
Piszczek = Talizman
Tak się jakoś śmiesznie stało, że gdy Łukasz Piszczek doznał w tym sezonie kontuzji, to fantastyczna passa Borussii Dortmund skończyła się i BVB zaczęła wszystko przegrywać. Ludzie pół żartem, pół serio zaczęli gadać o tym, że nie ma Polaka, nie ma zwycięstw, ale jak się okazało, faktycznie coś w tym jest, ponieważ 32-letni obrońca nie przegrał w 2017 roku ani jednego meczu Bundesligi.
Bardzo zabawnie wygląda lista spotkań Piszczka w 2017 roku, bo naprawdę można zauważyć, że gdy go nie było, Borussii szło zdecydowanie gorzej. Jeśli chodzi o wiosnę tego kończącego się roku, to w lidze niemieckiej Polak nie zagrał z różnych powodów w pięciu meczach i w aż trzech z nich BVB schodziła pokonana! Kontuzja wykluczyła go z wyjazdu do Darmstadtu, gdzie dortmundczycy... przegrali 1:2, cztery kolejki później Piszczu znalazł się na ławce, gdy jego koledzy ulegli takim samym wynikiem w Berlinie, a kolejne cztery kolejki później zza pleców trenera Tuchela obserwował on pewne zwycięstwo Bayernu w Monachium 4:1. Gdy wychowanek LKS Goczałkowice-Zdrój był na boisku chociaż przez chwilę, Borussia wiosną w Bundeslidze nie przegrywała.
Trwający sezon to w ogóle kuriozalna sprawa, bo gdy Piszczek grał i był podstawowym wyborem trenera Bosza, BVB wygrała sześć spotkań, a jedno zremisowała. Co więcej straciła tylko dwa gole, dzięki czemu pewnie prowadziła w tabeli ligi niemieckiej. Wtedy polski defensor doznał kontuzji i się zaczęło. Pięć porażek i trzy remisy, które zostały przełamane pod koniec rundy z nowym trenerem, Peterem Stögerem, kiedy Dortmundowi udało się pokonać Mainz i Hoffenheim. Jak więc wygląda bilans reprezentanta Polski za rok 2017? Dwadzieścia meczów, piętnaście wygranych, pięć remisów. Najs, inni mogą mu co najwyżej pozazdrościć takiej passy.
Jak więc się okazuje, coś jest w tym, że Piszczek to dortmundzki talizman. Jego brak nastąpił w momencie załamania formy Borussii, więc można dopatrywać się tutaj jakichś teorii spiskowych. Nie zapominajmy, że mówimy tutaj o drugim najstarszym zawodniku drużyny zaraz po Romanie Weidenfellerze, o gościu z ponad siedmioletnim stażem w żółtej koszulce, którego pozycja w zespole jest bardzo mocna. Z drugiej jednak strony trzeba patrzeć też na to, że mimo wszystko mówimy tutaj tylko o bocznym obrońcy, który nawet nie jest brany pod uwagę przy wyznaczaniu kapitana (chociaż jest w radzie drużyny), więc można dywagować nad tym, czy to akurat jego brak faktycznie powoduje porażki BVB, czy to po prostu zwykły zbieg okoliczności. Uwierzycie statystykom?