
Kai Havertz rozwalił Herthę Berlin
Bayer Leverkusen rozwalił na własnym stadionie Herthę Berlin 3:1. Był to mecz pełen zarówno walki i cudownych akcji, jak również wylewów. Eleven Sports powinno żałować, że zamiast tego widowiska postanowili pokazać w telewizji mecz Schalke z Stuttgartem.
Składy:
- Leverkusen: Hradecky - Weiser, Tah (85. S. Bender), Dragović, Jedvaj - Aranguiz, Baumgartlinger - Brandt (76. Bellarabi), Havertz, Bailey - Volland (72. Alario)
- Hertha: Jarstein - Lazaro, Lustenberger, Torunarigha, Plattenhardt - Darida (75. Ibisević), Maier - Leckie (54. Pekarik), Duda, Mittelstädt (70. Köpke) - Selke
Początek meczu należał zdecydowanie do gospodarzy, czego mogliśmy się spodziewać. Porównując środki pola obu ekip można śmiało powiedzieć, że Bayer>Hertha. Berlińczycy bez Marko Grujicia mają ogromne problemy z linią pomocy i ich najlepszym zawodnikiem w tym obszarze jest Ondrej Duda. W tym meczu Słowak również wyróżniał się na tle swoich kolegów, jednak sam spotkania nie wygra. Dobra, wróćmy do przewagi "Aptekarzy".
Pierwsze 25 minut rozgrywano pod dyktando gospodarzy i Hertha była praktycznie bezradna podczas ataków swoich przeciwników. Wynik na BayArenie został otwarty za sprawą Kevina Vollanda. W akcji bramkowej brało udział aż 4 zawodników, bo Leon Bailey przejął piłkę i podał ją do Kaia Havertza, który oddał ją Charlesowi Aranguizowi, a ten posłał ją wprost na nogę strzelca gola. Volland po prostu nie mógł tego spieprzyć i zdobył dzięki temu swoją 6. bramkę w Bundeslidze w tym sezonie.
Gol na 2:0 to czysty wylew ze strony bramkarza gości - Rune Jarsteina. Norweg chciał podać piłkę do Jordana Torunarigha, jednak to podanie mu nie wyszło i przeciął je wyżej wspomniany Havertz. Wystarczyło, że Niemiec dotknął piłkę, a ta sama przeleciała obok zdezorientowanego bramkarza Herthy i wpadła do bramki. Radość 19-latka była duża, choć więcej było w niej śmiechu niż samej radości.
Bayer robił dobrze, wszystko dobrze robił (sic!), ale nagle poszło dośrodkowanie w ich pole karne. Tam znalazł się Fabian Lustenberger, który odbił piłkę głową, a ona spadła na nogę Torunarighi. Młody obrońca strzelił bardzo mocno, pod poprzeczkę, tak więc Lucas Hradecky nie miał nic do gadania. Później gospodarze znów doszli do głosu, jednak do przerwy już nic spektakularnego się nie wydarzyło poza jedną akcją. W 40. minucie Ondrej Duda był bliski zdjęcia pajęczyny z siatki, ale strzelił parę centymetrów ponad bramką. Tak blisko, a tak daleko.
Zaraz na początku drugiej połowy mogliśmy oglądać kolejny popis młodego Havertza. Niemiec po raz drugi pokonał bramkarza Herthy, ale ten gol był o wiele piękniejszy. Aranguiz wyczekał na środku boiska idealny moment, aby zagrać piłkę do swojego kumpla z zespołu, a kiedy to zrobił, Havertz zamknął usta wszystkim. Był sam na sam z Jarsteinem, który wyszedł z bramki i Niemiec w pięknym stylu go przelobował. Piłka wpadła do bramki zaraz przy poprzeczce, tak więc aż do ostatniej sekundy nie byliśmy pewni, czy zmierza do siatki, czy nie. Koniec końców przekroczyła linię bramkową i mogliśmy oglądać cudownego gola.
Po tej bramce piłkarze Herthy zrozumieli, że nie mają nic do stracenia i rzucili się na swoich przeciwników. Jak widać zrobili to nieskutecznie, bo nie zdołali już nic strzelić. Do tego sami mogli stracić w 80. minucie meczu, kiedy to jeden z graczy Bayeru uderzył na bramkę, a wspomniany wcześniej Lustenberger najpierw zablokował strzał, a później wybił piłkę z linii bramkowej. To była naprawdę dobra interwencja, a serca fanów zdążyły się już zagotować.
Był to mecz pełen walki, jednak o wygranej zdecydowała siła drugiej linii. Hertha Berlin bez Grujicia gra mizernie w tej strefie i nie ma co się oszukiwać, że jest inaczej. To przykre, że cała ich gra opiera się na młodym, wypożyczonym pomocniku, ale takie są realia.
Na koniec powiem tyle, że Kai Havertz jest już prawie tak piękny jak Jadon Sancho. PRAWIE.