
Lacazette pogrążył bezradne Napoli - Echa meczu Napoli vs Arsenal
Rewanżowe starcie Napoli z Arsenalem miało ogromną wagę. Dla obu klubów Liga Europy to ostatnia szansa na wywalczenie jakiegokolwiek trofeum w tym sezonie. Dla "Kanonierów" dodatkową motywacją do wygrania tych rozgrywek jest to, że w dalszym ciągu nie są pewni miejsca w Top 4 i możemy nie zobaczyć ich w Lidze Mistrzów w przyszłym sezonie. Dwubramkowa przewaga z pierwszego meczu nie dawała im całkowitego spokoju w rewanżu.
Składy:
- Napoli: Meret- Ghoulam (71' Rui), Koulibaly, Chiriches, Maksimović (46' Mertens)- Zieliński, Ruiz, Allan, Callejon- Milik, Insigne (61' Younes)
- Arsenal: Cech- Monreal, Koscielny, Sokratis- Kolasinac, Xhaka (61' Elneny), Torreira, Maitland-Niles, Ramsey (34' Mkhitaryan)- Aubameyang, Lacazette (68' Iwobi)
Od samego początku mieliśmy dużo walki w środku pola. Piłkarze co chwilę się faulowali i ciężko było dojrzeć jakąś składną akcję. Żadna ze stron nie potrafiła zdominować rywala. Pierwsi okazję bramkową wypracowali sobie gracze spod Wezuwiusza. Piłkę w okolicach własnego pola karnego odebrał Koulibaly i jak czołg popędził przez połowę boiska. Zamiast wykończyć akcję samemu, podał do Callejona, który uderzył prosto w Cecha.
Po tej sytuacji trybuny na San Paolo odżyły. Wraz z upływem czasu Napoli zyskiwało coraz większą przewagę, a kibicom przypomniał o sobie Arek Milik. Najpierw pięknym lobem posłał piłkę do siatki, jednak sędzia zauważył w tej sytuacji spalonego. Kilka minut później dostał futbolówkę prosto na nos od Zielińskiego, ale jego uderzenie było niecelne. Licząc niewykorzystaną sytuację Callejona, mogło być już 2:0.
Nie warto jednak gdybać, co dobitnie uświadomił mi Alexandre Lacazette w 36. minucie. Francuz wykonywał rzut wolny i uderzył futbolówkę po prostu perfekcyjnie. W tym strzale była siła i precyzja. Meret mógł tylko stać i podziwiać. Po minach podopiecznych Carlo Ancelottiego można było wywnioskować, że są już pogodzeni z odpadnięciem. Odwrócenie losów tego dwumeczu graniczyło z cudem.
Arbiter do pierwszej połowy doliczył cztery minuty, podczas których nie wydarzyło się już nic ciekawego. Gospodarze odbijali się od szczelnie ustawionej defensywy "Kanonierów", którzy spokojnie czekali na rozwój wydarzeń i liczyli na kontrę. Niewykorzystane sytuacje się mszczą, czego mieliśmy dowód w pierwszej części meczu.
Od początku drugiej połowy to Napoli prowadziło grę, natomiast nie wynikało z tego nawet najmniejsze zagrożenie pod bramką Cecha. Każda akcja Neapolitańczyków wyglądała bardzo podobnie. Któryś z obrońców posyłał długie podanie do Callejona, który następnie niecelnie dośrodkowywał futbolówkę w pole karne i gra wznawiana była spod bramki. Kibice zebrani na San Paolo nie mogli patrzeć na grę swoich ulubieńców i zaczęli gwizdać. Frustracja wśród piłkarzy Napoli narastała, co można było zauważyć po zejściu Lorenzo Insigne. Obrażony Włoch kopnął każdą butelkę, która nawinęła mu się na nogę.
Do 70. minuty Unai Emery wykorzystał wszystkie możliwe zmiany, mając świadomość tego, że jego podopieczni nie są aż tak zdolni, aby roztrwonić tak dużą przewagę. Gospodarze w dalszym ciągu stwarzali pozory dobrej gry. Do 80. minuty na 11 strzałów oddali tylko trzy celne. Z pewnością sami chcieliby usłyszeć już końcowy gwizdek.
Podczas trzech doliczonych minut nie wydarzyło się już nic ciekawego. Arsenal był drużyną skuteczniejszą i lepiej zorganizowaną w defensywie. Gospodarze nie wykorzystali kilku świetnych okazji. "Kanonierzy" szykują się na półfinał, a Napoli pozostało już tylko kilka ligowych spotkań.