
Klasyk już tylko z nazwy, ale zwycięski dla Wisły - echa meczu Wisła Kraków vs Górnik Zabrze
Jeżeli w naszej lidze możemy traktować jakiś mecz mianem klasyku, to pojedynek Wisły Kraków z Górnikiem Zabrze spokojnie aspiruje do takiego zaszczytnego tytułu. Oba zespoły mają w sumie aż 27 tytułów mistrzowskich, ale od ostatnich sukcesów mijają już lata. Czasy świetności to odległa przeszłość, ale w obu drużynach nadal możemy ujrzeć interesujących piłkarzy. Ten mecz ponownie utwierdził słuszność ściągania piłkarzy z III ligi hiszpańskiej, bo właśnie jeden z nich zapewnił Wiśle zwycięstwo 1:0.
Wisła: Buchalik - Niepsuj, Klemenz, Janicki, Sadlok - Jean Carlos, Basha (55' Savicević) , Wojtkowski, Mak (71' Chuca) - Brożek, Bałaniuk (58' Drzazga)
Górnik: Chudy - Sekulić, Wiśniewski, Bochniewicz, Janza - Bainović, Manneh (63' Ściślak), Bauza (55' Matras), Wolsztyński (75' Kopacz), Jimenez - Angulo
Zanim nastąpił początek spotkania, miała miejsce mała uroczystość związana z Radosławem Sobolewskim. Jak dobrze wiecie, były reprezentant Polski kilkanaście godzin temu został ogłoszony jako nowy szkoleniowiec Wisły, ale tej z Płocka. Dotychczasowy asystent Macieja Stolarczyka był związany z "Białą Gwiazdą" od 2005 roku, z trzyletnią przerwą na występy u dzisiejszego przeciwnika czyli w Górniku Zabrze. Przed 42-latkiem pierwsze poważne wyzwanie w karierze trenerskiej.
Nowym członkiem @SociosWisla został Zdenek Ondrasek.
— Eryk Gawlik (@ErykGawlik) August 5, 2019
A tak @WislaKrakowSA żegna swoją legendę Radosława Sobolewskiego 👏👏👏#WISGOR pic.twitter.com/cLAkoHyUl6
Jeszcze mecz na dobre się nie zaczął, a kibice już wytypowali nieoficjalnego piłkarza meczu. Został nim Kamil Wojtkowski, ofensywny pomocnik Wisły Kraków. Piłkarz, który w trwających rozgrywkach może być jako młodzieżowiec spełniający wymóg, wzoruje się na jednym z popularniejszych piłkarzy występujących na naszych boiskach w latach 90. Mowa o Marcinie Mięcielu, napastniku m.in.: Legii Warszawa czy ŁKS-u, który wybiegał na boisko ze specjalnym plastrem na nos.
Wojtkowski dziś z plastrem Mięciela, chyba już znamy zwycięzcę 😁#WISGÓR
— Emilian Olbrych (@emilianolbrych) August 5, 2019
Skoro tak sobie wracamy do przeszłości, to cofniemy się do pierwszych sezonów zabrzan po powrocie do najwyżej klasy rozgrywkowej w Polsce. Górnik Zabrze wchodził do Ekstraklasy w imponującym stylu, a główne role odgrywali rodzimi piłkarze. To tutaj wypromowali się Mateusz Wieteska, Rafał Kurzawa, Damian Kądzior czy Szymon Żurkowski. A jak sytuacja wygląda dzisiaj? Marcin Brosz desygnował w wyjściowym składzie Przemysława Wiśniewskiego (rocznik 1998), Pawła Bochniewicza (rocznik 1996) oraz Łukasza Wolsztyńskiego (rocznik 1994). Różnica jest zauważalna, prawda? Bez wątpienia zaginęła gdzieś filozofia, którą przysporzyła wielu fanów Górnikowi.
Górnik - w rok od jedenastki młodych Polaków z niższych lig do 3 Polaków w składzie.#WISGÓR
— Rafał Pruszy (@RafiPruszy) August 5, 2019
Niezwykle trudno napisać coś o tym meczu, skoro wiele minut składało się na typowy obraz widoczny podczas meczów Ekstraklasy - sporo biegania, niezmienne tempo i co gorsza nie było ono zbyt szybkie. Granie piłki do najbliższego partnera praktycznie na zasadzie "gry na alibi". Jedyna ładna akcja pierwszej połowy od razu przyniosła gola, gdyby nie mały szkopuł. W momencie zagrania piłki do Igora Angulo, doświadczony Bask znajdował się na pozycji spalonej. A przynajmniej przy takiej opinii upierała się trójka sędziowskiego, bo pewne ujęcie nakazują myśleć zupełnie inaczej. A przecież żyjemy w czasach cudownego urządzenia, jakim jest VAR!
Pierwszy kwadrans prawie za nami. Wspaniała kopanina. Chaos. Jeden rytm biegania i kopania. I co dalej? Czy z tego może coś jeszcze być? @W_Kowal #WISGOR #Ekstraklasa
— Tomasz Kokoski (@Filozofiasportu) August 5, 2019
Nie wiem co się musi stać by takie WIELBŁĄDY wyeliminować. Super technologia,kilka kamer,kilku ludzi a nadal zespoły okradane z goli 👎🙈 #WISGOR pic.twitter.com/zzb9WRUjdg
— Maciej Gałat (@GalatMaciej) August 5, 2019
W drugiej części spotkania trenerowi Wisły Kraków przybyło kolejnych kłopotów. W tym momencie Maciej Stolarczyk nie mógł skorzystać z usług kilku ważnych piłkarzy, którzy uskarżali się na kontuzje. Z powodu kontuzji nadal do gry nie wrócił Jakub Błaszczykowski, a podczas dzisiejszego meczu boisko przedwcześnie opuścił Vullnet Basha. Dla Albańczyka to nie jest żadna nowość, bo właśnie z powodu urazu zabrakło go podczas inauguracyjnego meczu przeciwko Śląskowi Wrocław. Dzisiaj wytrzymał niespełna godzinę.
Basha z kontuzją... chyba trzeba przejść na grę w systemie 1-4-2-4... a czekajcie tylu napastników też nie mamy, więc pozostaje 1-7-2-1 i gra na zero z tyłu 😉😂 #WISGÓR
— Grzegorz Korus (@korus_grzegorz) August 5, 2019
Na szczęście tempo gry trochę się rozruszało w drugiej połowie, a porównując do pierwszej połowy to praktycznie były to dwa różne mecze. W pierwszej połowie obserwowaliśmy typowego Stojanowa, za to po przerwie piłkarze rozpoczęli nawet poważniejsze truchtanie po murawie. Postęp był na tyle zauważalny, że Wisła oraz Górnik doczekały się nawet sytuacji podbramkowych. Jako pierwsi zaatakowali gospodarze, ale strzał Denysa Bałaniuka zatrzymał się na poprzeczce, a w odpowiedzi goście z Górnego Śląska ponownie wpakowali piłkę do siatki. Sędzia jednak nie wahał się ponownie utemperować radość górników i odgwizdał spalonego.
Balaniuk, serio? ....#WISGOR
— Buliziom1906 (@buliziom) August 5, 2019
Kolejna akcja, która rozbudziła kibiców w ten poniedziałkowy wieczór to zdarzenie z kibicami w roli głównej. Najprawdopodobniej ktoś w ramach protestu na grę obu zespołów postanowił rzucić w stronie boiska pustą buteleczkę po wódce. Muszę przyznać, że w dużym stopniu rozumiem rozgoryczenie kibiców postawą Górnika oraz Wisły Kraków. Z prawdziwą trudnością przychodziło oglądanie tego pojedynku na trzeźwo. Pewną nadzieją na emocjonującą końcówkę wlał wprowadzony z ławki Chuca, bo liczono na to, że wychowanek Villarrealu będzie prezentował jakąś klasę piłkarską. Jak pokazał doliczony czas gry - Hiszpan zaliczył wymarzony debiut.
Jest i Chuca. Dawaj, chłopie. 🤙👊👊👊#WISGÓR
— Marcin Rozwadowski (@ROZVAD84) August 5, 2019
Gdy do końca meczu pozostał niecały kwadrans, Krzysztof Drzazga miał dwie piłki meczowe na nodze. Świetnym przeglądem pola popisał się wiecznie żywy Paweł Brożek, który obsłużył świetnym podaniem swojego partnera z ataku. Młodszy z duetu napastników przechytrzył Martina Chudego, ale ktoś czuwał nad słowackim bramkarzem - piłka trafiła w słupek. Jeszcze więcej szczęścia sprzyjało Chudemu przy drugiej akcji rezerwowego na początku doliczonego czasu gry. Tylko Drzazga będzie wiedział, dlaczego piłka przy akcji sam na sam wylądowała na górnej siatce. Kibice "Białej Gwiazdy" całkowicie zapomną o niewykorzystanych sytuacjach Drzazgi, bo fani Wisły zostali wprowadzeni w stan ekstazy dzięki wspomnianemu wcześniej Chuce. Nie po raz pierwszy przydało się nieocenione doświadczenie Brożka, który wypatrzył nowo ściągniętego zawodnika Wisły. Piłkarze z Półwyspu Iberyjskiego nie mają problemu z techniką użytkową, która przydała się strzelcowi zwycięskiego gola. Wisła Kraków w końcu mogła triumfować!
#WISGÓR
— Tomasz Owczarek (@TomOwczarek71) August 5, 2019
1. Profesor Brożek. Powinien mieć 3 asysty, a nie tylko jedną.
2. Po pierwszej połowie powinno być 0:1 dla Górnika, a sędzia ustawił mecz spalonym z kapelusza.
3. Angulo jest cieniem siebie samego z poprzednich sezonów (a i tak powinien mieć asystę).