Świata. Pierwsza informacja dotyczy nowego selekcjonera reprezentacji Hiszpanii. Wczoraj oficjalnie dowiedzieliśmy się, że zostanie nim Luis Enrique, niedawny szkoleniowiec Barcelony, z którą w sezonie 2014/2015 sięgnął nawet po potrójną koronę. Tym samym kończy się hiszpańska ,,afera selekcjonera”, która zaczęła się jeszcze przed rozpoczęciem mundialu, a rozkręcił ją nie kto inny jak Luis Rubiales – prezes hiszpańskiego związku piłki nożnej.

Druga z tych informacji jest nieco bliższa naszym sercom. Otóż Zbigniew Boniek, prezes PZPN-u, poinformował, że nowego selekcjonera reprezentacji Polski poznamy 23 lub 24 lipca. Jak na razie nie wiadomo kto nim będzie, ale przecieki mówią o Cesare Prandellim, byłym selekcjonerze reprezentacji Włoch, którą doprowadził do wicemistrzostwa Europy w 2012 roku lub Slavenie Biliciu, byłym selekcjonerze reprezentacji Chorwacji, która zachwyciła nas przede wszystkim na Euro 2008. Chorwat trenował ostatnio angielski West Ham United, z którym najpierw osiągnął wynik zdecydowanie ponad stan, by ostatecznie zostać z niego zwolnionym za wyniki poniżej oczekiwań. O ironio. Jedno jest natomiast pewne – ktokolwiek to nie będzie, oceniać będziemy go mogli dopiero na koniec 2018 roku, kiedy prowadzona przez niego reprezentacja Polski zagra już kilka spotkań z poważnymi rywalami.

Ja tymczasem żegnam się z Wami i wybywam w podróż do Gliwic, do brata, który musi jutro iść do pracy na 12 godzin, więc chętnie dodam mu otuchy i potowarzyszę, by się nie nudził. A nawet jeśli, to nie będzie nudził się sam, tylko ponudzimy się razem. Jakie są zatem Wasze typy na półfinały mundialu (przypominam, pierwszy już dziś o 20:00)? Mi osobiście marzy się finał Francja-Chorwacja, ale za chwilę pewnie opadną mnie fanatycy Premier League, dla których finałem marzeń jest ten pomiędzy Belgią a Anglią. Cóż, po to też jest piłka nożna – żeby sobie podyskutować i powymieniać argumentami broniącymi naszych poglądów. Widzimy się zatem tuż po półfinałach. A życzę Wam, żeby emocji w nich było tyle, co we wszystkich dotychczasowych meczach razem wziętych, a co! Bądźcie zdrowi, do zobaczenia, shalom!

*Cały cykl felietonów ,,Przez Mundial z Koziełłem" jest wyłącznie mojego autorstwa oraz ma charakter mocno subiektywny. Biorę zatem na siebie 100% odpowiedzialności za wszystko, co się w nich znajdzie – w końcu Footroll z założenia ma charakter opiniotwórczy.

Komentarze0
Musisz być zalogowany aby dodawać komentarze.

Najczęściej czytane...

Video
34
17 Wrzesień 2017

Tete zgasił Neymara [VIDEO]

Video
1
11 Październik 2017

Lewy w parodii Jeden Osiem L - Jak Zapomnieć

Video
5
3 Październik 2017

Wojciech Szczęsny w roli dziennikarza! Mistrzowskie pytanie o Krychowiaka! xD [VIDEO]

Video
10
18 Wrzesień 2017

Neymar chce strzelać rzut karny, ale Cavani... [VIDEO]