Lip
17
2021
Skomentuj

Klątwa Legii trwa. Kolejne trofeum w gablocie Rakowa!

Niczym cztery, trzy, ale również dwa lata temu obyło się bez niespodzianki. Piłkarze Legii Warszawa podtrzymali tradycję i przegrali ósmy Superpuchar Polski z rzędu. Tym razem na listę pogromców wpisał się Raków Częstochowa. Zespół Marka Papszuna zwyciężył po rzutach karnych i to właśnie on przystąpi do europejskich pucharów w nieco lepszych nastrojach.


Mecze Serie A, LaLiga oraz innych najlepszych lig pełnoletni widzowie mogą oglądać i obstawiać na stronie sponsora portalu, Betclic.pl. SPRAWDŹ TUTAJ!

MATERIAŁY PROMOCYJNE PARTNERA | W grach hazardowych mogą uczestniczyć wyłącznie osoby, które ukończyły 18 lat. Udział w nielegalnych grach hazardowych jest przestępstwem. | Hazard może uzależniać. BEM to legalny bukmacher. Gra u nielegalnych grozi konsekwencjami prawnymi


Legia Warszawa - Raków Częstochowa 1:1 (3:4 k.)(Emreli 90+3' - Tudor 10')

Legia: Miszta - Rose (58' Skibicki), Wieteska, Hołownia - Juranović, Slisz (58' Kapustka), Martins, Mladenović - Muci (58' Luquinhas), Lopes (58' Emreli), Pekhart

Raków: Kovacević - Rundić, Niewulis, Arsenić - Tudor (66' Wdowiak), Papanikolaou, Lederman (86' Poletanović), Kun - Cebula (77' Petrasek), Tijanić (69' Lopez), Musiolik (83' Arak)


Stare, dobre przysłowie mówi – wszystko co dobre, szybko się kończy. No i dobiegło końca. Nikt nie przewidział jednak tego, że znakomite nastroje w szeregach Legii nie przetrwają nawet tygodnia i zanikną wraz z sobotnim pojedynkiem.

Wtorkowe spotkanie z Bodø/Glimt wlało do szatni mistrza Polski ogrom radości. Być może nie wywołało szalejących na zachodzie powodzi, aczkolwiek zasugerowało, iż sytuacja panująca w zespole ma się dobrze. Awans do II rundy eliminacji Ligi Mistrzów mimo wszystko ważył niemało. Coś tam znaczył, ale co najważniejsze był naprawdę dobrym prognostykiem na dalszą część sezonu. Przybliżył stołeczny zespół do gry w fazie grupowej europejskich pucharów – w razie zwycięstwa nad Florą Tallin już na sto procent zagrają w Lidze Konferencji UEFA. Wydawało się, że w końcu coś zatrybiło. Z tyłu głowy było jednak przeświadczenie, że zwycięstwo nad Bodø/Glimt było jedynie wypadkiem przy pracy i lada moment wszystko wróci do normy. No i wróciło. Legia zagrała słabo. Dała się zdominować piłkarzom Rakowa i przegrała ósmy Superpuchar Polski z rzędu. Czy kogoś to dziwi? Raczej nie powinno. Zdążyliśmy się do tego przyzwyczaić, więc warto to potraktować jako kontynuację wyrobionej już tradycji.

Wytłumaczenie na ten dość niefortunny rezultat może być oczywiście jedno. Brak podstawowych nazwisk. Ze względu na to, że lada moment dojdzie do spotkania o III rundę kwalifikacji do Ligi Mistrzów, trener Czesław Michniewicz nie posłał do boju tego, co w ostatnich dniach działało naprawdę dobrze. Cześć zawodników musiała odpocząć. Na ławce rezerwowych zasiadło aż pięciu podstawowych graczy. Zabrakło Artura Boruca, Artura Jędrzejczyka, Bartosza Kapustka, Mahir Emreli oraz Luquinhas. Zważając na to, że to właśnie oni odgrywali główne role w stołecznej maszynie, ich brak faktycznie mógł być lekko odczuwalny. Potencjalni następcy mogli, aczkolwiek nie musieli sobie poradzić z ciężarem tego pojedynku, tym bardziej że sam przebieg nie zależał tylko i wyłącznie od nich. Pięć groszy dołożył również rywal.

Piłkarze Rakowa zaprezentowali się genialnie. Tego im odbierać nie wypada, bo nie często zdarza się, by ktoś wpadł na Łazienkowską i od samego początku próbował kontrolować przebieg spotkania. A dokładnie w ten sposób zagrał dziś zespół Marka Papszuna.

Bardzo wysoki pressing, szarże przy linii bocznej boiska i zabójcze stałe fragmenty – niby nic wielkiego, aczkolwiek wystarczyło, by piłkarze Legii Warszawa kończyli spotkanie na tarczy. Na przestrzeni niemal całego pojedynku byli albo bezradni albo do bólu nieprecyzyjni. Zauważalnego ożywienia dodała im przerwa pomiędzy dwiema odsłonami, lecz nie odwróciła ich nastawienia na tyle, by wynikło z tego coś dobrego. Nie odmieniło tego nawet trafienie Mahira Emreliego. Napastnik mistrza Polski pokonał bramkarza rywali dopiero w doliczonym czasie gry. Raków zaprezentował się jednak wybitnie. Nie dało się go przeskoczyć. Zagrał bezbłędnie i tylko brak lepszego wykończenia sprawił, że gospodarze zostali ukarani w najmniejszy możliwy sposób.

Bohaterem Rakowa został dziś Fran Tudor. Chorwacki defensor otworzył wynik pojedynku jeszcze przed upływem pierwszego kwadransa. W 10. minucie meczu wykorzystał dośrodkowanie z rzutu rożnego i precyzyjnym strzałem głowa umieścił piłkę w siatce. Szans po stronie przyjezdnych było jednak znacznie więcej, choć do rozstrzygnięcia wyniku potrzebne były rzuty karne. 

Strzelanie na obiekcie przy Łazienkowskiej mogło się rozpocząć nieco wcześniej. Znakomitej szansy nie wykorzystał jednak David Tijanić. Reprezentant Słowenii źle trafił w piłkę i zamiast uderzyć w światło bramki, o mało nie urwał głowy Marcinowi Cebuli. Kolejnych szans nie wykorzystali Sebastian Musiolik oraz Ivi Lopez, lecz nie zmienia to faktu, że to właśnie piłkarze Rakowa byli stroną dużo bardziej konkretną.

A Legia? Przede wszystkim nie można jej oddać zaangażowania. Zabrakło jedynie precyzji oraz odrobiny zdecydowanie pod polem karnym rywala. Bramka Azera zbyt wiele nie wniosła. Pomimo tego, że konkretniejszy zespół Marka Papszuna, dogodnych sytuacji nie brakowało również w szeregach mistrza Polski. Bardzo aktywny był wprowadzony po przerwie Kacper Skibicki. Próbował Rafa Lopes, straszył Ernest Muci. Efekty? No właśnie brak. Legia nie zdołała odpowiedzieć. W serii jedenastek pomylili się Bartosz Kapustka oraz Mahir Emreli i przegrali to starcie dość zasłużenie. 

 

Komentarze0
Musisz być zalogowany aby dodawać komentarze.

Najczęściej czytane...

Video
34
17 Wrzesień 2017

Tete zgasił Neymara [VIDEO]

Video
1
11 Październik 2017

Lewy w parodii Jeden Osiem L - Jak Zapomnieć

Video
5
3 Październik 2017

Wojciech Szczęsny w roli dziennikarza! Mistrzowskie pytanie o Krychowiaka! xD [VIDEO]

Video
10
18 Wrzesień 2017

Neymar chce strzelać rzut karny, ale Cavani... [VIDEO]