Maj
23
2018
Skomentuj

Sąd nad Legią - edycja: 23 maja 2018 roku

Moja dłuższa ocena Legii jest konieczna. Naprawdę, musimy coś sobie uzmysłowić. Legia i ten dublet – te dwie rzeczy na siebie (na logikę) nie zasłużyły. Czym więc mistrzowie Polski wydarli oba te tytuły? Doświadczeniem w kluczowych chwilach. Brakiem strachu. Wyrachowaniem. Wyczekaniem. Tym naprawdę można wygrać w Polsce. Dean Klafurić został bohaterem. I może najlepiej dla niego będzie, jeśli każą mu bawić się w trenowanie w najgorszym bagnie, jakim jest okres od czerwca do końca sierpnia.

Jednak ten sezon miał swoich bohaterów. Kilku z nich było głównymi bohaterami.

 

 

 

 

Arkadiusz Malarz – ten przereklamowany bramkarz. Jeśli zapytacie odpowiednich osób, to będziecie wiedzieć, że ze wszystkich określeń na jego temat to właśnie to jest jego „ulubionym”. Reaguje dziś już na nie z przymrużeniem oka, co widać po jego wpisach w mediach społecznościowych. Arek Malarz ma swój wielki czas. Jako człowiek i jako sportowiec jest na szczycie, kapitalna postawa bramkarza Legii jest chwalona wszędzie, gdzie tylko się da.
Za każdym razem możemy usłyszeć, że kolejne zwycięstwa i dobre mecze dedykuje swoim „mamuśkom”. To jest dla mnie coś fantastycznego – pomimo śmierci matki i teściowej w krótkim odstępie czasu, pomimo pomocy przy wypadku samochodowym, w którym zginęli ludzie (najechał na niego razem z żoną, Darią)… sami to wyobraźcie sobie. Widzisz tego typu wydarzenia i nie możesz być obojętny. Nie możesz pozwolić, by w jakiś sposób to Cię osłabiło. Nie możesz utracić swojego profesjonalizmu. On tego nie zrobił. Przeżył każde z tych zdarzeń bardzo mocno, sam nawet o tym mówił. Dziś szanują go nawet niektórzy kibice rywali. Być może nawet chcieliby go u siebie, gdyby był młodszy. Man Of The Season.

***

Michał Pazdan – dawno nie grał aż tak dużo. Miał swoje kryzysowe momenty w sierpniu 2017 roku. Miał spory dołek na początku rundy wiosennej. Natomiast, nie doceniać jego dobrej gry? Ciężko. Ciężko jest to zrobić. Mimo ostrego dołka, na pewno jest to wciąż czołowy obrońca w lidze. Grał najwięcej, grał niemalże cały czas. Na koniec musiał zwolnić po kontuzji, której była pokłosiem – prawdopodobnie – urazu odniesionego przy faulu Romana Bezjaka.

Kasper Hamalainen – na początku sezonu miał okres niezłej gry, natomiast można było powiedzieć, że czegoś brakowało. Niestety, Hamalainen nie był facetem, który mógłby przesądzić o losach meczu. Inna sprawa, że w normalnej drużynie jego podania powinny zakończyć się przynajmniej kilkoma golami więcej. Fin miałby też więcej asyst. Dobre jednak nadeszło. Jeśli ktoś zyskał na przyjściu Romeo Jozaka, to był to Hamalainen. Przesądzał wreszcie o wyniku, strzelał ważne gole, stawał się nawet człowiekiem, z którego Legia miała 100-procentową pociechę. Jeden z niewielu kreatywnych zawodników w Legii, których wkład widać było w dużych meczach, a także w statystykach.

Hamalainen pomagał równie mocno jak Michał Kucharczyk. Tak jak jesień należała do Hamalainena, tak wiosna (szczególnie ta późna) to była pora Kucharczyka. Obaj mogą przybić sobie piątkę. Kluczowe gole? Obaj strzelali.
Może to nadużycie, ale zesłanie go do rezerw chyba tylko mu pomogło. Jakoś zawsze Kucharczyk pod koniec sezonu przypomina sobie o tym, jak ważna jest dla niego Legia. Strzela, asystuje, widzi więcej. Jego ograniczenia znikają.

Sebastian Szymański – ludzie, którzy dużo widzą, spostrzegli, że Sebastianowi zawsze najwięcej i najbardziej się chce. Tak, to prawda. 19-latek walczy jak równy z równym, nawet pomimo braków fizycznych. Temu człowiekowi się chce – choć powinna być to oczywistość, na pewno można wymienić go wśród tych, którzy będą za Legię umierać. Chce się bardzo. Jest drobny, być może nawet ja mam lepiej zbudowane mięśnie od niego (a jestem dość szczupły). Ale to on gra w Ekstraklasie i gra dobrze. Nie jest to może poziom Wojtka Kowalczyka, który też był bardzo młody, a został wielką gwiazdą. Wiem, że liczby ma raptem poprawne, być może nawet dobre. Ale widać, że to on będzie tę drużynę ciągnął w przyszłym sezonie. Nie skończy jak Rafał Wolski – taką mam nadzieję.

Jarosław Niezgoda – chłopak od kluczowych goli. Zresztą przytoczę tweeta Krzysztofa Stanowskiego:

Nie chcę tego zestawiać z Krzysztofem Piątkiem, bo to nie o to chodzi.

Ten chłopak jest w ogóle rewelacją.
Gdy wszedł do drużyny, Legii zaczęło iść. Zdobywał ważne gole, wyprowadzał Legię na prowadzenie, którego nie oddawała. Gdyby był skuteczniejszy, możliwe, że udałoby się mu wykręcić naprawdę przyzwoity wynik. Pamiętajmy, że nie grał całego sezonu – stracił jego początek i końcówkę. Kto wie, być może z nim w Tyraspolu udałoby się wturlać piłkę do bramki Mołdawian.

Na plus, ale bez fajerwerków:

William Remy – wzmocnił obronę Legii, a poza tym ma dodatkowy atut, że całkiem nieźle idzie ma też na pozycji numer 6. Jeśli mam już przeanalizować całe okienko zimowe, to wiadomo, że tego człowieka trzeba oznaczyć jako numer 1.

Cafu – on jest takim mniejszym Niezgodą, ale od razu tłumaczę, że chodzi tylko o ważne gole. Tych goli zresztą też jest mało – na 2:0 z Arką w Pucharze Polski i na 3:2 z Wisłą Płock. Natomiast, jakoś mam słabość do takich momentów. Uważam, że każdy gol jest ważny. Każdy. Bo każdy inaczej kreuje rzeczywistość boiskową, każdy zmienia bieg wydarzeń. Jeśli ogarnie się w jeszcze większym stopniu (a w klubie powinien zostać, to jego wkład w środka pola może być większy niż prezentowany przez Domagoja Antolicia).

Marko Vesović – Piotr Żelazny wykłócał się z nami, gdy twierdziliśmy, że Vesović nie jest prawym obrońcą (gra na PO także w reprezentacji Czarnogóry). Natomiast, jednak grając wyżej wnosił więcej. Musiał grać z tyłu, bo po prostu Broź i Jędrzejczyk są zbyt słabi. Czy podniósł wybitnie poziom? Nie. Ale ma umiejętności i ma błysk. Pokazał to choćby w Zabrzu, w pucharowym meczu, jednym z ostatnich występów pod wodzą Romeo Jozaka.

Reszta z tych ludzi, którzy przyszli do Legii nie sprostała zadaniu albo nie zachwyciła. Taka prawda.

***

Bohaterem był też Romeo Jozak, choć mam wrażenie, że te dobre wyniki były wciąż pomimo jego, a nie dzięki niemu. Historie o pani psycholog prowadzącej odprawy, żałosna szopka z zesłaniem do rezerw Michała Kucharczyka… źle to wszystko wyszło. Odejście było konieczne. I pomogło w zdobyciu obu tytułów. Cóż, od początku trenera raczej się tolerowało, a nie szanowało. Od końca lutego to była zapaść.

A gra Legii? Inne aspekty widoczne na boisku?
Dobrze, nie jestem w stanie sobie wyobrazić, że nawet Sebastian Krzepota przygotowałby Legię tak samo jak Kresimir Sos. Ale miało być lepiej fizycznie. Czy było? Niezbyt, „boom” nie nastąpił. Jeśli ktoś jednak chwali to, jak Legia rozłożyła siły, to owszem – było lepiej niż w 2017 roku.

Nadal uważam, że nie należało zwalniać Jacka Magiery. Nie należało. Czy Legia wygrała to mistrzostwo, bo jest najlepsza i miażdży? Tak i nie. Po prostu są w tej lidze drużyny jeszcze gorsze od niej. Słabość ligi w dużej mierze pomogło Legii. Dominacja Legii jest odwrotnością dominacji Wisły Kraków Bogusława Cupiała. Kiedyś Wisła miażdżyła, a teraz Legia niby dominuje, ale nie do końca, bo prezentuje poziom, który w 2005 roku dałby pewnie szóste miejsce. Jeśli nie niższe…

Zwolnienie Magiery w niczym nie pomogło. Być może nawet zaszkodziło. Legia bez niego przeżyła tak wstydliwe chwile, że… ciężko o tym pisać na spokojnie. Fakt, zasłużył Astaną i Tyraspolem na utratę zaufania. Ale… upieram się, że raz – kryzys zażegnałby równie szybko jak Jozak.
Dwa – zwolnienie Michała Żewłakowa i zatrudnienie Ivana Kepciji mogło nastąpić równocześnie (umówmy się – anglojęzyczni ludzie w klubie pomogliby w codziennej komunikacji). Tylko o to mam żal do Dariusza Mioduskiego.
Poza tym, należy mu się szacunek. Te dwa tytuły są JEGO autorstwa. Inne zespoły pomogły, ale pogonienie Jozaka z klubu i większy luz w szatni sprawiły, że zaczęło iść.

***

Pamiętam, gdy robiłem w marcu mały „Panel kumatych”. Wówczas jednym z adwersarzy był – obok Jakuba Majewskiego i Pawła Nowaka - Marcin Żuk, który co jakiś czas publikuje na sport.pl teksty dotyczące Legii. Przeanalizował to, co pisał przed rundą, a co napisze po niej?

Generalnie moje wrażenia z marca znalazły pokrycie w rzeczywistości. Było bardzo trudno, ale rywale wyciągnęli do nas pomocne ręce, a i przy Ł3 w decydującej fazie sezonu nastąpiła mobilizacja skutkująca dubletem. Mimo, że w zespole co pół roku są duże zmiany, to najlepszy w historii okres pod względem liczby trofeów wytworzył w klubie coś w rodzaju genu zwycięstwa, który powoduje, że jak przychodzi oddzielić mężczyzn od chłopców, to legioniści ku rozpaczy reszty ligi udowadniają swoją dojrzałość. Jestem bardzo zadowolony, że dożyłem takiego czasu.

Często marudzę, ale zapewniam, że potrafię to docenić. Jeśli chodzi o zimowe transfery, to podtrzymuję zdanie, że ci nowi z zimowego zaciągu to dobrzy piłkarze. Dodam jednocześnie, że klub nie wykorzystuje ich potencjału. Lepiej mogą grać dosłownie wszyscy. Nie tylko Eduardo, co jest oczywiste, ale i Remy, Antolić, Cafu, Vesović i Philipps. Z tej grupy największe rezerwy ma moim zdaniem Cafu, który docelowo może być takim vice-Vadisem, o ile dobrze przygotuje się do sezonu i przyjdzie trener, który wyegzekwuje od niego znacznie więcej, niż do tej pory. Eduardo? Zgadzam się właścicielem Legii, że potrzebuje gola, ale zaryzykuję twierdzenie, że drugiego Ljuboi z niego nie będzie.

Potwierdziły się moje marcowe wątpliwości co do sensu zamiany Dąbrowskiego na Mauricio. Nowy niemal nie grał, chociaż Dąbrowski w Lubinie też się nie wyróżniał, co łagodzi negatywną ocenę jego odejścia. Na przyszłość uważam jednak, że lepiej w zespole zostawić przykładowo Mateusza Żyrę, niż inwestować w zagraniczne wynalazki. W zespole w każdej formacji powinien być co najmniej jeden aspirujący, młody zawodnik, w którego trzeba inwestować, dawać coraz więcej minut, bo tylko w ten sposób można go rozwinąć. Jestem pewny, że Legia przekona się do tego ostatecznie wtedy, kiedy sprzedaż Szymańskiego zapewni jej miliony w budżecie.

***

Aha, na sam koniec – obok Arkadiusza Malarza na miano „najlepszego” w tym sezonie zasłużył Mateusz Kostrzewa. Fotograf Legii i jego zdjęcia są już dziś na takim poziomie, że spokojnie mogę nazwać go światowym. Porównajcie obecny sezon i poprzedni. Być może zauważycie jedynie filtry, przez które są przepuszczane jego zdjęcia. Natomiast, dla mnie to jest zmiana tylko na plus.

Porównajcie sezon 2016/17…

…zaś tutaj sezon 2017/18. Inny świat. Lepszy świat (bez urazy dla poprzedniego stylu zdjęć, natomiast wiecie – rozwijać się warto).

Plus należy się też klubowym mediom – kreatywne pomysły na ukazanie transferów, powrót pięknych programów meczowych, no i wielkie odkrycie (mam nadzieję, że się nie obrazi) – Jakub Jeleński. Człowiek-instytucja. Ł3 Live, Ł3 FM, wywiady w mediach legijnych. Możliwe, że Legia ma swoją osobowość medialną, pierwszą tak dobrą od czasu Krystiana Grzelaka.

***

Natomiast, dobrze, że trochę odpoczniemy. Od Legii. Od Ekstraklasy. Jeszcze tylko jutro poczytacie o grupie mistrzowskiej, a potem koniec – do 14 lipca. Wtedy Legia zagra o Superpuchar z Arką.

Następnie czekamy na 20 lipca. Wielkie święto – powrót rodzimej Bundesligi! Do tego czasu jeszcze wyjaśni się kwestia eliminacji do Ligi Mistrzów, które zaczynają się 10 lipca.

 

Najczęściej czytane...

Video
17 Wrzesień 2017

Tete zgasił Neymara [VIDEO]

Video
11 Październik 2017

Lewy w parodii Jeden Osiem L - Jak Zapomnieć

Video
3 Październik 2017

Wojciech Szczęsny w roli dziennikarza! Mistrzowskie pytanie o Krychowiaka! xD [VIDEO]

Video
18 Wrzesień 2017

Neymar chce strzelać rzut karny, ale Cavani... [VIDEO]