
Mourinho wyrzucony na trybuny, ale i tak „Święty” spokój Manchesteru United
Powiedzenie, że Manchester United rozjeżdża swoich rywali w tym sezonie jak walec drogowy to lekkie nadużycie. Czerwone Diabły w pierwszej połowie napoczynają rywali, a potem bezlitośnie rozrywają defensywy przeciwników na strzępy w końcówkach meczów. Tym razem podopieczni Jose Mourinho pojechali na St. Mary's Stadium, gdzie ich formę przetestować mieli piłkarze z Southampton.
Mecz rozpoczął się bardzo niemrawo. Obydwie drużyny miały problemy ze stworzeniem sobie sytuacji podbramkowych. To mogło dziwić, bo zarówno „Święci”, jak i piłkarze z Old Trafford oddają w tych rozgrywkach sporo strzałów. Różnica jest jednak taka, że gospodarze rażą nieskutecznością, bowiem z gry zdobyli raptem...jedną bramkę. A skoro o bramkach mowa, pierwszą (i ostatnią) tego dnia widzowie zgromadzeni na stadionie w Southampton zobaczyli w 20. minucie. Z lewej strony centrował Ashley Young, głową uderzał Lukaku, ale jego strzał obronił Forster. Belg zachował przytomność umysłu i dobitka w jego wykonaniu była już nie do wyjęcia.
Po zmianie stron do roboty wzięli się piłkarze Mauricio Pellegrino. Od początku drugiej połowy wchodzili w szyki obronne United jak w masło, a potem... pojawiało się coś, co nazywa się fachowo polem karnym. W nim piłkarze „Świętych” dostawali amnezji i nie wiedzieli co zrobić z piłką. Najlepszą okazję na wyrównanie miał defensywny pomocnik Oriol Romeu. Hiszpan uderzył jednak obok bramki. Pozostałe próby pewnie wyłapywał David De Gea. I to jedną ręką. Z kolei ekipa z czerwonej części Manchesteru miała dwie okazje do podwyższenia prowadzenia. Przy pierwszej po strzale Lukaku interweniował Forster., a następnie piłkę w trybuny posłał Ander Herrera.
To, co najciekawsze wydarzyło się pod sam koniec meczu, a w roli głównej wystąpił, a jakże, Mourinho. Nikt nie wie do końca dlaczego (realizator nieco się zdrzemnął), ale Portugalczyk po raz kolejny w swojej karierze został odesłany na trybuny. Zapewne nie zobaczymy go na ławce trenerskiej w meczu z Crystal Palace, a także schudnie trochę jego portfel. Manchester United wygrywa kolejny mecz oszczędzając tym razem swojego przeciwnika i nie aplikując mu worka bramek po 80. minucie. Ten minimalizm będzie ich kosztował miejsce w fotelu lidera. Ich lokalny rywal – Manchester City wrzucił „piątkę” najsłabszej ekipie w ligowej stawce – Crystal Palace. Trzeba przyznać, że czerwona latarnia ligi świeci dość mocno...