
Remisowy hit z domieszką MMA
Czerwone Diabły za główny cel postawiły sobie dołączenie do TOP 6, The Blues walczyli z kolei o pozycję lidera. Po hicie 9. serii gier Premier League lepsze humory można zaobserwować u drużyny ze stolicy Anglii. Końcowy wynik to 2:2.
Składy:
Chelsea: Kepa – Azpilicueta, Rüdiger, David Luiz, Marcos Alonso – Kante, Jorginho, Kovačić (69' R. Barkley) – Willian (73' Pedro), Morata (79' Giroud), Hazard
Manchester United: de Gea – Young, Smalling, Lindelöf, Shaw - Rashford (85' Sanchez), Matić, Pogba, Mata (75' Herrera), Martial (84' Pereira) - Lukaku
Podopieczni Maurizio Sarriego od pierwszych minut próbowali jak najszybciej objąć prowadzenie, lecz po raz kolejny zawodził Alvaro Morata. Trzeba przyznać, że duet Morata/Giroud nie stanowi postrachu wśród defensyw rywali. Sprawdziło się jednak stare porzekadło, które mówi - "Nie możesz strzelić gola z akcji? Spróbuj ze stałego fragmentu gry!". Słowa te wziął sobie do serca Antonio Rüdiger i po główce Niemca Chelsea objęła prowadzenie już w 21. minucie meczu. Katastrofalny błąd w kryciu popełnił Paul Pogba, który w momencie dośrodkowania Williana z rzutu rożnego postanowił uciąć sobie drzemkę. Oprócz tej bramki w pierwszej połowie praktycznie nic się nie działo - jedynie warto odnotować, że sędzia Mike Dean przez pierwsze 45 minut postanowił ukarać aż czterech piłkarzy żółtymi kartonikami (Matić, Young, Rüdiger i Hazard).
Na szczęście, dostaliśmy rekompensatę w postaci drugiej połowy. Po zaledwie dziesięciu minutach od wznowieniu gry goście z Manchesteru doprowadzili do wyrównania za sprawą Anthony'ego Martiala. W polu karnym Chelsea było sporo elementów z Flippera, natomiast najprzytomniej zachował się Francuz i to pomimo trzech obrońców, którzy przy tej akcji zamienili się w zwykłych obserwatorów PZPN-u. To wczesne popołudnie należało do wychowanka Lyonu. Na niespełna 20 minut przed końcem meczu skrzydłowy United otrzymał świetne podanie od Marcusa Rashforda, przyjął futbolówkę, czym przy okazji zmylił Azpilicuetę i uderzył po ziemi obok bezradnego Kepy. Jose Mourinho mógł powoli czuć się triumfatorem.
Niestety dla Portugalczyka i dla fanów drużyny z Old Trafforda w piłce nożnej istnieje takie pojęcie jak "doliczony czas gry". W tym konkretnym spotkaniu dodano aż 6 minut! W ostatniej akcji meczu wspomniany trochę wcześniej Azpilicueta zagrał piłkę w pole karne, tam świetnie odnalazł się David Luiz, lecz trafił tylko w poprzeczkę. Piłka na szczęście dla londyńczyków nie opuściła boiska, dopadł do niej jeszcze Rüdiger, który trafił wprost w Davida de Geę, ale w polu karnym Manchesteru znajdował się jeszcze jeden zawodnik. Wprowadzony w przerwie meczu Ross Barkley, który kompletnie odpuszczony przez obronę, zrobił to, co do niego należało - umieścił piłkę w siatce obok bezradnego hiszpańskiego golkipera.
W Londynie zapanowała euforia, którą nie potrafili opanować nawet członkowie sztabu szkoleniowego The Blues. Nierozważnym zachowaniem popisał się Marco Ianni, który swoim wyskokiem z ławki rezerwowych i kilkoma gestami w kierunku Jose Mourinho rozpętał prawdziwą wojnę. Portugalski szkoleniowiec nie przeszedł obojętnie obok tego zachowania i postanowił wymierzyć swoją sprawiedliwość. Czujnością popisali się jednak stewardzi, którzy nie pozwolili, by doszło do rękoczynów. Warto pochwalić również Maurizio Sarriego, który nie szukał konfliktu, tylko od razu chciał przeprosić swojego przeciwnika za głupie postępowanie swojego współpracownika. Wielka szkoda, że bardzo dobre spotkanie zostanie przyćmione bezsensowną sprzeczką z końcówki spotkania.
💥 Scenes at Stamford Bridge! 💥
— Sky Sports Premier League (@SkySportsPL) 20 października 2018
Jose Mourinho says he has accepted an apology from @ChelseaFC assistant coach Marco Ianni, who sparked chaos in the dugout following Ross Barkley's last-minute equaliser! 😳
📲 https://t.co/kP8eN2ANKB pic.twitter.com/FcOBHus9aC
[ZOBACZ TEŻ: Został trenerem przez PRZYPADEK i "jest NAJLEPSZY (...)"]