Kwi
06
2021
Skomentuj

PODSUMOWANIE WEEKENDU. Wielkanoc i błędy faworytów. Wpadki Atletico, Juventusu i PSG!

Święta, święta i po świętach. Ze względu na to, iż zakończony weekend stanął pod znakiem Wielkanocy, do małych zmian doszło również w kalendarzu. Zamiast trzech dni grania mieliśmy aż cztery. W tym czasie arcyważne punkty stracili między innymi piłkarze Juventusu, Milanu, Atletico Madryt oraz Paris Saint-Germain. A co słychać u reszty? 


Mecze Serie A, LaLiga oraz innych najlepszych lig pełnoletni widzowie mogą oglądać i obstawiać na stronie sponsora portalu, Betclic.pl. SPRAWDŹ TUTAJ!

MATERIAŁY PROMOCYJNE PARTNERA | W grach hazardowych mogą uczestniczyć wyłącznie osoby, które ukończyły 18 lat. Udział w nielegalnych grach hazardowych jest przestępstwem. | Hazard może uzależniać. BEM to legalny bukmacher. Gra u nielegalnych grozi konsekwencjami prawnymi. 


Weekendowe granie było wybitnie długie. Ze względu na święta Wielkanocy trwało cztery dni

Można stwierdzić, iż spotkań rozegranych w pierwszy dzień weekendu było tyle, co kot napłakał. W gruncie rzeczy odbyło się tylko jedno starcie. Naprzeciw siebie stanęły Levante oraz Huesca i dość niespodziewanie górą byli goście. Na otwarcie 29. kolejki LaLiga odnieśli bardzo cenne zwycięstwo 2:0 i urealistycznili swoje szanse na miejsce wśród hiszpańskich gigantów. By faktycznie tak się stało, spotkanie z piątku muszą powtórzyć jeszcze kilka razy. A grania w piątek byłoby na tyle. 

Sobota rozpoczęła się z grubej rury. Na początek zawitaliśmy do Anglii i byliśmy świadkami potężnej niespodzianki. Piłkarze Chelsea nie sprostali wyzwaniu rzuconego przez West Bromwich Albion. Mimo szybko zdobytej bramki, losy spotkania zostały zamknięte jeszcze przed przerwą. Po czerwonej kartce dla Thiago Silvy inicjatywę przejęli zawodnicy beniaminka, którzy w sposób wybitny punktowali faworyta tego starcia. Ostatecznie zakończyło się na niecodziennym wyniku 2:5 na korzyść West Bromu i pierwszej porażce Thomasa Tuchela w szeregach "The Blues". 

Nieco więcej logiki zachowały spotkania z udziałem Leeds, Manchesteru City oraz Liverpoolu. Każdy z wymienionych zespołów był faworytem. Każdy swe spotkania wygrał i do niedzielnego śniadania mógł zasiąść z bananem na ustach.

Pod znakiem czerwonych kartek oraz starć gigantów stanęły sobotnie pojedynki w ramach rozgrywek Ligue 1. Po raz kolejny w tym sezonie punkty straciły Paris Saint-Germain oraz Olympique Lyon. Stołeczny zespół przegrał w hicie kolejki z Lille. Tym samym  drużyna prowadzona przez Christophe'a Galtiera ponownie zasiadła na pozycji lidera. Dużo więcej szczęścia mieli w Księstwie Monaco. Miejscowy zespół rozbił na własnym obiekcie Metz 4:0 i zbliżył się do uciekającej stawki. Ich strata do wicelidera z Paryża to w tym momencie jedno "oczko". A wszystko to w akompaniamencie wykluczeń. Bo, choć spotkania zostały rozegrane na dzień przed Wielkanocą, agresji oraz brutalności szczędziło niewielu. Zakończyło się na czterech czerwonych kartkach. Wśród szczęśliwców znów znalazł się... Neymar.

Zadaną przed dwoma tygodniami pracę domową odrobili za to w Hiszpanii. Arcyważne zwycięstwo nad Eibar (2:0) odnieśli piłkarze Realu Madryt. "Królewscy" właśnie zbliżyli się do liderującego Atletico Madryt i kto wie, czy na dziewięć kolejek przed końcem rozgrywek nie podłączą się do walki o mistrzostwo Hiszpanii. Ich strata do "Los Rojiblancos" wynosi zaledwie trzy punkty. A co to oznacza? Ano głównie to, iż zbliżające się El Clasico w końcu będzie miało jakąś wartość. Wiele wskazuje na to, że jego zwycięzca będzie mógł pomyśleć o triumfie w całych rozgrywkach. W drugim, choć nieco mniej emocjonującym pojedynku górą był Villarreal. Żółta Łódź Podwodna nie dała szans Granadzie i odniosła pewne zwycięstwo 2:0.

Bez kontuzjowanego Roberta Lewandowskiego, choć do bólu skutecznie zagrali piłkarze Bayernu Monachium. Kto wie, czy nie było to starcie na wagę mistrzostwa Niemiec. Zespół prowadzony przez Hansiego Flicka rozprawił się na wyjeździe z RB Lipskiem. Jedynego gola w tym meczu zdobył Leon Goretzka. W pozostałych starciach triumfowali natomiast faworyci. Kolejny komplet punktów zapisały na swoim koncie Wolfsburg, Eintracht Frankfurt oraz Bayer Leverkusen. Na tarczy kończyła zaś Borussia Dortmund, która coraz poważniej spogląda w kierunku... Ligi Europy.

Zamiast zaplanowanych czterech spotkań w Polsce odbyły się jedynie trzy. Z powodu licznych zakażeń w szeregach Rakowa Częstochowa tygodniowy odpoczynek zrobili sobie piłkarze Stali Mielec. A co działo się w pozostałych starciach? Przede wszystkim wygrała Legia Warszawa. Stołeczny zespół rozbił przy Łazienkowskiej Pogoń Szczecin (4:2) i w sposób wybitny udowodnił, iż tegoroczny tytuł mistrza Polski należy się tylko i wyłącznie im. Ponadto znów wygrał Piast Gliwice. Potknął się natomiast Lech Poznań, który uległ Cracovii i prawdopodobnie zwolni trenera. O tym przekonamy się w najbliższych dniach.

Sobotę już standardowo kończyliśmy we Włoszech. To właśnie tam działo się wszystko, co zadziać się miało, przy czym sprawiło kilka, naprawdę konkretnych niespodzianek. Po pierwsze, punkty stracił Milan. Po drugie remisem zakończyło się spotkanie z udziałem Juventusu. Nieco lepiej poradził sobie natomiast Inter Mediolan. Znów wygrał. Znów odskoczył stawce i wiele wskazuje na to, że zbliża się do upragnionego panowania we Włoszech. A wszystko to za sprawą Romelu Lukaku. On znów strzelił.

Dużo ciekawych rzeczy działo się także u Polaków. W szeregach Napoli zagrał Piotr Zieliński. Drużyna spod Wezuwiusza wygrała 4:3 z Crotone. Bramkę na wagę remisu zdobył natomiast Kamil Glik. Jego Benevento zremisowało z Parmą.  

Niedziela Wielkanocna nie obfitowała w duże emocje piłkarskie, ale wciąż byliśmy świadkami kilku interesujących meczów.

Zaczęło się właściwie tradycyjnie od Premier League, gdzie jako pierwsi na boisko wybiegli piłkarze Southampton oraz Burnley. Oba zespoły w ostatnim czasie prezentowały gorszą formę, ale bezpośredni pojedynek był jednak niezwykle interesujący. Przed upływem pierwszych 30 minut meczu Burnley wyszło na dwubramkowe prowadzenie, ale nie utrzymali je nawet do przerwy. Danny Ings ponownie pokazał się jako kluczowa postać „Świętych” - najpierw asystował przy golu Stuarta Armstronga, a następnie sam wpisał się na listę strzelców. Za to decydującego gola dla Southampton zdobył Nathan Redmond i to drużyna Jana Bednarka zgarnęła komplet punktów. 

Następnie ponownie ujrzeliśmy brzydszą twarz Tottenhamu. Drużyna z północnego Londynu ma spore ambicje, które sięgają gry w Lidze Mistrzów. Będzie jednak o to trudno, jeżeli „Spurs” będą traciły punkty z drużynami walczącymi o utrzymanie. Zaczęło się słodko-gorzko, bo chociaż Newcastle objęło prowadzenie, to następnie Harry Kane w niecałe pięć minut strzelił dwa gole. Wówczas wydawało się, że wszystko skończy się zgodnie z oczekiwaniami, ale Joe Willock miał na ten temat zupełnie inne zdanie. Rezerwowy „Srok” zapewnił swojej drużynie jeden punkt, a dla samego strzelca gola to trafienie miało wyjątkowe znaczenie, bo mowa w końcu o wychowanku Arsenalu. 

Jeszcze kilka tygodni temu Aston Villa była rewelacją Premier League bijącą się nawet o Ligę Mistrzów. Dobra dyspozycja zapodziała się wraz z kontuzją Jacka Grealisha, chociaż wciąż nie można im odmówić walki o europejskie puchary. Tym razem podopieczni Deana Smitha poradzili sobie z Fulham, które wciąż nie powiedziało ostatniego słowa w walce o utrzymanie. Drużyna z Birmingham zapewniła sobie zwycięstwo dopiero w ostatnim kwadransie, a pierwszoplanową rolę odegrał rezerwowy z Egiptu – Trezeguet – strzelec dwóch goli. 

A na koniec Wielkiej Niedzieli z Premier League mieliśmy kolejny, polski akcent. Po raz kolejny w wyjściowym składzie Brighton znalazło się miejsce dla Jakuba Modera, chociaż strzelec bramki dla reprezentacji Polski na Wembley ponownie zagrał dla nietypowej dla siebie pozycji. Były piłkarz Lecha był ponownie wahadłowym, chociaż na pewno cieszy fakt grania od pierwszej minuty. Samo spotkanie dla Brighton zaczęło się bardzo dobrze, bo do siatki trafił Danny Welbeck. W drugiej połowie drużyna z nadmorskiej miejscowości już nie miała nic do powiedzenia i komplet punktów został na Old Trafford za sprawą bramek dwóch wychowanków United: Marcusa Rashforda oraz Masona Greenwooda. 

W Niemczech mieliśmy jeden mecz, ale za to jaki! W Berlinie doszło do derbów stolicy, które ostatecznie zakończyły się bez rozstrzygnięcia. Sam mecz nie będzie wspominany latami, bo w obu drużynach wygrał po prostu minimalizm. Trochę lepsze wrażenie zostawili po sobie piłkarze Unionu, chociaż z remisu raczej bardziej cieszą się w zespole Herthy. W końcu drużyna Krzysztofa Piątka znajduje się wciąż niebezpiecznie blisko strefy spadkowej, więc każdy punkt jest na wagę złota. 

Skoro już mowa o polskich napastnikach, to Wielkanoc była pracowita dla dwóch, innych snajperów. Najpierw na boisku pojawił się Karol Świderski, chociaż piłkarz PAOK-u – tak jak cała drużyna – była jedynie cieniem dla Panathinaikosu. „Koniczynki” z Aten wygrały bardzo pewnie i zbliżyły się do drużyny z Salonik, która w tym momencie zajmuje trzecie miejsce z zaledwie jednopunktową przewagą. 

W dużo lepszym nastroju powinien być Arkadiusz Milik, bo jego drużyna wygrała kolejny mecz ligowy i zbliżyła się do miejsca zapewniającego udział w nowym tworze UEFA – Europa Conference League. Marsylia w tym sezonie pokazała, że jest zdolna do wszystkiego, ale musiałaby naprawdę się postarać, aby stracić punkty z czerwoną latarnią Ligue 1 – Dijon. Nasz napastnik nie pokazał nic nadzwyczajnego, ale do zwycięstwa wystarczyły dwie asysty Dimitri Payeta. 

Niedziela w Hiszpanii była obfita w wydarzenia niczym stoły suto zastawione potrawami. Zaczęło się w miarę skromnie, chociaż o meczu Deportivo Alaves z Celtą Vigo trzeba wspomnieć za sprawą wyczynu lidera Celty – Iago Aspasa. Hiszpan ponownie pokazał, że jego drużyna jest uzależniona od jego postawy i absencja Aspasa za każdym razem będzie odczuwalna. Tym razem Aspas przydał się w ten sposób, że zaliczył dwie asysty i dodatkowo strzelił gola. A to wszystko na przestrzeni zaledwie 12 minut! 

O kolejnym meczu będzie jeszcze wiele się mówiło, ale niestety nie przez wzgląd na akcje piłkarzy Cadizu czy Valencii. Najbardziej zapamiętany moment tego meczu to konfrontacja pomiędzy Juanem Calą a Mouctarem Diakhabym. Ten pierwszy miał podobno obrazić obrońcę Valencii na tle rasistowskim i to zdarzenie poskutkowało przerwanym meczem, bo koledzy Diakhaby’ego zeszli z boiska w geście solidarności. Ostatecznie spotkanie zostało już dograne, a skończyło się zwycięstwem Cadizu. 

Za to na koniec dostaliśmy kolejny dowód na to, że walka o mistrzostwo Hiszpanii będzie pasjonująca do samego końca. Dzieje się to za sprawą lidera – Atlético – punktującego w tym roku poniżej oczekiwań. Podopieczni Diego Simeone dają nadzieję swoim rywalom do mistrzostwa, bo w tej kolejce doznali kolejnej porażki. Tym razem lepsza okazała się być Sevilla, której do szczęścia wystarczyła jedna bramka. Zwycięstwo ekipy ze stolicy Andaluzji mogło być okazalsze, ale Lucas Ocampos nie wykorzystał rzutu karnego. 

A co można opowiedzieć o Lanym Poniedziałku? Piłkarskiego lania nie doświadczyliśmy

Najwięcej meczów uraczyliśmy na krajowym podwórku, bo Ekstraklasa zaoferowała nam aż cztery spotkania. Zaczęło się od starcia w Zabrzu, podczas którego Warta ponownie przedstawiła się jako najlepszy beniaminek w stawce oraz jako najlepsza ekipa z Poznania. Podopieczni Piotra Tworka wygrali w miarę pewnie 2:1 i za sprawą zwycięstwa zrównali się punktami z poniedziałkowym przeciwnikiem. 

Poniedziałek to generalnie był bardzo dobry mecz dla tegorocznych beniaminków, o czym przekonało się Podbeskidzie Bielsko-Biała. Bielszczanie mają bardzo dobrą wiosnę, dzięki której mogą nadal myśleć o utrzymaniu w elicie. Podstawowym celem jest wygrywanie kolejnych meczów, a w poniedziałek przerwali ostatnią serię bez zwycięstw. Drużyna spod Klimczoka nie dała żadnych szans Wiśle Kraków i na jakiś czas wydostała się ze strefy spadkowej. 

Za to w Białymstoku byliśmy świadkami powrotu Jacka Magiery na ławkę trenerską w Ekstraklasie. Były selekcjoner polskiej młodzieżówki objął funkcję w Śląsku Wrocław i jego debiut przypadł na mecz z białostocką Jagiellonią. Patrząc na wyjściową jedenastkę wybraną przez Jacka Magierę, nowy trener Śląska postanowił mocno namieszać. Ostatecznie wybory Magiery się obroniły, skoro wrocławianie wyjechali ze stolicy Podlasia z trzema punktami na koncie. 

Ostatni mecz tej kolejki Ekstraklasy czekał nas w Gdańsku. Miejscowa Lechia nie była zbyt gościnna dla Zagłębia Lubin, bo ekipa z Dolnego Śląska praktycznie nie miała nic do powiedzenia w meczu z biało-zielonymi. Na dobrą sprawę Lechia powinna wygrać ten mecz dużo wyżej, bo „Miedziowi” zaprezentowali formę podobnej do tej, którą zaobserwowaliśmy w meczu z Legią Warszawa. Ostatecznie skończyło się tylko na 3:1, a z tego meczu zapamiętamy spektakularne pudło autorstwa Patryka Szysza i nie zmieni nawet fakt, że napastnik Zagłębia pod koniec pierwszej połowy trafił do bramki. 

W Anglii poniedziałkowe granie było bardzo nietypowe, bo rozegrano zaledwie dwa mecze rozpoczynające się dopiero późnym popołudniem. A zaczęło się to wszystko na Goodison Park, gdzie Everton podejmował Crystal Palace. Wydawało się, że podopieczni Carlo Ancelottiego dowiozą zwycięstwo do końca, ale Roy Hodgson miał asa w rękawie. Mitchy Batshuayi wszedł z ławki rezerwowych i potrzebował zaledwie dwóch minut, aby wpisać się na listę strzelców i tym samym zapewnić swojej drużynie jeden punkt. 

Za to w następnym meczu widzieliśmy kolejny odcinek dotyczący odrodzenia Jessego Lingarda. Były piłkarz Manchesteru United tym razem przydał się West Hamowi United w meczu przeciwko Wolverhampton. Anglik otworzył wynik meczu w pierwszych minutach meczu, a pod koniec pierwszej połowy zaliczył asystę przy golu Jarroda Bowena. W międzyczasie na listę strzelców wpisał się Pablo Fornals i wydawało się, że wieczór dla „Młotów” będzie bardzo spokojny. Łukaszowi Fabiańskiemu na pewno było daleko od spokoju, bo polski bramkarz wpuścił dwa gole i zwycięstwo WHU wisiało na włosku do samego końca. Ostatecznie Polak mógł wznieść ręce w geście triumfu i zadomawiać się w czołowej czwórce Premier League. 

W Hiszpanii Barcelona miała zrobić wszystko to, aby przed sobotnim Klasykiem być w uprzywilejowanej pozycji do gonienia lidera. Wydawało się, że „Duma Katalonii” ma wszystkie argumenty do tego, aby pewnie pokonać na własnym stadionie Real Valladolid. Ostatecznie gospodarze dopięli swego, ale musieli nieźle się namęczyć. Zwycięska bramka padła dopiero w ostatnich minutach meczu, gdy rywale grali już w osłabieniu. O samych okolicznościach nie będziemy jednak pamiętali, a zapamiętamy jedynie to, że „Blaugrana” traci już tylko punkt do lidera ligi. To dodaje dodatkowego smaczku nadchodzącemu Klasykowi, który zostanie rozegrany w sobotni wieczór. 

 

Komentarze0
Musisz być zalogowany aby dodawać komentarze.

Najczęściej czytane...

Video
34
17 Wrzesień 2017

Tete zgasił Neymara [VIDEO]

Video
1
11 Październik 2017

Lewy w parodii Jeden Osiem L - Jak Zapomnieć

Video
5
3 Październik 2017

Wojciech Szczęsny w roli dziennikarza! Mistrzowskie pytanie o Krychowiaka! xD [VIDEO]

Video
10
18 Wrzesień 2017

Neymar chce strzelać rzut karny, ale Cavani... [VIDEO]